Pamiętniki Dobrego Kota i jego zwyczajnego pana - część 5
Pan
Wtorek
Powoli wracam do siebie. Aż tyle mnie trzymało, no ale impra była co się zowie. Dzisiaj rano jak wychodziłem do pracy uprzejma zazwyczaj Dozorczyni zwróciła mi kąśliwie uwagę, że się strasznie nasprzątała pod naszym balkonem i na klatce schodowej… i że na przyszłość to powinienem ja po sobie i swoich kolegach posprzątać. Jej małżonek, Dozorca, spojrzał na mnie surowym wzrokiem, ale jak się Dozorczyni odwróciła - mrugnął do mnie porozumiewawczo. Kobiety są takie przyziemne, pomyślałem, na szczęście jest jeszcze zdrowa i słuszna męska solidarność… Nic to! Cały dzień w pracy ciężka harówa, tysiące telefonów, petentów, żona dzwoniła i też zdążyła tylko przez 5 sekund powiedzieć że i u nich urywanie głowy, córka wróciła późno, okropnie zmęczona… Ile tak można? Dzień za dniem… Owszem płacą, żona też nieźle zarabia, ale zadań tylko przybywa. To naprawdę męczy…
Kot
Wtorek
Zastanawiam się bardzo, co oni właściwie robią, ten Łysy, Kocica i Młode… No bo co rano wstają, wodują się, idą do kuwety, każde to robi inaczej, tak jak nie można by było wieczorem użyć łapy i wymyć się porządnie wszędzie tam, gdzie trzeba. Potem coś jedzą, co nie zawsze mi smakuje, ostre potrafi być lub niejadalne nawet a potem wychodzą z mojego terytorium, złożonym z kilku nor które oni nazywają naszym wspólnym mieszkaniem. Idą coś upolować - to rozumiem. Przy okazji idą się rozejrzeć. To też jasne. Ale przecież potem Młode nigdy do nas nie przynosi NIC!. Kocica czasem, mimo że wraca najpóźniej. A Łysy to i owszem, nawet sporo, ale też niecodziennie! No to co oni robią tam, poza mieszkaniem? Ile można chodzić i polować? Pewnie kładą się tam gdzieś i oczywiście śpią. Ale nie wygodniej to wyspać się we własnym koszyku? Muszą gdzieś strasznie daleko polować i żeby dojść to zajmuje im połowę dnia. Potem polują i wracają. Młode to pewnie zżera wszystko po drodze, wiadomo, niedoświadczone. Kocica też, chociaż duża. A Łysy? Ten to jest prawdziwym kotem, mimo iż wygląda niespecjalnie. Ten to zachowuje się tak, jak powinien - przynosi wszystkim! Dziwi mnie Kocica, bo to ona powinna przynosić Młodej. Ale Młoda przecież już duża, ma pazury, sprawdzałem, słyszy i widzi też nieźle, więc pewnie sama sobie radzi. Ale Kocica tak nic? Może to chodzi o coś specjalnego, na co poluje. Sam pamiętam w starej drewutni czaiłem się kilka godzin na mysz zanim wyszła. Słyszałem jej bicie serca a ona widać czuła, że ja na nią czekam. Wreszcie wyszła i po wszystkim. Tak samo bywa, jak się poluje na ptaszki. Tu też trzeba sporo cierpliwości i trzeba się dobrze ukryć - za nic nie wyląduje jak widzi kota. Ale przecież oni nie przynoszą całych myszy czy ptaszków! Czegoś tu nie rozumiem.
Pan
Środa
Kocham mojego kota, ale po dzisiejszej nocy miałem ochotę go zatłuc. Dziś w pracy audyt - każdy wie, że to oznacza najkrócej mówiąc - nieprzyjemności i masę roboty. Więc poszedłem spać wcześnie. O dziwo, mimo zdenerwowania zasnąłem szybko. Pamiętam nawet, że zasypiając uśmiechnąłem się, że tak słodko i tak fajnie. Spokojny, bo mimo ciężkiego jutra będę przynajmniej wyspany. Wszyscyśmy zasnęli. Pół godziny po północy coś zastukało… Pac, przerwa, pac, przerwa, pac-pac-pac i znowu pac, przerwa… To dobiegało z przedpokoju, podłoga tam jest z ceramiki… Wstałem, nawet nie wściekły, tylko ciekawy i zapaliłem światło. W kącie przedpokoju siedział kot i spokojnie lizał łapę. Cisza. Pomyślałem, że to może u sąsiadów, coś spadło „po-pacało” i już. Spać. Po 14 minutach to samo. Tym razem jakby z kuchni. Światło. Kot w kuchni mrużący oczy - najwidoczniej spał. Wsłuchiwałem się przez chwilę, czy u sąsiadów nad nami coś się nie dzieje, ale była cisza, jak rzadko. Znowu spać, ale zasnąć - już nie mogłem. W końcu jakoś przysnąłem po to, aby już mocno wkurzony zerwać się z łóżka równo o drugiej. Pacało że hej. Wypadłem do przedpokoju i zobaczyłem kota, który „hokejował” małą szklaną kulką po ceramicznej podłodze… Szybkie podania z lewej łapy do prawej, podniesienie nieco w górę i pac-przerwa… Zabrałem kulkę i wściekły wróciłem do łóżka. Innym w rodzinie jakoś cholera jasna to nie przeszkadzało… Spokojny, że teraz to już spokój znowu przysnąłem. Na kwadrans, bo „pacanie” znowu zabrzmiało, głośniej jakby. Przypomniałem sobie, że córka podobno przyniosła jakieś TRZY kulki dla kota. Wstałem, dochodziła trzecia, ja dochodziłem do spazmów. Zabrałem kotu drugą kulkę i zacząłem szukać trzeciej. Nigdzie nie było. Pocieszyłem się myślą, że może jest u córki w pokoju. Wróciłem do pokoju, wyszedłem na balkon, zapaliłem papierosa, o śnie nie było mowy. Czy to świeże nocne powietrze, czy jakieś nagłe miłe wspomnienie, na pewno nie papieros, dość że ziewnąłem ze trzy razy i wróciłem do łóżka. Choćby godzinka - zamarzyłem. Trzecia kulka znalazła się siedem po czwartej… Zrezygnowany nawet nie wstałem, tylko włączyłem telewizor. Kulkę kotu odebrała córka. A ja miałem przechlapane.
Po przyjściu z pracy marzyłem żeby odespać. Ale kot się „zapaskudził” i trzeba go było wyprać. Ale o tym jutro. Jestem zbyt zmęczony i muszę to wszystko odespać!
Kot
Środa
Życie zaczyna się po zmroku… jak my koty to lubimy. Spokój, cisza, można wszędzie wejść, na duże-gorące w czterech miejscach, za dnia zawsze albo Kocica albo Młode krzyczą, że to „si”, że „gorące”. Cuknia to jest albo suknia. Może kuchnia, czasem nie odróżniam. Można wejść do zlewu i pobawić się tym, co tam zostawili. Można napić się zupełnie smacznej wody z ich białych kuwet, jeśli drzwi przypadkiem zostawią otwarte… Nikt nie krzyczy, nikt nie zabrania, nie bierze nagle w przypływie że mnie kocha na ręce i nie głaszcze pod włos… Sama przyjemność. Tylko z dużym co zimne i się świeci w środku mam kłopoty. Tam jest dużo do jedzenia, wiem nawet co i gdzie. Nieraz mi się śni, że to nagle się samo otwiera a ja tylko wybieram. W łapy trochę zimno, ale jak spadnie to już nie… Na razie jakoś nie mogę sobie poradzić, jak oni to otwierają to mi zasłaniają, pewnie specjalnie. Poza tym dojścia dobrego nie ma. Tylko ze skoku, próbowałem parę razy to pogonili, bo spadając zawsze o coś zawadzałem i było słychać.
Gruby-Łysy czasem jak idzie spać zamyka drzwi. Bo się chce wyspać tak mówi. Nigdy, przenigdy go nie zadrapałem, jak gonię muchę bo w nocy też latają, to owszem, odbiję się czasem od jego brzucha bo działa jak krankolina czy jakoś tak, ale nie podrapię. On wtedy nie lubi. Więc dziś zamknął. Ale kuchnia, przedpokój, norka Kocicy i norka Młodego oraz obie ich kuwety były dostępne. I garderoba też. Młode dziś przyniosło mi zabawki - trzy piękne kulki, skaczą jak żywe i pięknie stukają. Takie zwinne są. Sztuczna mysz to leży, raz się upoluje i trzeba przynieść któremuś z nich to rzuci. I jeszcze krzyknie „aport” bo czasem przyniosę po raz drugi. Ale kulka taka twarda to co innego. Zębami tego lepiej nie gryźć, ale łapami żonglować to tak, przechodzi z jednej do drugiej, z drugiej do jednej i potem… gruby Łysy to krzyczy GOOOOLL patrząc w taki duży kolorowy ale nie ten połączony z tym co pisze. Tylko oddzielny, mają taki i bez przerwy na tym co innego widać a oni wyrywają sobie czarne co ma przyciski. Jak się wciśnie łapą to się na tym dużym zmienia albo nawet gaśnie. Świetna zabawa, ale pilnują. To pilot - przypomniałem sobie. Oni jakby zobaczyli i usłyszeli kulki to by mi chcieli odebrać bo za głośne, więc udałem że mnie nic a nic nie obchodzą i odłożyłem każdą w inne miejsce. Mam takie. W butach na przykład, za białym-zimnym, pod dywanem. Dużo jest.
Zaczęło mi się nudzić, po północy. I przypomniałem sobie o kulkach. Świetna zabawa będzie. Pierwsza czekała pod wycieraczką. Było zupełnie fajnie ale wyszedł ze swojej norki Łysy. Kulka na szczęście potoczyła się pod stół. Ja zacząłem lizać łapę, zawsze tak robię, jak jestem nieco zdenerwowany. Więc poszedł. A ja sobie znowu pograłem. Wyszedł i był zły ale znowu nie wykrył. Potem wykrył i zabrał. Odczekałem nieco, bo lubię Łysego i jak chce to niech zaśnie. Jak usłyszałem jego miarowe sapanie to pomyślałem, że pora na dalszą zabawę. Druga kulka była w miękkim bucie, oni noszą to w mieszkaniu. A jedną parę mają dla gości. W lewym była. Udało mi się przejechać z nią cały przedpokój i zatrzymać dopiero z hukiem na drzwiczkach za którymi jest kolejne moje marzenie - kosz na śmieci. Zupełnie jak w tym co Łysy ogląda i krzyczy „ale walnęli w bandę… ale świetny hokej dzisiaj”… To ja tak samo. I wówczas wyskoczył Łysy i był czerwony i bardzo nieprzyjemny. Zabrał mi kulkę, mocno dotknął futerka na grzbiecie przy ogonie i zaczął szukać trzeciej kulki. Usiadłem i spokojnie patrzyłem. Trzecia była w garderobie. On tam nigdy nie zagląda bo się boi. Nie wiem czego, ale tak jest, to tylko one, Kocica lub Młode mu wynoszą to, co nosi na swoim futrze. I poszedł sobie znowu ale słyszałem że ogniuje na balkonie. To poczekałem, mimo że mnie mocno dotknął tuż u ogona to przecież go lubię i poczekałem aż znowu wejdzie do swego dużego koszyka i zaśnie. Jasno już było jak wydostałem trzecią kulkę… ale tym razem odebrało mi ją Młode… Nie miałem wcale żalu, sypnęła mi nieco chrupek, zjadłem, wysikałem się i poszedłem smacznie spać.
Jak przyszedł Łysy to razem z Młodą zrobili mi krzywdę… zwodowali… Ale o tym jutro. Jestem zbyt zmęczony i muszę to wszystko odespać.
Komentarze
zaloguj się aby komentować



...no tak, a na Saskiej Kepie, to juz 3 tygodnie temu slyszalem, jak sie wydzieraja koty. W tym roku jakos wczesnie zaczely sie nawolywac na igrce miedzykocie. Ostatnio cisza, ale nigdy nie wiadomo, kiedy znowu zacznie sie balanga...tyle.....