Test na prawdziwą inteligencję - OSTRZEŻENIE
Test na prawdziwą inteligencję - OSTRZEŻENIE
Ta zmora nigdy nie minie. Były już schematy argentyńskie (tak zwane piramidy), były przysyłane do naiwnych zawiadomienia o bardzo wysokiej wygranej - wystarczyło tylko zadzwonić pod wskazany numer, aby potwierdzić przyjęcie zawiadomienia - rozmowa trwała zawsze dobre pół godziny i kończyła się niczym. No nie zupełnie - w rachunku za telefon widniała potem dodatkowa pozycja warta kilkadziesiąt czy nawet kilkaset złotych.
Oszustwa. Po prostu oszustwa. Nie karane, nie ścigane. Po prostu banda oszustów podpisywała umowę z operatorem telefonicznym i ustalała bandyckie zasady - że na taki a taki numer opłata za impuls czy za sekundę czy minutę będzie równa… ile się da! Telekom miał coś z tego, banda miała coś z tego, naiwni płacili. Trzeba uczciwie dodać, że banda musiała wydrukować i powysyłać (skąd dane adresatów, gdzie ustawa o ochronie danych i czym tam jeszcze?) bajecznie kolorowe ulotki w których „Rozalia Pasikonik, wdowa z Lubartowa właśnie płacze ze szczęścia po otrzymaniu wygranej w naszej loterii”, zdjęcie Pasikonik (Rozalii), „teraz TY będziesz płakać” (tu akurat święta prawda, przy rachunku za telefon).
Teraz jest prościej. Teraz jest bandytom taniej. Zapoznałem się z tym przez przypadek. Nagle znajoma poprosiła o pożyczenie komórki. Bo swojej autentycznie zapomniała. Uczciwa znajoma, dobra istota, darzę ją pełnym zaufaniem. A po co Ci komórka? - spytałem dobrotliwie. A chcę wysłać smsa - odpowiedziała nie odrywając oczu, nie, nie ode mnie ale od ekranu komputera. A na ekranie - test na inteligencję (znajoma inteligentna jest jak diabli) - pozycja końcowa, rewelacyjny czas i komunikat - „chcesz poznać wynik? Wyślij smsa”…
Coś mnie tknęło. Poprosiłem o „rzucenie na to okiem”. Rzuciłem. Parę stron do tyłu - test zwykły, podstawowy, przykładowo prosty, zdaje się nawet że z jednym błędem, test z jakim można się zapoznać w wielu czasopismach. Nic specjalnego. Do testów Mensy bardzo daleko, za proste. Ale to MUSI być proste, na to musi się złapać jak najwięcej, może i inteligentnych, ale przede wszystkim naiwnych - pomyślałem. Co więc nie grało? Nie grało to samo, co w podobnej uczciwości instytucjach zwanych bankami. Nie grały szare, ledwo czytelne i maluśkie literki na samym dole strony. Oznajmiały, że SMS kosztuje, bagatela, 19 PLN netto a 23,18 brutto. I że wysłanie smsa oznacza potwierdzenie zapoznania się z regulaminem i zgodę na przysyłanie materiałów reklamowych. A więc jakby komuś ta cena nie odpowiadała - nie ma możliwości wytoczenia sprawy, zgodził się, przeczytał, wysłał…
Ponieważ ani ja ani znajoma nie narzekamy na nasze inteligencje - zrozumieliśmy o co chodzi. Zdaliśmy oboje ten egzamin na PRAWDZIWĄ inteligencję - opuściliśmy stronę bez wysyłania smsa.
Podobne usługi można spotkać w Internecie wszędzie. Łobuzom jest tutaj o wiele prościej i taniej - wystarczy wynająć miejsce na serwerze, zrobić stronę, „zapuścić” programik.
Jest, czy był, taki „serwis” podający precyzyjnie datę… naszej śmierci i to co do dnia! Znam kogoś, kto wszedł, wypełnił ankietę i się zdziwił, że to tak dokładnie, kosztów smsa mi nie podał, zełgał, że to było bezpłatnie.
Pytania mam teraz…
1. Czy właściciele dużych i popularnych witryn (test na IQ znajoma znalazła na Onecie) w ogóle nie odpowiadają za to, co na nich można znaleźć? Według prawa pewnie nie. Więc im można… No to ja też mogę - niewiele, ale zawsze - wyrzucić stronę Onetu (startową) i więcej na nią nie wchodzić, opisać to, może zareagują tak inni?
2. Czy operatorzy telefonii stacjonarnej i komórkowej muszą być tak daleko obojętni i goniąc za i tak za dużym zyskiem muszą podpisywać umowy z łobuzami, których jedyną intencją jest zarobienie w sposób nieuczciwy łatwych i sporych pieniędzy? Czy tym operatorom nie zależy na tzw. (przepraszam za naiwność) dobrym imieniu? Przesadzam? Znam emeryta, kombatanta, który parę razy dał się w ten sposób „ogolić”, w sumie kilkaset złotych. JEGO WINA? Że stary, że nie nadąża?
3. Dlaczego ani w naszym kraju ani w wielu innych nie ściga się takich ludzi, którzy bezczelnie wykorzystują prawo (i dlaczego to prawo takie koślawe i głupie?) do oszukiwania ludzi? Wykorzystywanie w interesach czyjejś niewiedzy czy naiwności jest więc oszustwem czy godnym pochwały sprytem i przewagą własnego doświadczenia, własnej bezczelności, własnego draństwa? Ja sądzę że tylko i wyłącznie oszustwem. Taka gra bowiem nie jest czysta.
Więc ostrzegam… przed tym testem. I nie żałuję, że ani ja ani znajoma nie dowiedzieliśmy się jacy to jesteśmy inteligentni.
Komentarze
-
-
...no cóż zrobić, statystycznie bardzo jest to intratny interes. Statystycznie, czyli ileśtam ludzi nie doczyta, połasi się na ofertę i jest ugotowana na długo. A usługodawcy jak portale netowe, jak dostaną kaskę, to niekoniecznie wnikliwie czytają, o co kontrahentom chodzi i interes kwitnie. No i wszyscy poza naiwnymi płatnkami są zadowoleni....i tyle...
Adam Czaplarski 28.02.2010, 12:16
zaloguj się aby komentować



Oszuści internetowi potrafią być naprawdę sprytni. Raz zgłosiłam do sprzedaży analogowy aparat fotograficzny na holenderskim allegro. Zgłosił się ktoś z Anglii i zaproponował naprawdę doskonałą cenę. Tak dobrą, że aż wydało mi się to podejrzane.I stawało się to coraz bardziej podejrzane z każdym kolejnym mailem, bo aparat miałam wysłać do Nigerii, a przelew miał przyjść z nieistniejącego banku.
Szybko zorientowałam się, że to oszustwo, ale z czystej ciekawości ciągnęłam tę korespondencję, żeby zobaczyć, jak daleko taki oszust może się posunąć. Po tym, jak zostałam poproszona o wysłanie danych mojego konta do "banku", który miał w adresie emailowym @hotmail.com poddałam się:)
Myślę, że "mój" oszust obrał doskonałą strategię - zaoferowanie dużej sumy pieniędzy za rzecz, którą może być inaczej trudno sprzedać, zadziałałoby pewnie na wielu:)