Badania okresowe
![]()
Na urlop czekaliśmy z niecierpliwością. Ów poziom zniecierpliwienia był zdecydowanie wyższy u męża niż u mnie. Dla niego urlop oznaczał wyjazd z Warszawy, zmianę otoczenia, towarzystwa a przede wszystkim więcej czasu dla rodziny. Dla mnie atrakcje kończyły się na wyjeździe z miasta. Dzieci te same, obowiązki również, tylko męża nieco więcej w pobliżu.
Podczas dwóch tygodni spędzonych w ośrodku rekolekcyjnym, atrakcji mieliśmy co nie miara: od siatkówki i spływu kajakowego począwszy przez komary, gzy i osy, na katarze i ospie wietrznej skończywszy. Nasza roczna córeczka już pierwszego dnia urwała gniazdko telefoniczne i rozmontowała część wykładziny. Trzyletni synek, także postanowił zaadoptować przestrzeń. Wytrwale maszerował po pokoju, z butelką wody na ramieniu, wykrzykując komendy: baczność, na ramię broń, prezentuj broń. A klucz do pokoju starał się dopasować do każdego napotkanego otworu. Szafę z rozsuwanymi drzwiami przerobił na budkę telefoniczną, w czym pomogła mu siostra. Po kilku dniach Daniel, tym razem z czteroletnią koleżanką straszył kury w kurniku. Z upływem dni rodzeństwo odkrywało coraz większą siłę swoich gardeł, przekrzykując się i piszcząc, siłą decybeli płosząc wszelką zwierzynę (może prócz rybek akwariowych).
Po czternastu dniach urlopu z dziećmi, wróciliśmy wyczerpani. Mój mąż doszedł do wniosku, że rodzice powinni przechodzić badania okresowe, szczególnie z uwzględnieniem wizyty u laryngologa i psychiatry. Gorzej jeśli zamiast ewentualnego leczenia, odebrano by rodzicom prawo do opieki nad dziećmi...
Komentarze
zaloguj się aby komentować


