Dlaczego, przynajmniej dzisiaj, nie znoszę telewizji cyfrowej?
Ja akurat powinienem tego nie pisać. Z telewizją cyfrową od początku byłem nieźle zaznajomiony - to mnie przypadł zaszczyt przetłumaczenia dla PKN (Polski Komitet Normalizacyjny) najważniejszych i podstawowych norm ETSI dotyczących tej techniki. Co prawda, nie będąc obojętnym na pewne problemy „cyfry” nie raz wspominałem o nich krytycznie. To samo zresztą dotyczy cyfrowego radia. Krytykowałem, co nie znaczy, że byłem przeciwny - starałem się po prostu demaskować pewne mity przedstawiające rozwiązania analogowe jako kompletnie anachroniczne a cyfrowe jako lek na każde zło.
I dzisiaj to się sprawdziło. Późny wieczór, kanał TVP „Kultura” w sieci Aster. Berliner Symphoniker pod dyrekcją Claudia Abbado po mistrzowsku grają V Symfonię c-moll op. 67. Grają przepięknie, sama radość, choć dzieło przecież niejednokrotnie słuchane i znane chyba na pamięć. Czego się czepiam? Ano tego, że co chwila obraz przechodzi w stop-klatkę, zanika dźwięk i stan ten trwa po kilkadziesiąt (sic!) sekund.
Wkurzam się niesamowicie, ale czekam na restart dekodera, kiedyś się przecież znowu „załapie”. Załapał. Jest dobrze. Ale po dwóch minutach znowu przerwa, po sekundzie „kostkowania” (obraz przypomina kolorowe kostki, w „analogu” z definicji tego nigdy nie było) obraz zamiera bez ruchu, tym razem na minutę z hakiem. I tak do końca.
Dlaczego? Pewnie dlatego, że jednocześnie na wielu kanałach są przesyłane (głównie drogą satelitarną) transmisje sportowe, wszak to czas Zimowych Igrzysk Olimpijskich… Ta wspaniała technika, łącząca w jedną cyfrową całość wszystkie urządzenia (z komputerami, z pralką i lodówką włącznie) - ma to do siebie, że z uwagi na wysokie koszty transmisji (nigdy nie były one niskie!) na transponderach satelitarnych stosuje się politykę zmiennych przepływności (strumieni danych) - nie rezerwuje się nigdy pełnego kanału dla każdego programu, ale upycha się ich znacznie więcej - na jednym może przecież być nadawana jakaś debata, gdzie ruchu jak na lekarstwo więc obraz ma charakter statyczny, zużywający mało danych, na innym zaś może zmieścić się, znacznie bardziej bito-żerna transmisja sportowa. Metoda jest stara - centrale telefoniczne też nigdy nie oblicza się na mało prawdopodobną możliwość, że nagle każdy gada z każdym. Oblicza się na jakąś część, powiedzmy 30%. Zazwyczaj się to sprawdza, poza Nowym Rokiem czy katastrofami, gdzie z powodu natłoku połączeń wszystkie sieci są zablokowane.
Ja to wszystko rozumiem, śmiem twierdzić, że nawet wyjątkowo dobrze… Ja w tym niejako siedzę, opowiadam pilnym uczniom i studentom, pisuję artykuły…
Ale jak po raz szósty, oczywiście w najlepszym momencie, znowu doszło do przerwania audycji - szlag mnie trafił. W analogowej telewizji takie coś się nie zdarzało… Chyba, że…
Nagle się rozrzewniłem. Przypomniały mi się stare dobre lata, kiedy to w studiach zawsze lutownica była „pod parą” a pełniący dyżur zawsze mieli pełne ręce roboty… Przypomniały mi się prześliczne plansze „Za chwilę dalszy ciąg programu…”, wejścia ze studia z zasmuconym do granic możliwości spikerem oznajmiającym, że wskutek problemów z łączami… Tak, ale to było dawno temu. Tak, ale wówczas był z nami człowiek! Teraz wszystko niemal leci z automatu, z serwera, a jak na żywo, to też nikomu się nie chce uspokoić widza i powiedzieć o co chodzi… Zresztą, co taki uspokajacz miałby powiedzieć? Przeczytać ten tu mój artykuł?
Komentarze
zaloguj się aby komentować



Proszę nie zapominać o bzdurach typu Video On Demand. Zwłaszcza o jej internetowych implementacjach, opartych na silniku Microsoft Silverlight (vod.onet.pl) albo java (iplex.pl).
Silverlight robi na mnie bardzo dobre wrażenie. Bo nie umawiam się z nim czy chcę hade, czy nie hade, odnoszę wrażenie, że on sobie patrzy sam jakie mam łączę i dostosowuje przepływ zerojedynek do mojego diwajsa. Ale...
niestety jak już się zatnie... to kaplica. Obraz stoi i ma się wrażenie że już nie ruszy. A filtry w przeglądarce nota bene filtrują kontent bo zawiera flasha czy jakieś inne badziewie, co filtry anty-flashowe rozpoznają jako flasha. I zabawa trwa. Jako że tak jak Profesor jest ekspertem od RDSów, anten i stacji nadawczych, tak ja śmiem nazwać się ekspertem od NIERESTARTOWANIA NICZEGO żeby coś naprawić/przywrócić/zadziałać.
Ale podejrzewam, że dużo moich znajomych zwyczajnie by się wkurzyło. I nie chciałoby im się dalej oglądać tego całego video on demand. A pomysł świetny. Programów narazie może nie w bród, ale można znaleźć naprawdę bardzo ciekawe rzeczy- ja na vod.onet.pl znalazłem bardzo miły dokument o holiłuckich montażystach, ale takich naprawde na wypasie, pełno wywiadów, dokument niestety stargetowany na masę, a to co oni mówili o dźwięku to już kyrie elejson! :)
Nowe technologie tak. Jak najbardziej. No w końcu ile można jeździć Fiatem 126p ? No, ale czasem przesiadka na BMW kończy się tym, że żeby zmienić lampkę postojową, trzeba jechać do ASO i zdejmować zderzak. [sic!].
z pozdrowieniami
Mieszko