Kiedy (nie) pada śnieg
Próbowałliśmy dziś z kolegami zaparkować samochód. Gdzie? Wystarczy, że powiem iż w Warszawie. Bliższe informacje są zupełnie nieistotne, bo wszędzie jest to samo. Otóż człowiek jeździ sobie w kółko po uliczkach parkingowych i szuka, szuka, szuka. Tułając się po osiedlu jak Żydzi po pustyni, wreszcie znajduje...
... i nie może skorzystać, bo na jego upatrzonym miejscu przez całą zimę, bez żadnych opłat, zaparkowany jest śnieg.
Pasjami to kocham, gdy komunikacja miejska, a konkretniej 116, wiezie mnie do redakcji okrężną drogą (bo ZTM nie dogadał się z ZDM i przegubowe autobusy przestały jakiś czas temu być mile widziane na prowizorycznym moście przy Dworcu Gdańskim). Objazd kosztuje mnie parę minut na minusie. Ale trudno.
Owa okrężna droga jest pełna dziur, wykładana miejscami kostką i oczywiście odśnieżana metodą "zepchnijmy to na bok". Uwielbiam to, gdy autobus, spóźniony, wlecze się tam za jakimś samochodem, który zwalnia, już ma skręcić... i nagle okazuje się, że nie da rady. Iteruje do oporu, nawet 10 razy. Tu pojawia się empatia. On łudzi się, że zaparkuje, ja łudzę się, że w jego szczęściu znajdę swoje własne i się nie spóźnię. Nasze łudzenie się to znowu parę minut w plecy - i tym razem nie powiem "trudno", bo płacę czasem (a czas to pieniądz) za to, że przez kilka tygodni mimo braku opadów, ilośc zalegającego tu i ówdzie śniegu mógłby sugferować, że codziennie są tu nie wiadomo jakie zamiecie.
Kocham też sposób odśnieżania dojścia do autobusu, czyli rozgarnianie ścieżek tylko na długości paru metrów i najlepiej jedynie na oko tak, żeby dało radę dojść do drzwi. Kiedyś w przedszkolu mieliśmy taką tablicę z otworkami w kształcie różnych figur i do każdego otworka można było wepchnąć tylko jeden klocek. Tu jest to samo - dojścia wyglądają tak, jakby w jednym miejscu miały pasować pod Ikarusa, w innym pod Mana, w kolejnym pod Solarisa. I potem nie dziwię się, że Warszawa po angielsku nazywa się "shithole", skoro nawet na Krakowskim Przedmieściu, czy Placu Wilsona, po wyjściu z autobusu trafia się prosto w 30-centymetrowe zwały nienajczystszego już zresztą śniegu. Sprytni mają na to sposób - chodzą po śladach innych. Z daleka wyglądają jak bociany człapiące po polu.
To totalne nieróbstwo, które widzę na froncie walki z białym, wodnistym śmieciem zalegającym wszędzie w zimie, kosztuje mnie najpierw mnóstwo czasu na dojazd - bo zatory, bo trzeba ostrożniej, bo niebezpiecznie, bo to, bo tamto. Potem kolejny czas na czyszczenie butów z soli - bo posypać i dorzucić jedno białe do drugiego białego na chodniku jest łatwiej, niż to białe z chodnika zgarnąć. Zupełnie jakby nie dało się przywieźć jakichś więżniów i kazać im to powrzucać na samochód. Przecież można śnieg wywalić do Wisły.
Gdy wszystko się roztopi, czyszczenie butów z soli zamieni się w czyszczenie butów z błota. Wszędzie będzie szaroburożółta trawa wymieszana z breją. Dojdą do tego rozmrażające się psie kupy - jak to rzekł wzniośle mój kolega - "jeśli pies, ktory to zrobił zdechł, to taka zahibernowana kupa jest ostatnią pozostałością po jego pobycie na ziemi"...
Zapach wiosny zawsze kojarzy mi się z zapachem gówna. Nie będę używał eufemizmów, bo jest to tak silna woń, że i nazwa musi mieć swoistą moc. I przy okazji - nikt mi nie powie, że żywność musi być faszerowana benzoesanem sodu, żeby mieć mocną woń. Te wszystkie balasy mrożą się niczym w wielkiej chłodni miesiącami, a mimo to zachowują świeżość i wręcz olśniewająco gówniany zapach; bez konserwantów! Barwy również niczego sobie, tak żywe jak w burgerach z McDonald's. W sumie wartość odżywcza też podobna...
Bądźmy jednak optymistami - jest jedna zaleta z tej silnej wiesennej woni - przypomina ona, żeby dla własnego komfortu nie skracać drogi przez trawnik. W walce o nierodeptaną trawę nagromadzone przez całą zimę i świeżo rozmrożone w ramach radosnego budzenia się świata do życia gówno w zestawieniu z tradycją wbijania tabliczek "Szanuj zieleń" jest jak Pudzian w walce z Najmanem.
No, ponarzekałem sobie, wyżyłem się za kolejną nieprzespaną noc (vide: "Fight Club" i cudowne zdanie "With insomnia nothing's real. Everything's far away. Everything is a copy, of a copy, of a copy").
A odnośnie "zimy w mieście": może już czas, by Straż Miejska zaczęła wystawiać drogowcom za parkowanie śniegu bez uiszczania opłat?
Komentarze
zaloguj się aby komentować


