Czas zadumy
o tych, co odeszli, a może też chwilę nad NASZYM DZIŚ ? Planeta Ziemia śmiertelnie choruje. Nikt nie oceni jak długo pozwoli na naszą rabunkową działalność. Jak długo będziemy mogli "uprawiać" swoje konsumpcyjne nawyki. Nikt nie zliczy ile jeszcze kataklizmów wytrzyma. Ziemia nie nadąża z odtwarzaniem swych zasobów. Jeśli się nic nie zmieni to dla utrzymania życia będziemy potrzebowali dwu planet lub ....
Świat nie znalazłby się w obecnym położeniu, gdyby wykorzystywane było doświadczenie wielu pokoleń. Wszyscy od niepamiętnych lat wykorzystywali swoją wiedzę i widzieli wypływającą z niej słuszność. Niewątpliwie coś zostało przeoczone. Pewno to, co umknęło, zostało uznane za błędne lub niepotrzebne. Postęp ludzkości od około 400 lat ukierunkował się w stronę racjonalizmu. Skupiono się na rozwijaniu nauk i działań związanych z podejściem materialistycznym .... Wszystko to spowodowało wiele zmian w nas, wokół nas, w naszych społecznościach i obieranych celach. Zmieniło się nasze postrzeganie świata. Dziś liczą się inne wartości .... te bardziej wymierne. I tak już było na TEJ ZIEMI. Historia o tym mówi.
Ignorowanie doświadczenia prowadzi do tego, że ono ciągle się powtarza. Wciąż od nowa.
I czy nam się podoba, czy też nie, ciągle będziemy "przerabiać" te same "lekcje" aż się nauczymy ..... Kiedy to nastąpi ? Nie wiem. Jednak wiem, że każdy musi o tym sam zdecydować. Każdy z nas ma wpływ na to, jaki pozostawi po sobie ślad ekologiczny. To od każdego z nas, każdego z osobna zależy: co i jak jemy, jak mieszkamy, jak podróżujemy. Jaką wagę przywiązujemy do otaczającej nas przyrody?
Niezliczone już ilości konferncji, seminariów, spotkń POWIEDZIAŁY wiele. Ukazały wiele mądrości i możliwości. Mało jednak z tego wynikło. Słowo jest najbardziej zawodnym posłańcem PRAWDY. Samo w sobie jest ulotne i choć zapisane na kartach sprawozdań, wniosków do odnośnych władz, aplikacji o fundusze - samo z siebie niczego nie dokonuje.
Wysoki urzędnik, który na Konferencji zabiera głos w sprawie i wydaje się, iż popiera, że chce wdrażać, że to słuszne ... za chwilę "na swoim urzędzie" w słowie zawartym we wniosku o wdrożenie go w życie nie widzi żadnej "innowacji". I tak przepada wniosek za wnioskiem. To, że mamy zbyt wolne tempo wykorzystywania pieniądzy unijnych może nie pozwolić nam ich spożytkować. Dziś poziom absorbcji środków unijnych wynosi około 31 %.
Ignorowanie doświadczenia prowadzi do tego, że ono ciągle się powtarza. Wciąż od nowa.
Tak już było - czyż nie ? W okresie przedakcesyjnym i w latach 2004-2006 ? No, można powiedzieć - uczyliśmy się. OK. A czego się nauczyliśmy?
Życie to nie proces odkrywania, lecz tworzenia, i w tym tkwi najgłębszy jego sekret.
Wszystko możemy tworzyć od nowa. Możemy pożytkować wiedzę i przyjmować wszelkie doznane doświadczenia. Wpływać na jakość naszego życia. Wszystko w związku z tym zmieniać. Iść dalej, wyżej bez potrzeby przepychania się, bez strachu.
Tylko czy chcemy.
Ignorowanie doświadczenia prowadzi do tego, że ono ciągle się powtarza. Wciąż od nowa.
Sukces pewny, gdy poświęcimy swoją uwagę na to, co i jak robimy. Poświęcimy swoją uwagę na działanie, a nie gadanie, kłótnie, targi. Gdy pozostawimy samym sobie tych, którzy uważają, że muszą "walczyć" o elektorat, o swoje "stołki".
Ci co są "dobrzy w zarządzaniu" wybrani zostaną i bez tego.
Komentarze
-
-
Dzięki za ciekawe spojrzenie. Masz specjalistyczną wiedzę, nietuzinkowe patrzenie i wiem o czym mówisz. Moje zdanie w temacie to oczywiście patrzenie poprzez pryzmat TU i TERAZ żyjących ludków jako określonej cywilizacji. O innych, przeszłych także wiem z dostępnych sobie materiałów. To także jedna ze ścieżek moich zaineresowań - dlaczego zginęły ? Instynkt samozachowawczy to - moim zdaniem - norma. Stąd też próba szukania rozwiązań w oparciu o przeszłe doświadczenia. Czy nasza cywilizacja się już wyeksploatowała z możliwości twórczych ? Moim zdaniem ma jeszcze wielki potencjał jednak Matka Gleba chyba już tak wielkiegopotencjału nie ma. Oczywista, że Planeta istnieć będzie choć w innej być może postaci, o innej strukturze, wszak w Kosmosie panuje harmonia. I tego życzyłoby się każdemu mikrokosmosowi.
Maria Magdalena Damaszk 03.11.2010, 15:01 -
W Twoim wywodzie jest jedna sprzeczność - ale za to ważna. Otóż, żeby makrokosmos (dla nas - planeta) mógł trwać, jego części składowe, mikrokosmosy (np. nasza cywilizacja) MUSZĄ się wymieniać, a najczęściej ginąć. Nic nie wiem o przeszłych cywilizacjach, ale przeszłe biocenozy jak najbardziej wyginęły, dając nam zasoby, na których nasz świat stanął. Węgiel kiedyś szumiał zielonym liściem, a ropa naftowa kiedyś biegała po sawannach. I na naszych szczątkach kiedyś paść się będą nasi następcy, niekoniecznie z rodziny homo.
Owszem JEST dla ludzkości droga - trzeba wyjść poza nasze naturalne środowisko. W krótkim terminie - tak 10-30 lat - przewidywać zmiany w środowisku i się do nich dostosować. W średnim - może tak 20-100 - zasiedlać dno oceanu; przy okazji posprzątać tam trochę. W długim okresie czasu - zasiedlać światy poza Ziemią.
Jeżeli ludzkość nie rozprzestrzeni się w kosmos, to NA PEWNO wymrze.
Petros Polonos 03.11.2010, 21:08 -
Nie widzę sprzeczności, gdyż sam mówisz, że istnieje dla "ludzkości droga". Człowiek, jak wiem, jest częścią środowiska obok ekosystemu. Szkoda, że od już długiego czasu działa przeciwko sobie.
Maria Magdalena Damaszk 06.11.2010, 16:55 -
Nie podejmuję się tutaj przeprowadzić kursu wstępnego do teorii systemów, Chętnym zalecam lekturę Norberta Wienera i von Bertalanffego. Znakomite, choć wymagające (trzeba robić notatki) są też prace Mariana Mazura (Cybernetyczna teoria układów samodzielnych i Cybernetyka i charakter). Bez opanowania podstawowych pojęć i zależności między nimi, używanie terminologii systemowej (ekosystem, mikro- i makrokosmos) prowadzi do efektów poetyckich, a nie intelektualnych.
Petros Polonos 07.11.2010, 21:39
zaloguj się aby komentować



Planeta nie jest śmiertelnie chora, i nic jej nie grozi. Zagrożenie jest i owszem - dla gatunku ludzkiego i jakiejś tam grupy gatunków współ- z nami występujących. Ale wielkich wymierań już w historii planety trochę było (wielkich - takich, że zostało po parę procent poprzedniej palety gatunków). Nawet jak nas coś wytłucze (wystarczy, że wysadzi korek w Yellowstone i mamy duże szanse przejść do historii), nawet, jeśli zmieni się skład atmosfery, czy kolejne zlodowacenie przyjdzie, na całym świecie są skupiska ekstremofili, które tylko czekają na zmianę warty, żeby zacząć swoje 5 minut w historii planety.
Tak, że luzik. Zgadzam się, że prosty instynkt przetrwania gatunku podpowiada nam, żeby się zastanowić co dalej, ale wszelkie alarmy na temat przyszłości planety są jedynie wyrazem antropocentrycznej arogancji.
Tylko o włos mniejszą arogancją jest przypisywanie nam (jako gatunkowi) decydującego wpływu na zmiany klimatu. Owszem, wzmacniamy trend, ale odwrócić go - nie jest w naszej mocy.
I dlatego proponuję się przygotować na zmiany i adaptować, zamiast megalomańsko próbować dmuchać pod wiatr.