#1 Słowo o słowie
Jak mawiał nieodżałowanej pamięci Stefan Kisielewski: socjalizm to ustrój, w którym bohatersko pokonuje się trudności nieznane w żadnym innym ustroju. W dzisiejszej rzeczywistości wiele możemy znaleźć przykładów na to, że socjalizm ma się dobrze. A może nawet i lepiej bo zmienił nazwę, zmienił metody i nikt się go już nie czepia.
Socjalizm w gospodarce można jeszcze przeboleć- odwrócić głowę, zmrużyć oczy i jeśli się da to omijać go szerokim łukiem. Gorzej kiedy socjalizm pojawia się w głowach, a co za tym idzie- również na językach. Pięknie to widać w mowach naszych polityków. I nie mówię tutaj wcale o treści, gdzie z logiką jest na bakier, a i fakty są kształtowane zgodnie z partyjnym widzimisię. Rozchodzi mi się natomiast o zupełną bezmyślność formy charakterystyczną dla dawnej, socjalistycznej nowomowy.
Często z prominentnych ust naszych włodarzy słyszymy: "Nie mam takiej wiedzy." Frazę tę międlą nawet ostatnie z partyjnych szeregów raz na rok zapraszane do telewizji. A szanownym posłom-osłom nie o wiedzę chodzi, a o informację. Poseł może posiadać lub nie posiadać informacji o tym, czy zarząd partii podjął jakieś decyzje. Wiedza z kolei to słowo, które dotychczas było zarezerwowane dla materii istotniejszej niż nowe majtki posłanki.
Meloman może mieć wiedzę z zakresu muzyki, profesor dysponować wiedzą filozoficzną, a nasza babka z biegiem lat posiadła jakże przydatną wiedzę życiową. Ale pan Chlebowski pytany o działania ministerstwa może nie mieć w tej dziedzinie informacji, a nie wiedzy.
Powiedzmy, że ta chęć dodania sobie nimbu mędrca- posiadacza wiedzy, nie jest niczym nagannym. Jak jednak potraktować bezsensowny, a ciągle powtarzany eufemizm: "Pan mija się z prawdą."
Na początek musimy poczynić pewne rozróżnienie. Otóż zdania Pan kłamie lub Pan łże jk bura suka są oczywiście czymś innym. Zakładają bowiem, że adwersarz celowo mija się z prawdą, że jego zamiarem jest ukrycie lub przeinaczenie pewnych faktów. Natomiast ktoś kto mija się z prawdą może robić to nieświadomie.
Dlaczego jednak słyszymy ciągle "Pan mija się z prawdą"? Przecież równie dobrze możemy powiedzieć "Pan nie mówi prawdy" lub "Pan mówi nieprawdę". Brzmi to dużo dobitniej, dużo prawdziwiej i nie razi formą. Niestety przeciętny poseł nie wiedzieć czemu wykoncypował sobie, że za tę pierwszą konstrukcję pozwać go nie można, a za dwie pozostałe jak najbardziej.
Zresztą dziwne językowo mody powstają często w światku dziennikarskim i stamtąd dopiero przenikają do polityki. Dla przykładu w ostatnich kilku tygodniach furorę robi stwierdzenie, że określone działanie jest przeciwskuteczne lub - co jeszcze fajniejsze - kontrproduktywne. Tak więc działania PiS w sprawie katastrofy smoleńskiej nie są nieskuteczne, czy bezsensowne- one obowiązkowo muszą być kontrproduktywne. Nie wiem skąd takie zamiłowanie do pięciosylabowców z przedrostkami rodem z podręcznika do logiki, ale wiem, że już za kilka tygodni usłyszymy jakieś nowe słowo, które z szybkością plagi rozpleni się po naszych mediach i będzie z namaszczeniem cmokane przez publicystów Gazety Wyborczej.
Z tej perspektywy Bronisław Wildstein piszący kilkukrotnie o tromtadracji i totumfackich to małe piwo (nie mylić z nawarzonym piwem i rozlanym mlekiem lub - jak kiedyś stwierdził wicepremier Andrzej Lepper - z piwem, które się rozlało i teraz trzeba je wypić).
Wracając do gazety Wyborczej- jedną rzecz należy im oddać. O ile chłopaki zupełnie nie znają się na gospodarce, a ich ideologiczne odezwy przyprawiają o ból głowy, o tyle z literaturą piękną nie jest u nich najgorzej. I tak kiedy Jarosław Kaczyński w 2007 roku na konwencji w Radomiu odnosząc się do strajków w służbie zdrowia powiedział: "inni szatani są tam czynni", dziennikarzyny z TVN szybko pobiegły, a to do białego miasteczka, a to pod sejm zbierać komentarze.
"Mówienie o siłach szatańskich obraża inteligencję ludzi, którzy dopominają się o swoje prawa"- zacmokał wtedy świeckiej pamięci Jerzy Szmajdziński. Dopiero ktoś przytomny z Gazety Wyborczej zauważył, że premier IV RP sparafrazował wers z wiersza Kornela Ujejskiego, który o rabacji galicyjskiej pisał tak:
Ależ, o Panie! Oni niewinni,
Choć naszą przyszłość cofnęli wstecz,
Inni szatani byli tam czynni;
O rękę karaj, nie ślepy miecz!
Skoro jesteśmy już przy poważnych tematach warto przypomnieć Jana Marię Władysława Rokitę (młodszemu pokoleniu jest on znany pod pseudonimem Ratujcie Mnie Niemcy Mnie Biją!). Ten niewątpliwie inteligentny kapelusznik stwierdził, że rząd Kazimierza Rozwodzę Się Z Żoną Żeby Dymać Blondynkę Marcinkiewicza "uprawia chocholi taniec". Trafił w dziesiątkę! Metafora z "Wesela" Wyspiańskiego zagościła na ustach wielu dziennikarzy i polityków. Wyspiańskiego większość z nich nie czytała, ale z chochołem łączyło ich jedno- słoma w butach i w głowie.
Kto tym mendom broni sypać cytatami z literatury: z Gombrowicza, z Tuwima, Słonimskiego. Ale oni tych ludzi nie znają! Oni mają w pamięci jedynie kurs franka szwajcarskiego, w którym wzięli sobie kredyt na nowe auto i mieszkanie. Dopiero potrzebny był Rokita i tajemnicze słowo: chochoł. W ruch poszły Google, na deser krótki bryk z "Wesela" i już można było odmieniać chocholi taniec przez wszystkie przypadki.
Jak się ma do tego wspomniany na początku cytat z Kisiela? Ano nijak. Głupoty, czy to socjalistycznej, czy innej pokonać się nie da. Jak mówi inne prasłowiańskie przysłowie: W walce z głupotą nie ma wygranych, są tylko cudem ocaleni.
Komentarze
-
-
Haha ;-)
Niestety pan Bralczyk ostatnio zamilkł w sieci, nawet nie dodaje vlogów na mojejgeneracji.pl
Oskar Możdżyń 05.09.2010, 13:09
zaloguj się aby komentować



a ja myślałem, że pan Bralczyk dał się zwerbować? :)