Bank - historia prawdziwa
Bohater tego opowiadania, opartego na faktach, jest dość inteligentny, w życiu radzi sobie jako tako, ale jest kompletnym zerem jeśli chodzi o finanse. Głupek jeden, potrafi tylko pracować i odbierać to, co mu za pracę dają, nie potrafi zaś „robić” pieniędzy.
Głupek zakłada konto. Inaczej nie można, firma w której pracuje, tego wymaga. Dostaje kartę, internetową obsługę konta, jest dobrze. Po kilku latach jego bank, do którego przywykł i uważał, że go specjalnie nie krzywdzi zostaje, niejako automatycznie, przejęty przez inny bank. Ten drugi też nie jest taki zły, choć warunki rzecz jasna ulegają zmianie. Na korzyść rzecz jasna. Rzecz jasna banku.
Głupek ciężko pracuje więc gromadzi trochę pieniędzy na koncie. Ma jedno konto, jedną do niego kartę. Zwyczajną taką. Kartą płaci a przy okazji zawsze sprawdza stan konta. Kontroluje sytuację.
Nagle, bez pytania dowiaduje się, że od… (tu data) JEST już w innym banku, takim większym, który się z tym jego dotychczasowym dogadał i „wziął i przejął”. O cholera - myśli Głupek - a nie wypadałoby to przedtem zapytać? Głupek sądzi, że jako klient stanowi dla banku jakąś wartość… Głupek. Po krótkim czasie dostaje zawiadomienie o zmianie warunków (na korzyść banku), dostaje nową kartę do nowego konta o nowym numerze. Ponieważ nikt nie dał mu żadnego wyboru - ślepo niemal spełnia polecenia dobrych bankowców.
Nagle zauważa, że bankomaty poprzedniego banku nie rozpoznają jego starej karty a nowego banku nie rozpoznają jeszcze nowej karty. Stan taki trwa przez kilka dni i nie jest to tragedia - zawsze można wypłatę załatwić w okienku. Głupek załatwia. Potem nowa karta się „odtyka”, ale nie pokazuje już stanu konta. Za trudne. Jakoś tak to połączenie banków nieco nie wychodziło…
Po trzech tygodniach Głupek korzysta z Internetu i… zauważa, że z jego konta ktoś ściągnął kilka ładnych złotych… Drukuje szczegóły operacji - pieniądze wziął ktoś na kartę, jakiej Głupek nawet na oczy nie widział, typ „platinium”. De luxe… Ponieważ nie chodzi tu o 30 groszy Głupek udaje się do oddziału banku. Pracownice banku potwierdzają, że to nie Głupek sobie odessał konto o wyraźną sumę, ale zupełnie ktoś inny. Głupek oczekuje przeprosin i natychmiastowego przelania ukradzionej kwoty i zajęcia się ściganiem tego, kto te pieniądze wziął. Głupek… Bank oferuje mu wypisanie… reklamacji. Czas rozpatrywania reklamacji - 90 dni. Głupek prosi, nalega, nieśmiało, ale zawsze. Przecież mają dane karty tego złodzieja, wszystkie dane, tylko siąść, sprawdzić i po sprawie. Bank ma go w dupie. Dobry, duży, renomowany bank.Dupa pewnie też...
Mija miesiąc. Głupek zauważa, że po raz drugi ktoś zrobił mu taką samą krzywdę. Okazuje się też, że to ten sam ktoś! Idzie Głupek do banku. Scena powtarza się w najdrobniejszych szczegółach. Mądrzy ludzie radzą - idź głupku na policję, zawiadom o kradzieży, natychmiast pogonią tych s… (nieczytelne)…ów. Głupek nie idzie, Głupek jest przyjazny, nie lubi oskarżać, obrażać… Składa kolejną reklamację,
W połowie następnego miesiąca Głupka trafia szlag. Po kolejnym podebraniu tym razem już znacznej sumy pieniędzy Głupek, z pianą na pysku (nie po goleniu!) idzie do banku i robi straszną, jak na Głupka awanturę. Zmusza Odpowiedzialne Pracownice Banku (nazywa je leniwymi kretynkami) z Centrum Obsługi Kart do sprawdzenia, kto ma tę cholerną kartę „platinium” za pomocą której miesiąc w miesiąc ściąga Głupkowi ciężko zarobione pieniądze. Opieprzone przez Głupka panienki w czasie 78 sekund ustalają, że jest to osoba nosząca to samo imię i nazwisko co Głupek, ale zamieszkała w Poznaniu a nie w Warszawie i urodzona o dobrych 15 lat później. Głupek niemal demoluje lokal banku, choć powinien się cieszyć - ma do przodu 89 dni z przepisowych 90 należnych reklamacji, sprawa zaczyna się wyjaśniać. „To po jaką cholerę są te PESELE, adresy, kody pocztowe, numery dowodów itp.?” - drze się niepotrzebnie, bo jak widać te dane bank obowiązkowo pobiera od każdego klienta, ale potem mając tego klienta w dupie, wcale z nich nie korzysta… Wystarczy się tak samo nazywać… "Wystarczy być"?
Głupka nawet przepraszają. „Dobra wiadomość” mówią - nie ma mowy o składaniu kolejnej reklamacji. Głupkowi wmawiają, że to wszystko wskutek akcji łączenia banków, że to przypadek. Stojąca obok w kolejce do kasy kobieta mówi spokojnie „kłamiecie, pracowałam do wczoraj w tym banku, takich przypadków było setki”.
Za dwa dni Głupek dostaje telefon - bank potwierdza, że nie chce od niego oświadczenia i wypełniania reklamacji, bank chwali się, że skontaktował się z imiennikiem i "nazwiskiennikiem" Głupka i… trwają negocjacje. Otóż bank gorąco namawia tego z Poznania, aby może łaskawie zwrócił pieniądze, bo to przecież nie jego… Jak zwróci, to bank natychmiast Głupkowi ten szmal z powrotem przeleje… A jak nie zwróci? - zastanawia się Głupek. Wie, że w tym banku wszystko możliwe.
Poza tym Głupek nie wierzy w to co słyszy. Nie mieści mu się to w głowie. Brak słów na określenie sposobu załatwienia tej sprawy i traktowania Głupka. „Traktują mnie jak głupka” - mówi Głupek („mają mnie w dupie” wydaje się głupkowi niewystarczające). Znajduje lepsze określenia dla banku i jego pracowników (specjalne ukłony dla byłego już niestety pana Prezesa). Określeń tych ze względu na „netykietę" nie mogę przytoczyć…
Już za cztery tygodnie Głupek sprawdzając w Internecie widzi, że rzeczywiście zwrócono. Żadnego przepraszam, żadnego zawiadomienia.
Finał sprawy następuje 8 (osiem) miesięcy później. Głupek dostaje list pocztą z centrum obsługi czegoś tam (Głupek wyp…uścił to pismo do klopa, tak go to zdenerwowało) zawiadamiające, że istotnie doszło do pewnych niedoskonałości związanych… Ale sprawa jest już wyjaśniona a pieniądze zostały zwrócone osiem miesięcy temu. Naprawdę! I że się cieszą, i przepraszają, że ten list został wysłany dopiero teraz.
Śmiać się czy płakać? Ani jedno ani drugie. Głupkowi śni się po nocy Prezes tego burdelu zwanego także bankiem, burdelu, który sam osobiście stworzył. Prezes śni mu się w pierdlu (więzieniu, ale Głupek mówiąc o Prezesie nie może użyć innego słowa). Głupkowi śnią się jakieś procesy, odszkodowania a przynajmniej wypieprzenie na zbity pysk tych wszystkich decydentów, którzy kosząc ogromny w porównaniu z zarobkami Głupka szmal, nie robili nic albo to co robili, robili źle. Bo nie mieli o tym pojęcia, bo byli tylko krewnymi lub znajomymi odpowiednich osób… Prezesa już wypieprzono, ale o ile wiadomo, nie stała mu się krzywda. Mało, czeka go jakiś jeszcze większy urząd. Dlaczego nie? Spieprzył jedno, spieprzy następne, będzie okazja żeby po nim, w celu naprawy, zatrudnić kolejnego z kliki…
Dlaczego bohater tego horrorku ma pseudonim „Głupek”?
Bo nic nie ryzykuję - bo tak właśnie siebie często nazywam, bo wiem, że gdyby mi wówczas złości starczyło mógłbym zdrowo narozrabiać. Ale mi się psiakrew żal zrobiło, no i lubię święty spokój.
Komentarze
zaloguj się aby komentować


