"Imperium"- odcinek I
Rok 2030 był to dziwny rok. Jałowa pustka spowiła bekresne, niezmierzonone peryferia, których ogrom oślepił nie raz jeden butnych śmiałków mierzących się swym wzrokiem ze złowrogim krajobrazem. Na końcu końców, w czeluściach bezkresu stała mała, ulepiona ze śniegu chatka wspierająca się na czterech sosnowych balach. Temperatura była tak niska, że wypuszczane przez ludzkie płuca powietrze nie zdążyło jeszcze na dobre opuścić płuc, a mroźny uścisk czynił z niego armię cisnących gardło sopli.Chatkę zamieszkiwała sędziwa kobieta, której nogi już za młodu odmówiły posłuszeństwa. Podlejszej od karła była postury.Ślepia miała tak wąskie, że ledwie najmłodszy z pajęczego miotu robak mógłby się przez powieki przecisnąć. Fioletowa na tle skostniałych płatków śniegu wypełniających chałupę, zrośnięta z soplem, pół-człowiekiem, pół- skamienieliną być się wydawała.Rychle by ducha wyzionęła, gdyby nie jej rosły, acz nieskończenie głupi syn. Wegetowała w lodowej pokrywie z owocem łona swego, które przed pięćdzięsięcioma laty przeszyte zostało twardym orężem pastucha. Jej syn karmił ją i siebie ścierwem zamrożonego wieloryba odcinając dnia każdego zwiotczałe mięso i podgrzewając je resztkami ropy nalewanej do przedpotowego, metalowego kotła. Robiło się coraz zimniej, mięsa było coraz mniej, a staruszka wysychała i wysychała... c.d.n.
Komentarze
zaloguj się aby komentować



C.D.N. czekamy.