Radio, które kruszyło beton
Słyszało się przede wszystkim diabelski jazgot, przypominający dzisiejsze afrykańskie wuwuzele, by potem posłyszeć głos: „Tu Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa”. Dziś mija 6o lat od nadania przez RWE pierwszej radiowej audycji w języku polskim.
Kiedy dwadzieścia lat temu, Rozgłośnia Polska RWE rozpoczęła swoją oficjalną działalność w Polsce, wielu najwierniejszych radiosłuchaczy skwitowało ten fakt podobnie: - To koniec Radia, a Polsce zabraknie świeżości powietrza. Nikt już nie będzie walczył i bronił społeczeństwa, bez względu jaką ono ma władzę...
Bo tak nie powinno być.
4 lipca 1950 roku na lotnisku we Frankfurcie nad Menem ląduje amerykański samolot, na którym jest pocztowa przesyłka z nagraną półgodzinną radiową taśmą w języku polskim. Tekst trafia zaraz na radiową antenę Radia Wolna Europa. To początek nadawania króciutkich audycji dla Polaków w Kraju.
Od 3 maja 1952 r. w strukturze Radia powstaje Rozgłośnia Polska RWE w Monachium na czele z wieloletnim dyrektorem, Janem Nowakiem-Jeziorańskim.
Tyle historia, albo początek jednego z elementów współczesnej historii, bez którego Polska nie byłaby Polską.
- Lokalizacja Rozgłośni Polskiej na terenie RFN była zdecydowanie słabą stroną RWE - wspomina dyrektor. - Lokalizacja poniekąd wymuszona, bo sojusznicy Amerykanów nie chcieli brać sobie na głowę kłopotów z powodu emigracyjnego radia...
Ale, jak pokazał to późniejszy czas, masowego odbiorcę w Polsce mało to wszystko obchodziło, bo liczyło się, że Polscy mówią do Polaków, ze przede wszystkim mówią to, co Polacy w kraju myślą, że wiele wiedzą i można się od nich tego dowiedzieć. A dodatkowo, że mówią przez cały dzień i przeważnie o sprawach polskich. - Dzień bez posłyszenia audycji Wolnej Europy, był dla mnie dniem straconym - mówi jeden z mieszkańców Książa Śląskiego.
Doskonale pamięta ten charakterystyczny jazgot zagłuszania, odgłos którego może obecnie porównać do dźwięków wydobywających się z afrykańskich wuwuzeli. Bo najbliższa zagłuszarka też była ulokowana w pobliżu Zielonej Góry, w lasach Starego Kisielina. - Przeganiało nas, grzybiarzy, stamtąd wojsko, kiedy nieopatrznie zbliżaliśmy się do tajemniczego masztu w lesie - wspomina Jan Dalecki z Nowej Soli.
Mieszkaniec Książa najlepszy odbiór Wolnej Europy miał w... łazience. Przesiadywanie rozpoczynał od godziny 20-ej, bo najpierw wiadomości, potem audycja „Fakty, Wydarzenia, Opinie” , a na koniec, o godzinie 21-ej: „Panorama Dnia”. Przesiedział tak od drugiej połowy lat siedemdziesiątych (ery drugiej Polski towarzysza Edwarda Gierka), kończąc na pierwszej „Solidarności”, kiedy czynnie (a nie ukrywa tego, że inspiratorem tego było słuchanie RWE) włączył się w 1980 roku w zakładanie struktur wojewódzkich zawodowego niezależnego związku.
Rzecz jasna, miał kłopoty z słuchaniem radia. Złożył na niego doniesienie do władz sąsiad z dołu, oskarżając go o... zalanie wodą jego niżej położonej łazienki. Sprawę skierowano do ówczesnych szybko działających kolegiów karno-orzekających. Tam też sąsiad, aktywista Podstawowej Organizacji Partyjnej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, oskarżył go o nagminne słuchanie dywersyjnej rozgłośni Wolnej Europy. Z miejsca też zainteresowała się nim Służba Bezpieczeństwa... - Absolutnie żadną nie jest prawdą, że za Gierka władza komunistyczna nieco dała Polakom wolności, a jeżeli tak, to robiła to na pokaz, bo w praktyce bezpieka czuwała ponad wszystko - wyjaśnia mieszkaniec.
Do tego dochodziła uporczywa kampania przeciw RWE. Można było spotkać ludzi opozycyjnie nastawionych do rzeczywistości, uznających jedynie za poważne i pożyteczne rozgłośnie BBC i Głosu Ameryki, a dystansujące od monachijskiego radia. - RWE stało się opozycyjnym medium - powiedział kilkanaście lat temu Ryszard Frelek, długoletni członek Komitetu Centralnego PZPR, w latach osiemdziesiątych doradca generała Jaruzelskiego. - Jego słyszalność i znaczenie rosły w okresach kryzysowych. Ale istotne było nie tylko to, ile osób słucha, lecz to, że wszyscy wiedzą, że taka rozgłośnia istnieje, więc nie istnieje monopol na informację.
Radio zmieniało się siłą rzeczy wraz ze zmianami w kraju. Pojawiająca się tzw. polityka odprężenia zainicjowana przez Henry'ego Kissingera, a polegająca również na stopniowym demontażu działalności RWE - naruszyła kamyczek historii Rozgłośni Polskiej. Na znak protestu podał się do dymisji dyrektor Nowak-Jeziorański, nie chciał bowiem brać udziału w burzeniu tego, co przez 25 lat tworzył.
Potem doszło do strajku w Ursusie, później przyszły strajki w Lublinie i na Wybrzeżu, powstała pierwsza „Solidarność” i istniała groźba strajku generalnego i wkroczenia Armii Czerwonej, a na koniec stan wojenny Jaruzelskiego. Były to lata szczególnie niebezpieczne...
Radio wytrzymało próbę czasu, ale... do czasu. Na arenie polityki amerykańskiej pojawił się prezes RWE Geene Pell, który zaczął łamać zasady partnerstwa i poszczególnych dyrektorów rozgłośni traktować jako podległych mu urzędników...
Wolną Europę w Polsce zaprzestano zagłuszać w 1988 roku, a dwa lata później do radia dotarły problemy finansowe. Od 1990 r. do 1994 r. Rozgłośnia Polska oficjalnie zaczęła swoją działalność w Polsce. Przeniesiono RWE w 1995 r. do Pragi. - To koniec, to koniec! To katastrofa! - tak podobno miał krzyczeć wspomniany mieszkaniec Książa.
30 czerwca 1994 r. W Poznaniu odbyło się uroczyste zakończenie działalności Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. - Skandal! - ocenił mieszkaniec. - Coraz trudniej jest mi teraz w Polsce oddychać...
- Spory i tarcia w zespole były - wspomina Alina Grabowska, ikona Rozgłośni. - Lecz to nie miało wpływu na program. Każdy robił, co miał do zrobienia. Dla mnie najważniejszym celem było występowanie w radiu z obroną ludzi. I nikt mi w tym nie przeszkadzał. To była wspaniała praca, bez cenzury. Nikt mi nie zabraniał poruszać tematów, które chciałam poruszać. Nie musiałam mówić tego, czego nie chciałam..
Komentarze
-
-
Też mi się kreci łza w oku, panie Łukaszu, kiedy wspominam ową niesamowitą atmosferę przy słuchaniu Radia Wolnej Europy, aby przez ten ustawiczny jazgot usłyszeć słowa w języku polskim. To była...ekstaza. A jeżeli ktokolwiek w latach przełomu 76/80 tego nie przeżył, niech tu nie zabiera głosu. Żadna nieprzyrodzona siła tego mi z pamięci nie zabierze! Do tej pory słyszę słowa: Tu Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa. Pozdrawiam, bo czas mnie goni, a tu czeka mnie napisanie sprawozdania ze szaleńczych zawodów motocrossowych...
Zbigniew M. Jelinek 04.07.2010, 20:55
zaloguj się aby komentować



To byla niesamowita inicjatywa. Niszczono jej forme, zagluszano ... ale im bardziej walczono, tym silniejsza stawala sie jego idea. Mysle, ze niejedna lze uronilbym przy odbiorniku sluchajac RWE - a w koncu zdecydowanie nie naleze do osob, ktore czesto sie wzruszaja, juz nie mowiac o okazywaniu tego wzruszenia tak wyraziscie.