Polak NIE potrafi czyli zagadka nie tylko dla inżynierów
Polak NIE potrafi czyli zagadka
nie tylko dla inżynierów
Jesteśmy wspaniali, wszystkim na świecie spada - nam rośnie. Radzimy sobie coraz lepiej, niebieski laser to też nasze osiągnięcie, co prawda jak zwykle nie do końca wykorzystane, ale byliśmy pierwsi! Znany już jest całemu światu Polak - dobry hydraulik, Polak - dobry budowlaniec, Polak - naukowiec. A Polak - drogowiec… właśnie o drogowców mi chodzi (chodnikowców też).
Znam drogi w wielu krajach Europy - w Niemczech, Austrii, Szwajcarii… Są inne niż nasze. Niemcy twierdzą, że z zamkniętymi oczyma są w stanie rozpoznać, że właśnie przekroczyli granicę z Polską - bo to „tak, jakby nagle przesiąść się na rozbrykanego konia, samochód zaczyna skakać, w górę, na dół i na boki”. Polskie drogi…
Ale to się poprawia. Powstają nowe drogi i ulice, stare są remontowane. Po obu stronach tych ulic są chodniki, nie takie jak dawniej, z cienkich płyt wytwarzanych z kamieni i piasku i pękających po kilku dniach. Teraz to gruba, zgrabna mała kostka, jej nic nie zmoże…
Rzeczywiście, chodnik z kolorowej kostki trzyma się nieźle… przez pierwsze kilka tygodni. Potem jednak powstają doły i górki. W dołach gromadzą się jesienne kałuże, w zimie rozsadza je lód. Bo polski specjalista od chodników nadal kładzie tę świetną kostkę na tym, co mu akurat pod spodem wypadnie. Na ziemi twardej, ziemi sypkiej, kamyczkach, obojętne - i tak rozsypanym piaseczkiem się wyrówna. I będzie dobrze.
Nie jest.
Ale prawdziwa zagadka to studzienki ściekowe, które w całej Europie od wczesnych lat 50. są idealnie na tym samym poziomie co jezdnia, u nas zaś od niepamiętnych czasów ZAWSZE albo sporo powyżej albo poniżej poziomu jezdni. Oczywiście wpływa to dodatnio na bezpieczeństwo jazdy (oprócz studzienek są jeszcze dziury w jezdni i rozpadliny) - nikt u nas nie zaśnie, nikt się na nic nie zagapi, nie zdejmie rąk z kierownicy - musi przecież bez przerwy „kontrować” nieprzewidziane skoki czy skręty samochodu, musi dość regularnie kląć wiedząc, co dzieje się z zawieszeniem jego ukochanego auta, za remont którego będzie musiał wkrótce słono zapłacić. Owszem, jest teraz nieco mniej bezczelnie - nie mówi się już o tym, co wielu kierowców doprowadzało do białej gorączki - o podatku drogowym, doliczanym do zmieniających się wyłącznie do góry cen paliw a przeznaczanym jakoby na… utrzymanie dróg w dobrym stanie.
Właśnie dziś przejechałem się Nową Wspaniałą Puławską oraz świeżo oddaną ulicą Pustułki - doskonałym skrótem z Ursynowa na lotnisko Okęcie. Jest w zasadzie równo, choć w Szwajcarii czy Niemczech nikt by takiej drogi nie przyjął, bowiem nasze „równo” to ich „niedopuszczalnie nierówno”. Nasze Komisje Odbioru Technicznego są wyraźnie bardziej liberalne…
Kiedyś w Bazylei obserwowałem prace drogowe przy remoncie dość krótkiego odcinka ulicy. Masa ludzi, sprzętu, bezustanne utwardzanie, powtarzali to w nieskończoność. „Cackali się” z tym całe trzy tygodnie, nasi taki problem załatwiają co prawda w osiem tygodni, ale sama robota trwa tylko dwa, może trzy dni! Tyle, że u nich następny remont nastąpi pewnie za 60 lat a u nas już po kolejnej zimie. Więc u nas w sumie podobno wychodzi drożej…
A takie objazdy, dużo ich u nas, bo drogi się jednak buduje. Trzeba zwolnić, po rozpadliny między położonymi na chwilę betonowymi płytami mogą zupełnie uszkodzić zawieszenie. Na Zachodzie też trzeba zwolnić, bo szosa w takim miejscu zawsze skręca, ale żeby wyczuć jakąkolwiek różnicę?
Wracając więc do studzienek - dlaczego są zawsze wyraźnie niżej lub wyżej? Naprawdę mnie to ciekawi, bo przecież są przyrządy (teraz laserowe, kto wie, może wkrótce z laserem niebieskim), są metody obliczeń, są komputery, są wspaniali fachowcy…
A może oni wszyscy po prostu NIE WIEDZĄ, że to powinno być równo? Może cholera, w programach szkół i uczelni traktujących o niwelacji taka informacja wypadła przypadkowo lat temu kilkadziesiąt i wstyd się teraz im do tego przyznać?
A może to jednak strasznie skomplikowana sprawa? Może za metodę, sorry, za NOŁ HAŁ, „budowania równo” trzeba zapłacić krocie a nas na to nie stać? Może się czepiam niepotrzebnie?
Sam już nie wiem.
Komentarze
-
-
Hipoteza że ONI W TEN SPOSÓB ZNAKUJĄ położenie tych studzienek jest nieco zaskakująca ale bardzo logiczna! Co więcej - nie ma na razie lepszej! No bo jak to inaczej wytłumaczyć???
Grzegorz Morkowski 04.03.2010, 12:12 -
Może dbają o środowisko i chcą byśmy się w końcu przesiedli w pojazdy zaprzęgowe.:)
Brygida Pietrzak 04.03.2010, 17:47
zaloguj się aby komentować



...bo taka studzienkę łatwiej namierzyć, jak idzie taka ekipa 3 Bolków, to będzie szukać przez tydzień, jakby była równo z nawierzchnią, A tak, jak wystaje, to i po pijaku się trafi i z daleka widać i map nie trzeba, A że nie spełnia toto żadnej funkcji, to najmniej istotne, szczególnie kiedy wystaje. Na ścieżkach rowerowych to studzienki te wyżej umieszczone są wyjątkowo atrakcyjne.
A co do bruku i kostki na ścieżkach, to nasi wspaniali pseudoekolodzy się mundrzą, że powinny być asfaltowe, a nie brukowane kostką. Widać jak barany jeżdzą rowerami. Ci piewcy świeżrgo powietrza i ochrony ptaszków zabijających się o liny na mostach nigdy nie jeżdzili po deszczu, to nie wiedzą, że wsiąka woda w ziemię miedzy kostkami, co oznacza że nawierzchnia jest sucha bardzo szybko, nie ma tylu kałurz i generalnie jest bezpieczniej. No ale ekolodzy silnie protestuja, bo ścieżki winny być asfaltowe....i na razie tyle....