Episkopat pod ścianą, abp. Paetz nadal banitą
autor:
Paweł Krysiński
Watykan jednak nie zrehabilituje sbp. Juliusza Paetza . Tym samym przedwczesna okazała się wczorajsza nieukrywana radość rzecznika Episkopatu ks. Józefa Klocha który mając po prawicy rzecznika Kurii Krakowskiej ks. Roberta Nęcka dzielił się swoimi uwagami jak dobrze uczynił papież Benedykt XVI przywracając Paetza do łask. Dziś wiadomo że nic takiego nie nastąpi, abp. Paetz nie wróci na piedestał. Zasługa w tym m.in. abp. Gądeckiego, metropolity poznańskiego, który nie doczekawszy się audiencji i papieża wysłał do niego list w którym zagroził odejściem z piastowanej funkcji. A to oznacza tylko jedno, nieposłuszeństwo wobec papieża. Strach pomyśleć jaki mógłby być kolejny krok abp. Gadeckiego. Zrzucenie sutanny?
Papież Benedykt XVI uczynił dobrze i to nie tylko z uwagi na afery pedofilskie wstrząsające Kościołem. Abp. Juliusz Paetz pod koniec 1999 roku został oskarżony przez kleryków o molestowanie seksualne. Czyny których miał się podejmować wobec podległych sobie seminarzystów są zabronione, haniebne i niegodne nie tylko duchownego ale i każdego człowieka. Nieco później na jaw zaczęły wychodzić starannie ukrywane przypadki molestowania gdy Paetz był metropolita łomżyńskim… W 2001 roku do Rzymu trafił list w którym opisano przypadki molestowań seksualnych których Paetz miał się dopuścić. Pod listem podpisali się: ks. Prof. Tomasz Węcławski, prezes Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia Paweł Wosicki, redaktor „Przewodnika Katolickiego” ks. Jacek Stępczak, ks. Tadeusz Karkosz oraz ks. Marcin Węcławski. W niepamięć poszła solidarność, autorzy listu nie zamierzali ukrywać sprawy i chronić Paetza. Ten zaś nie zasypiał gruszek w popiele: zwołane przez niego nadzwyczajne zgromadzenie dziekanów diecezji poznańskiej obrady zakończyło wystosowaniem listu obronnego arcybiskupa… Papież Jan Paweł II miał prawo poczuć się nieco rozkojarzony dwoma sprzecznymi listami. Dziwnym zbiegiem okoliczności autorzy listu ujawniającego grzechy Juliusza Paetza zaczęli tracić wpływy i zostali zepchnięci na margines… Dopiero wieloletnia przyjaciółka papieża Polaka, Wanda Półtawska, nakreśliła papieżowi co się tak naprawdę dzieje w archidiecezji poznańskiej.
„Niewybredne, kłamliwe ataki i oskarżenia ze strony kilku osób uruchomiły lawinę oskarżeń i pomówień bez nazwiska, bez imienia i bez twarzy. W ten sposób wydano wyrok bez wysłuchania stron oraz konfrontacji oskarżonego z oskarżycielami. Nieludzkie jest też to, że atak na moją osobę nastąpił podczas mojej choroby i rekonwalescencji, wykorzystując ludzką słabość człowieka chorego.
Zaprzeczam wszystkim faktom podawanym w mediach i jednocześnie zapewniam Was, że jest to nadinterpretacja moich słów i zachowań” napisał w liście duszpasterskim abp. Juliusza Paetz w marcu 2002 roku. Przeczuwając najgorsze kilka dni później złożył rezygnację na ręce papieża Jana Pawła II twierdząc na odchodnym że nie było z jego strony żadnego molestowania. Klerycy po prostu źle zinterpretowali jego dobroć i spontaniczność…
Ustępując Paetz postąpił bardzo chytrze: gdyby to papież JP II usunął go ze stanowiska to jego następca miałby nie lada problem: przywracając na stanowisko podejrzanego o molestowanie podważyłby decyzję swego poprzednika, a tym samym jego nieomylność. Ta i tak zachwiała się w posadach po anulowaniu kary na Lefebrystów. Arcybiskup ustępując samodzielnie ze stanowiska liczył że po latach, gdy sprawa przycichnie wszystko wróci do normy. Przeliczył się i nie docenił abp. Stanisława Gądeckiego.
Zastanawia jedynie solidarność wierchuszki Episkopatu stojącej murem za abp. Paetzem; gdy rozchodzi się o mniejszości seksualne i ich dobrowolne ze sobą pozycie, wtedy hierarchia kościelna jest bezwzględna i krytyczna, straszy piekłem, grzechem itp. Gdy chodzi o członka instytucji do której i oni nalezą nic takiego nie ma miejsca, trwa wybielanie, oskarżenia pod adresem pokrzywdzonych i molestowanych. Gdzie pokuta, żal za grzechy, postanowienie poprawy po ujawnieniu afery?
A politycy mieniący się prawdziwymi Polakami patriotami szybciutko pokazali komu od początku do końca wierzyli: podczas żałobnych uroczystości na Wawelu gdzie odbywał się pogrzeb prezydenckiej pary abp. Juliusz Paetz zasiadł w pierwszym rzędzie gości, czując się wśród nich jak ryba w wodzie…
Komentarze
zaloguj się aby komentować


