Świąteczny remanent.
Wszystko zaczęło się od makaronu, nie jakiegoś zwykłego-cytrynowego. Makaron podarował mi mój osobisty mąż Wojtuś, po powrocie ze stolicy mody, Mediolanu tuż przed Mikołajkami. Kiedy rozczarowana zapytałam: czy przypadkiem nie zwariował? Zdziwiony oznajmił, że się czepiam, bo przecież przywiózł mi coś pysznego, a przecież ciagle narzekam, że nic mi ze swoich podróży nie przywozi.
Ręce mi opadły. Bo jak wytłumaczyć mężczyźnie, że od wracającego z Mediolanu męża białogłowa ( nie babochłop) oczekuje upominków zgodnych z jej kobiecością-perfumy, modne ciuchy,a może chociaż w ostateczności elegancka apaszka? Ale kupić żonie makaron?
To był dopiero początek. Kilka dni przed świętami zadzwoniła do mnie moja mama i zapytała : czy przypadkiem nie chce dostać na Gwiazdkę ...maszynki do mielenia mięsa ( o zgrozo!). Pomyślałam, że moja rodzina postanowiła mnie wykończyć. Przecież matka zna własne dziecko i wie, że nigdy, ale to nigdy nie marzyłam o maszynce do mielenia mięsa!
Ale gwóźdź do trumy wbiła moja własna przyjaciółka Justynka, która w prezencie podarowała mi i mojemu mężowi (dobrze mu tak)- patelnie, duża i solidną trzeba przyznać i cholernie użyteczną.Wrrr...
Sami rozumiecie jak człowiek może się czuć po tych świętach. Dobrze, że do patelni Mikołaj dorzucił książki i najnowszy zapach Guerlain, bo szlag by mnie trafił. A jak Państwa prezenty?
Komentarze
-
-
Prezenty!?Jeden ujął mnie szczególnie a mianowicie przepiękna, płaska, trójkątna butelka z zielonym płynem.Hm?A?!Tak właśnie z tym, w którym smakował i Rimbaud, i Hemingway. Słowem. Magiczne święta. Cudne prezenty. Uwaga. Jeszcze zalakowany. Na Zaciszu takiemi specyjałami obdarowują.
Wojciech Przesmycki 29.12.2009, 15:25 -
Mnie co jakiś czas wzrusza moja mama, która obdarowuje mnie... pidżamą! JA nienawidzę pidżam i dlatego też w nich nie sypiam. Moja mama kupuje mi pidżamy, bo w nich nie sypiam, więc zapewne nie posiadam. A o tym, że rok lub dwa wcześniej dostałem pidżamę już nie pamięta. I tak w kółeczko...
Adam Piśko 29.12.2009, 15:47 -
hej HO HO...a u nas Mikołaj sypnął śniegiem, następnie polał wodą i postawił wyjątkowo małą chinkę, którą nazwaliśmy Zieloną Baletnicą. Choinka była latoroślą z zaprzyjaźnionej plantacji, od Ali i Ryśka. Zielelonobrody...w tym roku szalał. Każdemu coś dawał.W naszym domu...nieco się zatrzymał. Bowiem...Następnęgo dnia ustawił pakunki. W moim były kosmiczne nutki i Francuski Karnawał. Chłopcy chcieli kasę...ale on :) tzn ten Mikołaj,,,uparł i dołożył słodkie "ekskuziwy"...Były też męskie przydatności ...oraz niespodzianki z siankiem dla świątecznych gości. Różne pyszności i czas radości. Odrobina nostalgii, że kolejny rok mija. Świetlista świeca z kolędą prosto z nieba w drodze do Betlejem...mamy tam Przyjaciela.
Kochani :) Niech Mikołaj z Aniołkem na Nowy Rok Wam miłością z serca darzy.
PS. Kasiu CYTRYNOWY...to też zapach :)
Zofia Wojciechowska 29.12.2009, 19:00 -
Kaska, ciesz się, że nie doszło do skutku nasze świąteczne spotkanie, bo dostałabyś trimer do wycinania włosków w nosie :)))))
Mogłabym cie dobić ;))
Ewa Wiktoria Redel 30.12.2009, 00:40
zaloguj się aby komentować



:) co do patelni, to mój tata, który kucharzy ;) dostał zlecenie na zakup dobrej patelni, jak sie okazało, dla niego i tak już 3 lata ryba nie klei :) Przekazuję Ci od niego serdecznie pozdrowienia i życzenia, żeby/ś solidną była... ;)
A mój Mikołaj, u nas Gwiazdorem :) zwany wziął mnie na zakupy i powiedział... wybieraj :) i taki też sposób obdarowywania kobiet polecam :)