Cztery miniaturki z serii Rozmowy Mistrza z Uczniem. Miniaturka trzecia
III
Spytał raz Mistrza jego wierny uczeń „Mistrzu, jak to właściwie jest z tym deterg… detremizmem i indertemizmem?”
- Wydaje mi się, że nieco błądzisz - odparł wymijająco Mistrz i dodał - pytanie jest mało konkretne.
- No chodzi o to, Drogi Mistrzu, czy nasze losy są już gdzieś zapisane i od początku do końca określone czy też to my nasz los piszemy. Sami.
- A, o to ci chodzi - pokiwał głową Mistrz. Spotkałem się co prawda z nieco inną wersją tych nazw, ale ponieważ sam tego dokładnie nie pamiętam, nazwijmy to sobie, dla celów naszej dyskusji, to pierwsze losem już gdzieś przez kogoś czy coś nam wyznaczonym a to drugie losem dopiero przez nas samych dla nas samych kształtowanym. Zawsze byłem zwolennikiem prostych sformułowań… I unikałem jak tylko mogłem, niepotrzebnych wyrazów obcych. Gdyby nie to, że żyjemy obaj od wielu lat na zupełnym pustkowiu, sprawdziłbym to w jakiejś książce, ale z tymi też pożegnałem się od dawna, woląc samemu odkrywać wszelkie prawdy tego świata, bowiem umysł mam wystarczająco sprawny i wyjątkowo głęboki.
- Dobrze Mistrzu, ja też uważam, że ważny jest sens a nie nazewnictwo. Treść a nie forma.
- No, forma też czasem się liczy, zwłaszcza jeśli chodzi o wrażenia estetyczne - odparł Mistrz.
- Więc jak to właściwie jest - co możemy a czego nie możemy w życiu? - ponowił pytanie Uczeń.
- Skoro rodzimy się nie z własnej woli, w takim a nie innym miejscu, z takich a nie innych rodziców, po których dziedziczymy takie a nie inne cechy to… zaczął Mistrz i począł się niespokojnie rozglądać.
- Właśnie! - podchwycił Uczeń. Warunki początkowe są więc nam narzucone. Wygląda na to, że przynajmniej początek zupełnie nie zależy od nas. Co więc dalej? Dalej idziemy do szkoły, którą wybrali nam rodzice, zachowujemy się tak, jak to wybrało wcześniej nasze społeczeństwo…
- Ale możemy przecież zachowywać się inaczej! - podchwycił Mistrz. Możemy dochodząc do rozwidlenia drogi skierować się w prawo lub w lewo - wybór należy do nas. Tu Mistrz się nieco zamyślił, uczeń zaś podjął - „z kolei zachowując się bardzo dużo inaczej możemy trafić do specjalnego szpitala, bo tak stanowi prawo, które ukształtowane zostało wcale nie przez nas”.
- Z tego co wiem - rzekł dość kwaśno Mistrz - to dyskusje na ten wywołany dziś przez Ciebie temat trwają już wieki całe i jak na razie nie pojawiło się żadne rozsądne ich rozstrzygnięcie. Sądzę, że dowolne zdarzenie naszego życia można wytłumaczyć i tak i tak - że zaszło to, co zajść musiało a musiało dlatego, że było napisane, bądź że taka była nasza decyzja. A jeśli taka była nasza decyzja, to możliwe też, że była taka, bo była gdzieś zapisana a jeśli była zapisana a my ją zmieniliśmy to może było tak właśnie zapisane, żeby po zapisaniu ją zmienić… podsumował nieco zniechęcony Mistrz i po chwili dodał - bardzo cię to męczy?
- Teraz tak, nie nadążam… - odparł szczerze uczeń i dodał - a poza tym męczy mnie to, bo zastanawiam się właśnie nad swoim życiem… - rzekł smutno Uczeń.
- Proszę bardzo, zastanówmy się razem - podchwycił Mistrz.
- Ach Mistrzu, jakąż mi sprawisz tym radość, tym, że znowu mnie nie zawiedziesz i tym, że mi po prostu pomożesz. Doprawdy nie mam słów na to, aby wyrazić Ci mą głęboką wdzięczność.
- Po prostu - w czepku-ś urodzony - spotkałeś bowiem mnie, na swojej drodze życia - skwitował Mistrz i dodał - rozpatrzmy więc razem jakiś przykład. Co proponujesz?
- Może byśmy rozpatrzyli los tej małej żabki, która dzisiaj ma wystarczyć nam obu za całą kolację? - spytał uczeń.
- Żabka raz! Proszę bardzo! - zażartował Mistrz.
- Więc ta żabka, Mistrzu, jeszcze dzisiaj rano pędziła swobodny żywot żabki, gdy nagle…
- Gdy nagle się na nią natknąłeś i zwinnie obezwładniłeś a potem jednym wprawnym ruchem pozbawiłeś życia uderzając nią o przydrożny kamień, tak? - spytał Mistrz.
- Właśnie.
- Cóż w tym do rozpatrywania? - spytał Mistrz
- No, bo gdybym wyszedł tylko nieco wcześniej lub nieco później z naszej pieczary, to pewnie by skakała do tej chwili… rzekł szczerze zasmucony losem żabki Uczeń.
- Albo by ją tuż po nie spotkaniu z Tobą upolowało jakieś inne zwierzę, jest ich tutaj sporo - podrzucił Mistrz.
- Właśnie. Więc z tego jak na razie wynika, że i jej i mój los był zapisany w księgach. Ja miałem wyjść, kiedy wyszedłem, żabka miała wyskoczyć na mą drogę, kiedy wyskoczyła.
- A może Ty miałeś jakąś swobodę decyzji a tylko żabka musiała wyskoczyć, kiedy jej to było pisane? - spytał Mistrz.
- A może to żabka skakała swobodnie a mnie było pisane abym wyszedł, kiedy wyszedłem? - odparował uczeń.
- A może zarówno Ty jak i żabka, kruszejąca już od dwóch godzin, mieliście całkowicie wolny wybór i nigdzie nie napisaną dzisiejszą waszą historię? Którą sami ukształtowaliście tak, jak wam wyszło… - sączył wątpliwości Mistrz.
- żabce to jakby gorzej wyszło… zasmucił się znów uczeń, bowiem był bardzo łagodnej natury.
- Nie zapominaj, że mogło i tobie wyjść gorzej, od dwóch tygodni żyjemy w strachu przed tym przybłędą jaguarem, który nagle pojawił się w naszych stronach…
- że niby jaguar… mnie… tego….?
- Albo mnie - dodał dla równowagi Mistrz.
- Jasne, mógł przechodzić tą samą ścieżką, tyle że o chwilę wcześniej - zamyślił się uczeń.
- Albo później - rzekł dla równowagi Mistrz.
- Co więc sprawiło, że udało mi się uniknąć jaguara? - spytał uczeń.
- Może jego uwagę przykuła jakaś sarenka - zasugerował Mistrz i przełknął kilkakroć głośno ślinę.
- Która na moje szczęście a na jej nieszczęście, wyszła z gęstwy za wcześnie… i pewnie została upolowana przez jaguara - dodał uczeń i rozbeczał się jak baba.
- Nie płacz, ciesz się, że jaguar nie upolował ciebie - upomniał ucznia nie wiadomo czemu dalej poirytowany Mistrz.
- Ale w dalszym ciągu nie wiem, od czego to wszystko zależy i czy los żabki, mój czy jaguara jest gdzieś zapisany czy też nie…
- Zastanów się nad czymś innym - po dłuższej chwili westchnął Mistrz - co by było, gdybyście wszyscy znali swój los… Poza jaguarem, który wyszedł na tym dobrze i mam nadzieję jest teraz nażarty więc da nam przez parę dni święty spokój, zarówno żabka jak i sarenka jak i ty, drogi mój uczniu - próbowalibyście ten los zmienić. Ale przecież wasz los jest, jak to dokładnie widać, powiązany z losem innych, nawet nieznanych wam istot.
- a dlaczego to ja miałbym coś w dzisiejszym mym losie zmieniać? - spytał uczeń
- wolałbyś chyba małą smaczną sarenkę niż tę wciąż oślizgłą i pełną jadu ropuchę, którą wskutek twej nikłej sztuki polowania musimy zaraz zjeść na kolację - dodał wyraźnie zdenerwowany Mistrz.
- Mistrzu, jak możesz? - zawołał uczeń.
- Mogę, bo od miesięcy żremy tylko to koszmarne proso czy jęczmień, jak on się tam nazywa, popijamy koniczyną na przemian z pokrzywą i tylko czasem uzupełniamy naszą dietę jakimś małym gryzoniem czy płazem. Przy czym ty do cholery jeszcze zawsze płaczesz…
Po dłuższej chwili i Mistrz i uczeń sięgnęli po swoje porcje kolacyjnej żaby zmieszanej, dla zwiększenia objętości z błotem, zjedli dość szybko, dławiąc się tylko na początku i bez słowa udali na spoczynek.
I tak, tym razem nietypowo, zakończyła się kolejna rozmowa Mistrza z jego uczniem.
Komentarze
zaloguj się aby komentować


