Święto bez patrona
Dla niektorych nawet jeśli okaże się, ze to prądy zstępujące doprowadziły do katastrofy w Smoleńsku, usłyszymy ze nadal Ruscy sa winni, bo dmuchali w niebo. A ja stoję z boku i ani nie chce nikogo oskarżać o spowodowanie tragedii, ani tym bardziej nie chce, żeby ktoś oskarżył mnie o cieszenie się z jej faktu. Ale jedno musze powiedzieć - przyczyniła się ona do tego, ze pierwszy raz od urodzenia nie musiałem krzywić się pierwszego maja.
Dzięki bólowi głowy spowodowanemu pewien czas temu przez futrynę kuchni Radia Wnet, przespałem cale dzisiejsze "swieto". To pierwszy plus. A gdy wstałem i włączyłem telewizor - ach, moi drodzy; ta radość! Niezmiernie cieszy mnie fakt, ze wymieszany z nastrojami po żałobie deszcz przetrzebił grono chętnych na przespacerowanie sie z transparentami pomiędzy zakorkowanymi ulicami centrum stolicy. I w tym roku dzięki żałobie nie było tego wielkiego krzyczenia, gwizdania, czy tradycyjnego bicia się. No, przynajmniej w Polsce, bo przykładowo tacy Grecy trzymają się mocno i w obliczu bankructwa znaleźli wczoraj nowy sposób na ożywienie gospodarki - rzucanie koktajlami Mołotowa w policjantów. Ach, te ekonomiczne zależności... Tylko potomkowie wielkich filozofów sa w stanie je zrozumieć!
Niestety, część - jak to kiedyś chciano nas nazywać - "ludzi polskich" odlana została ze spiżu w hucie im. Stalina i niestraszna im zła pogoda. Każdy z nich na wieki wieków bedzie czerwonym i - a jakże! - umieszczonym po lewej stronie ciała - sercem stal przy Wodzach Ludu. Ba, nawet flagę z sierpem i młotem przyniesie! Nie mowie hipotetycznie, bo przeciez co roku jest takich kilku i poza NOP, ONR, tudzież innymi udającymi stowarzyszenie chorych na białaczkę organizacjami, nikt nie reaguje. Czekam zatem uparcie aż może wreszcie kiedyś do tych wielkich przyjaciół Związku Radzieckiego dołączy, kojarzony właśnie z łysą stroną sceny politycznej, pochód zwolenników socjalizmu autorstwa Wielkiego Malarza, który raj socjalu stworzył po drugiej stronie granic II Rzeczypospolitej. Przecież tez dawał prace, domy, radioodbiorniki i budował drogi dla ludu, a konkretnie Volkswagenów, czyli Ludowozów. Skoro za znak sierpa i młota, kojarzony jednoznacznie z ZSRR, nikt sie nie czepia, nikt nie odwołuje się do przepisu zabraniającego propagowania ustrojów totalitarnych, to do flagi z łamanym krzyżem, znanym od tysięcy lat w kręgu hinduskim i buddyjskim, a ponadto stosowanym przed wojna w Polsce bardzo powszechnie tez przecież nikt nie powinien się przyczepiać. No i jakie piękne hasło kojarzy nam się z tym symbolem: Arbeit macht frei! Na Święto Pracy jak ulał.
Z tym pierwszomajowym świętowaniem wciąż jednak dręczy mnie jedna sprawa. Kiedy jest święto górników, wszędzie sa górnicy. Dzień kobiet? Wokół jakby wiecej uśmiechniętych pań, z kwiatami... Wszystkich Świętych? Naród idzie na cmentarze. Taka analogia w sposobie świętowania: być, tam, gdzie jest sedno danego święta, albo prezentować jak najbliższe przywiązanie do jego idei. A gdy mamy Święto Pracy? Prawie nikt nie pracuje. Większość przymusowo siedzi w domu, albo - na szczęście od 20 lat nieprzymusowo - pędzi pokrzyczeć z transparentem. W przeciwieństwie do innych świąt, wszyscy maja gdzieś "patrona" tego dnia. Pochód byc może idzie naprzód, ale robota - leży. Odpoczywa, bo przecież czyni wolnym.
Komentarze
zaloguj się aby komentować



...no, dziś przeca też jest święto machania flagą państwową i wywieszania jej gdzie się da...no kiedyś to nie można, a tera to wręcz nie wypada się afiszować nie swoim patryiotyzmem...i co ty na to????