#3 Genetyczny wolnościowiec
Powiedzenie, że miłość do publicznej służby zdrowia wyssałem z mlekiem matki byłoby kłamstwem. Prawda jest taka, że miłością tą przeniknąłem wraz z oddechem oznajmiającym, ze jestem wśród żywych. Przeszyła mnie na wskroś już od pierwszego smagnięcia szpitalnym powietrzem i trwa nadal- niczym niezmącona.
Pomyślicie pewnie, że jako osoba przesadnie podatna na emocje i uczucia, jestem wdzięczny za sprawnie odebrany poród, wprawne klepnięcie w pupę i uśmiech położnej. Otóż nie! To co napawa mnie dumą to specjalny podarek ze strony państwowego szpitala- była to salmonella. Mała uśmiechnięta bakteryjka od samego początku czekała na mnie z powitalnym koszykiem pełnym łakoci. Łakoci bezglutenowych dodajmy- musiałem bowiem z powodu zniszczonych jelit przez kilka lat okresu dziecięctwa jeść - a właściwie krócej - nie jeść wielu rzeczy. Jakoś się wygrzebałem bo jako noworodek stałem wysoko w skali Apgar. Jak poradziło sobie kilka mniejszych i bardziej chorowitych dzieciaków leżących ze mną na sali- do dzisiaj nie wiem.
Druga historia. Pewnego dnia na jednej z warszawskich ulic wykopyrtła się pani Ewa. Trafiła do szpitala, gdzie przez kilka dni nie opisano jej tomografii komputerowej, mimo że na dyżurze powinien być w tym czasie radiolog, który rozpoznałby w czym problem. Radiolog nie przyszedł, a pani Ewa zmarła. Usłyszeliśmy o niej tylko dlatego, że była młoda, a jej mężowi nie zabrakło determinacji w nagłaśnianiu sprawy. Ile takich pań Ew, troszkę starszych i owdowiałych umiera w podobny sposób? Jeden Bóg raczy wiedzieć- dosłownie. Czy dokonałbym nadużycia stwierdzając, że pani Ewa została zamordowana? Zakres znaczeniowy tego słowa może być bardzo szeroki. Okazuje się bowiem, że morderczy może być nawet system opieki - o ironio - zdrowotnej. Logik nazwałby to paradoksem, Europejczyk nazywa to zdobyczą współczesnych państw opiekuńczych.
„Polska znalazła się na czwartym miejscu na świecie pod względem procentowego udziału osób, które w 2008 r. ukończyły studia- wynika z najnowszego rankingu OECD. Nasz kraj wyprzedziły takie edukacyjne potęgi jak Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, czy Japonia”- z radością donosi Gazeta Wyborcza. Polska edukacja jak żywo przypomina prostytutkę pracującą na dwa etaty- imponująca ilość stosunków ma się nijak do jakości i obopólnej satysfakcji partnerów. A że wspomniana pani podupadnie na zdrowiu, podobnie jak kieszeń podatnika i stan gospodarki- to chyba nikogo nie muszę o tym przekonywać. W nowej pracy, czysto fizycznej mam kontakt z wieloma absolwentami różnych kierunków, a to Wydział Nauk Społecznych, a to ASP, politechnika, a nawet jeden teolog. Niewątpliwie dużo milej w czasie prężenia mięśni podyskutować o św. Tomaszu, ale mam dziwne wrażenie, że w Japonii i Stanach Zjednoczonych wygląda to trochę inaczej.
Kolejna historia z domu wariatów: Platforma Obywatelska w ramach realizacji swojego liberalnego programu planuje wprowadzić podatek od osób bezdzietnych. Płaciłyby go osoby samotne i bezdzietne małżeństwa. Genialny projekt uratuje budżet państwa i rozwiąże problem emerytur. Z tej perspektywy bardziej racjonalna wydaje się kaczka dziennikarska, którą kiedyś TVN imputowało Lidze Polskich Rodzin- chodziło o zakaz używania prezerwatyw i tabletek antykoncepcyjnych. Na fali reformatorskiej indolencji trwającej od 2007 r. Platforma mogłaby skorzystać z dużo skuteczniejszego projektu swoich zacnych poprzedników.
W ramach ratowania budżetu proponuję kolejny podatek, którym obłożylibyśmy naszą klasę polityczną- podatek od niszczenia państwa i dymania Polaków w wysokości 90% od stanu posiadania. Może to w końcu zniechęciłoby ich do udziału w polityce. A jeśli nie? Jeśli nie to niech przynajmniej zalegalizują nam dostęp do broni. Wszak każdy lubi czasem trochę postrzelać.
Komentarze
zaloguj się aby komentować


