Kupić łatwo, gorzej gdy się popsuje
Serwis to dla każdego producenta szkodliwa narośl psująca jego dotąd zdrowe ciało. Zysków nie przynosi, chyba że pogwarancyjny, utrzymywać trzeba bo tak stanowi prawo…
Dziś o serwisie laptopów i drukarek pewnej znanej firmy, której, z uwagi na moją wrodzoną uprzejmość i dobre wychowanie, czyniąc tym artykułem tzw. czarny pijar, po nazwie nie wymienię… ale zdaje mi się, że te uwagi w równym stopniu będą dotyczyły i innych.
Krok 1. Idziemy po zakupy.
Łatwo, cholernie łatwo. Duży wybór, na ogół przeciętna wiedza Asystentów Sprzedaży, ale można sobie poradzić. Płatność kartą, gotówką, obojętne. Już Go mamy!!!
Krok 2. Szalona radość w domu.
Rozpakowujemy, odklejamy folie zabezpieczające. Boże, jakie to słodkie… Włączamy, wszystko jest w porządku. Humor psuje trochę powszechna teraz zasada niedołączania do laptopa płyty z systemem operacyjnym oraz płyty ze sterownikami. Obie są na oddzielnej partycji na dysku. Dla mniej „kumatego” użytkownika może to być, w przypadku konieczności reinstalacji, spory problem. Ale niech tam, na razie wszystko jest w porządku, nasz sprzęt się nie psuje, psują się u tych nad nami i u ciotki Danki. U nas nie…
Krok 3. U nas też…
Jakaś awaria, drobna, poważna, obojętne, skoro laptop na gwarancji… Dzwonimy.
Kroki 4, 5 i dużo innych
Załatwiamy naprawę. Numer zajęty, ale po 10 minutach wolny. Słyszymy prześliczny dziewczęcy, wiosenny można by powiedzieć głos, który nam proponuje kilka opcji, jeśli to to wybierz 1, jeśli tamto - wybierz 2 i tak dalej. Wybieramy. Słyszymy mocno zniekształconą muzykę uprzyjemniającą nam oczekiwanie. Czekamy. Długo czekamy. Serce i licznik bije. Wreszcie jest połączenie! Odzywa się drugi automat tym razem precyzyjniej badający nasze potrzeby, jeśli to, to 1, jeśli tamto to… Cholera nas trafia (i trafi jeszcze nie raz!) ale czekamy. Tętno 150, ciśnienie 150/100. Oszczędzamy na kawie - przechodzi nam wszelka ospałość. Wreszcie żywy człowiek, który pyta o urządzenie, numer produktu, numer seryjny, model. Numeru kołnierzyka nie chce. Dobrze. Podajemy dane i już-już chcemy opisać uszkodzenie gdy przemiły pracownik przerywa nam rozpoczęte zdanie stanowczym pytaniem „jest pan przy komputerze?”.
Tu małe wyjaśnienie. Od bardzo dawna (wstyd napisać od jak dawna) oprócz rozlicznych innych zajęc składam również komputery. Klientom wystawiam faktury. Idzie dobrze. Znajomym składam za darmo! Płacą tylko za zakupione przeze mnie części, z których się sumiennie rozliczam. Dlaczego? Po prostu zawsze to lubiłem. Taki mój zawód jest… też… Te kolorowe pudełka, to podniecenie przy oglądaniu części (polecam ogladać, bywają nadpsute, często trzepnięte przy transporcie), to składanie a potem instalowanie programów i poszło…
Z tej racji troszkę się na komputerach znam…
Może więcej niż troszkę…
Dla pracownika serwisu to nie ma żadnego znaczenia. Informuje gdzie jest przycisk PAŁER („Power” - włączanie zasilania) a potem pyta co widzimy na ekranie. Oszczędzę opisu rozmów które ja przeprowadzam, w końcu tamta strona wykazuje jakieś zrozumienie i przestaje mnie traktować jak dziecko. Dogadujemy się? Jeszcze nie. „Złociutki, ta rozmowa już trwa…” chciałoby się powiedzieć, ale po co? Złociutki/złociutka doskonale wie, że to musi potrwać.
Daje nam rady. Dziecinne i bezużyteczne. Ok., dla mnie, dla przeciętnego użytkownika może i nie. A to sprawdzić kable, a to je wymienić, a to wejść w tryb taki… a to… Zazwyczaj ludzie zgadzają się na takie porady, robią to o co ich proszą, dzwonią po raz drugi i trzeci. Z bijącym sercem i licznikiem. Wreszcie pracownik serwisu wyczerpawszy swoje zasoby i PROCEDURY (tak!) niechętnie zgadza się na przysłanie uszkodzonego sprzętu.
Krok przedostatni.
Naprawa trwa. Mijają dni. Na formularzu gwarancji drobnym maczkiem napisano, że może to zająć 14 dni roboczych. Zajmuje więcej, bo na przykład serwis przeniesiono z Warszawy do Poznania, z Polski na Słowację (autentyczne). Czekamy. Spokojnie czekamy, bo umówiliśmy się na telefon, że jak już - to zadzwonią. Nie dzwonią. Zerkamy raz jeszcze do gwarancji - może jak oni tę naprawę przeciągną, to jakieś odszkodowanie dostaniemy? Nie, dostaniemy po kieszeni, napisano, że w przypadku nie odebrania naprawionego sprzętu - od 10 dnia począwszy naliczane są opłaty za jego przechowywanie. Coś nas „tka” (od tknęło). Dzwonimy, po przedarciu się przez kolejne automaty i dotarciu do kogoś żywego podajemy wszelkie niezbędne numery i… słyszymy „sprzęt czeka od szesnastego”. Jasny gwint! Jeszcze dzień i zaczęły by się te karne opłaty. Pytamy uprzejmie, dlaczego serwis nas o tym nie powiadomił. Odpowiedź jest piękna: „kolega dzwonił”. Udowadniamy, że w naszym iPhonie wszystko jest ok. i gdyby był jakiś telefon z serwisu to byśmy to wiedzieli. „Pewnie przerwa na łączach” mówi pracownik serwisu językiem z dawnej epoki. Pytamy, czemu też nie wysłano smsa i czemu dzwoniono (co jest wierutnym kłamstwem) tylko raz. Pracownik nie odpowiada tylko pyta, kiedy odbierzemy nasz sprzęt.
Krok ostatni
Odbieramy. Włączamy, wszystko jest ok. Tętno i ciśnienie spada. Ale teraz przy cowieczornym paciorku dodajemy do Pana Bozi prośbę, aby to nasze cudo już się więcej nie popsuło…
Jeszcze komentarz:
Takich rozmów odbywam sporo, bo często proszą mnie o to znajomi, kompletnie zieloni jeśli chodzi o komputery. Rozumiem to i chętnie pomagam. Ale to w zasadzie nic nie pomaga. Ci w serwisie po prostu nie wierzą. Drukarkę, która miała uszkodzony port USB i na którą komputer (zupełnie zrozumiale) w ogóle nie reagował potraktowali z góry jako dobrą natomiast prosili o ponowną instalację XP-ka, usunięcie service packa 3 (co to za wyrób, który miałby nie pracować z powszechnie jeszcze stosowanym systemem?), wymyślali jakieś bujdy na resorach. Naprawa zaś polegała na dostarczeniu nowej, na którą trzeba było poczekać, bo „model wyszedł”. Może to i dobrze, że sami jej nie próbowali naprawić…
Ale teraz kilka słów na poważnie: padł kolejny laptop (tej samej firmy) i poproszono mnie o pomoc - ludzie mają zawsze nadzieję, że to może drobiazg, że to ich niewiedza i że obędzie się bez serwisu. Nie obyło się bo awarii uległ dysk twardy, systemowy. Ten laptop ma dwa takie dyski. Awarię stwierdziłem na 100% i mocno wkurzony, tym razem nie dałem szans kolejnemu doradcy, który już po pierwszych moich słowach powinien wypisać zlecenie naprawy. Zgodził się po dwóch minutach. Uszkodzeniu uległa elektronika dysku, sam talerz i głowice były w porządku. Powiedziałem więc, że może to i dziwne, ale właścicielka tego cuda na nim PRACUJE i że dwa, trzy tygodnie przerwy to dla niej spory kłopot. Czy więc nie można im wysłać tego uszkodzonego dysku, a ja na drugim, zupełnie dobrym „postawię” jakiś tymczasowy system (XP, Linux) tudzież pakiet biurowy (Office, Symphony) i będzie świetnie.
Nie jest to możliwe. Otóż jest, po prostu dla firmy, pracującej według idiotycznych amerykańskich PROCEDUR, to jest za duży kłopot. Trzeba by było pomyśleć… A to widać boli.
Dobrze, wyślemy cały - zgodziłem się. Czy państwo naprawicie ten dysk? Wystarczy przełożyć elektronikę.
My dysków nie naprawiamy, my dyski wymieniamy - powiedział dumnie pracownik. Szkoda - rzekłem, bo tam były ważne dane. A czy państwo odzyskujecie dane? My danych nie odzyskujemy, są inne firmy (znam, drogo jest…), my dyski wymieniamy.
A co z tym uszkodzonym dyskiem?
Zostaje u nas, ale mogą go państwo odkupić…
ODKUPIĆ???
W każdym warsztacie wydają przy odbiorze uszkodzone części, klient chce - klient bierze albo nie. Tutaj można odkupić. Dobrze, za ile?
Za uszkodzony dysk po pojemności 120 GB chcieli (dwa miesiące temu) 490 złotych. Taki sam nowy dysk kosztował wówczas na rynku około 260-280 złotych…
Dlaczego tak drogo?
"Taką mamy umowę z producentem dysków".
Kompletna lipa ale widać nie potrafił niczego innego wymyślić…
Zakończenie
Mam w domu trzy komputery, każdy robi co innego. Ja pracuję na… laptopie (tej samej firmy, tej samej…). Przy tłumaczeniach używam trybu Dual View - dołączam do laptopa dodatkowy monitor i na jednym ekranie mam oryginał, na drugim tłumaczenie. Wygoda!
Teraz mam mniej wygodnie, bo uszkodzeniu uległa karta graficzna. Obsługuje tylko ekran laptopa, na zewnętrznym pokazuje coś na żółto a po podłączeniu poprzez HDMI wszystko trafia szlag. Jest 16:21 i jestem właśnie po pracach perswazyjnych, próbowano mnie bowiem zmusić do reinstalacji albo instalacji nowych sterowników. Taki objaw i diagnoza, że mają to być sterowniki. Kogo oni tam zatrudniają…. Nieważne. Na stronie tej firmy sterowniki są STARSZE niż te, które mam i co gorsza, nie ma innych. Pachnie amatorszczyzną. Ale trudno, jakoś poszło, uwierzył, zapisał, w poniedziałek przyjedzie kurier…
Będzie o czym pisać...
Pozdrawiam wszystkich użytkowników wyrobów tej firmy i innych firm. Życzę gorąco, aby się Wam nic nie popsuło. Na gwarancji a zwłaszcza po gwarancji. Zdrowia dużo życzę…
I przepraszam za liczne techniczne wtręty, ale inaczej nie mogłem.
P.S.
Pracownik serwisu tejże firmy (wciąż tej samej, wciąż tej samej), tyle że pracujący nie w Polsce szepnął mi kilka słów na temat aktualnej jakości ich wyrobów. Zeszli na psy, co widać. Ale montują za to w Chinach. Kto zresztą tego nie robi? I ten montaż, to ostatnio jest często skandaliczny - powiedział znajomy... Z żalem patrzę na nieużywany, bo 8 letni laptop tejże firmy (tej samej). Był i jest bez zarzutu. Jak większość ich wyrobów. A jakie robili drukarki...
Komentarze
-
-
...nie bójmy sie tego słowa, ta firma rozpoczyna się na literkę pierwszą mojego imienia. Chociaż ja też mam nawet 2 compy tejże firmy, a moja prawie córka taki sam i właśnie miała podobną scysje z serwisem, co comp siadł po pół roku i wlaśnie na Słowację wysyłali celem naprawy, bo w Polsce się nie dało i też 3 tygodnie, znaczy się po telefonie, czy już może jest, bo nie odpowiadają.
Także mogę potwierdzić z całą świadomością, że fajni są......no i tyle...........
Adam Czaplarski 05.03.2010, 13:09 -
...znaczy się muszę uzupełnić, że moje dwa chodzą bez zarzutu i działają już od tylu lat bez żadnego ale i jestem z nich zadowolony, no ale jak właśnie cooś padnie i trzeba do serwisu, to są taki akcje, niestety.
Ale chyba wszystkim producentom sprzętu na tym zależy, by kupować nowe a nie serwisować starszy sprzęt. Tak miałem z ploterami, kiedy się okazało, że takich już nie produkują, a nowy kosztuje 2-3 razy taniej niż naprawa starego. Innej firmy.....no i tyle gwoli wyjaśnienia.....
Adam Czaplarski 05.03.2010, 14:12 -
Mam wrażenie takie, że serwis nie jest "złem koniecznym", że to jest raczej przemyślany sposób na dodatkowe dochody. Urządzenia są produkowane tak, by wystarczyły bez awarii na jakiś mniej więcej określony czas. Po tym czasie warto zainwestować w nowe urządzenie, bo naprawa kosztuje więcej niż jego połowę. A jest postęp technologiczny, więc specjalnie robi się tak, żeby mnóstwo komputerów i pralek lądowało na złomie. To napędza koniunkturę.
Po co produkować niezawodne urządzenia? Przecież po nasyceniu rynku już nikt nic więcej nie kupi. Niech się więc wszystko psuje. :-/ Bo koncerny muszą cały czas sprzedawać. Dawniej nie było inżynierii materiałowej na tak wysokim poziomie, więc popełniano ten błąd, że produkty były za dobre, zbyt długowieczne.
A serwis? No niech tam sobie będzie, da się zaporowe stawki za naprawy pogwarancyjne i wszystko gra. A inżynieria materiałowa zadba już o to, by wszystko psuło się jak najwcześniej PO SKOŃCZENIU SIĘ GWARANCJI.
Łukasz Rydzewski 09.03.2010, 20:32
zaloguj się aby komentować



:)))))) chociaż tematyka skłania do :(((((( a jaka to firma?