Czas na zamknięcie granicy z Polską, bo fala przestępczości w Niemczech wzrasta!
Nie milkną echa wypowiedzi niemieckiego burmistrza przygranicznego Guben, aby przywrócić graniczną kontrolę z Polską. - To przez złodziei – mówi jednym tchem. Polacy na to: - To polityczny folklor. Problem jednak jest, mimo wzajemnych polsko-niemieckich deklaracji o przyjaźni i partnerstwie. W przeciwieństwie do polityków o tym problemie otwarcie mówią mieszkańcy pogranicza.
Cały ambaras rozpoczął się od wypowiedzi niemieckiego burmistrza Guben, miasta partnerskiego z Gubinem (Lubuskie), Klausa-Dietera Huebnera dla lokalnych mediów rtv RBB.
- To, co proponuję nie jest politycznie poprawne, ale wprowadzenie choćby wyrywkowych kontroli samochodów na granicy uspokoiłoby naszych mieszkańców – powiedział. - Bo to wszystko jest przez fale złodziejstwa!
Huebner wyciąga fakty z rękawa. Ma także swoja statystykę.
Kiedy Polska w 2007 r. weszła do strefy Schengen i zniesiono automatycznie graniczne kontrole – na lubuskim pograniczu odnotowano 250 procentowy wzrost kradzieży samochodów. Również zwykła liczba kradzieży poszła o jedną trzecią przerażająco w górę. Złodzieje, a w podtekście: zorganizowane grupy Polaków, kradną dosłownie wszystko, co dotąd stało niepilnowane. Znikają więc wszelkie maszyny rolnicze, sprzęt budowlany, narzędzia ogrodnicze, rowery, a nawet pokrywy do kanałów.
- To zaczyna być bolesne – mówi burmistrz Huebner. - Docierają do mnie głosy, że mieszkańcy boją się wieczorami wyjść z domów.
Sondaż, jaki dokonała lokalna tv RBB, wskazuje, że wielu mieszkańców ten apel popiera.
Burmistrz Guben uważa, że politycy zostawili jego miasto ma pastwę losu. Jest więc zdania, że służby policyjne powinny wyrywkowo kontrolować wjeżdżających do Niemiec.
- Burmistrzowi chcą teraz przykleić łatkę neofaszysty, a w rzeczywistości powiedział to, co może każdy tu zaobserwować – oznajmia nam Elisabeth Sass z domu Schulz, rodzice której zostali wysiedleni w 1945 roku z Zielonej Góry (Gruenberg). Teraz mieszka w Wellmitz między Guben a Eisenhuettenstadt. Sass nie kryje niechęci do Polaków: - Polacy kradną wszędzie, gdzie tylko mają do tego okazję – mówi wprost.
Koledzy Huebnera z sąsiednich, przygranicznych miast w tej chwili nie chcą uciekać się do takich drastycznych pomysłów. Spostrzegają fakt rosnącej fali przestępczości, lecz oficjalnie dla mediów wolą milczeć.
- To byłoby podważenie traktatu polsko-niemieckiego – bez słowa wstępu mówi „Gońcowi”, Martin Wilke, burmistrz Frankfurtu nad Odrą. Wilke ma na myśli traktat o współpracy polsko-niemieckiej, który podpisali Jan Krzysztof Bielecki i Helmut Kohl w dniu 17 czerwca 1991 r.
Kontrowersyjny pomysł Huebnera szybko oprotestowało MSW landu Brandenburgii, a tamtejszy minister spraw wewnętrznych, jak się dowiedział się „Goniec”, Dietmar Woidke, za parę dni ma przybyć do Guben, aby uspokoić Huebnera, który tymczasem udał się na urlop i jest nieuchwytny dla dziennikarzy.
Samorządowcy polscy wypowiedzi burmistrza Guben traktują nieco ironicznie, chociaż jeden z nich, prosząc o anonimowość, wskazał na inny fakt ze strony polskiej. Mianowicie nie tak dawno w Słubicach rozgorzała wielka dysputa, czy nie ograniczyć drastycznie nauki języka niemieckiego w polskich szkołach podstawowych, preferując w to miejsce naukę angielskiego. Radio Wnet o tym fakcie też informowało. - To może być pokłosie naszych zachowań – mówi urzędnik magistratu w Gubinie.
Tymczasem burmistrz Gubina, Bartłomiej Bartczak uważna opinie o wielkiej nawałnicy przestępczości na pograniczu jako polityczny folklor.
- Mój kolega zza między jest członkiem liberalnej FDP, partii tracącej poparcie, stąd teraz kokietuje tradycyjny antypolski centroprawicowy elektorat – zauważa Bartczak. - Przejąłbym się takimi wypowiedziami, gdyby one padły z ust osób bardziej zaangażowanych w rozwój granicznej współpracy – dorzuca .
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że ostatnie wspólne święto miast „Wiosna nad Nysą”, które odbyło się, o czym także informowało radio Wnet, na początku czerwca br., nie przebiegło tak, jak planowali organizatorzy. „Wiosna” to od zarania sztandarowe przedsięwzięcie obu partnerskich miast. Burmistrz Huebner, jak nas potem poinformowano, zignorował forum dyskusyjne „Wizja Euromiasta 2030. Utopia czy nadzieja na przyszłość”.
Z polskiego natomiast brzegu taki katastrofalny obraz przestępczości, jaki pragnie widzieć Huebner, nie wyłania się. Niemniej jest to już zjawisko, z którym powinno się po partnersku porozmawiać .
- Zgadzam się z burmistrzem Guben – z kolei bez ogródek stwierdza jeden ze starszych mieszkańców Gubina. - On dba o swoich mieszkańców. Nam smród wokół tego tematu robią nie gubinianie, a element przyjezdny. Mamy przecież tu wielki handel, bazar, usługi. Wystarczy więc spojrzeć na rejestracje samochodów, skąd oni do nas zjeżdżają.
- Jestem za zamknięciem granicy! - mówi nam Jerzy Ostapczuk, mieszkaniec jednej z wiosek wokół Gubina. - Skończy się wreszcie wyrzucanie wszelkich śmieci przez Niemców do naszych, polskich lasów!
Spokojniej ten problem ocenia Stefan Szewczuk ze Słubic.
- My nie graniczymy z Niemcami – niespodziewanie stwierdza. - My graniczymy z „Helmutami”, czyli obywatelami dawnej Niemieckiej Republiki Demokratycznej, którzy przeszli znienacka z jednego systemu totalitarnego, jakim był nazizm do kolejnego komunizmu. Po obaleniu muru berlińskiego, te 17 milionów ludzi nie przeszło, jak to miało miejsce w Republice Federalnej Niemiec, procesu denazyfikacji, stąd co rusz mamy z ich strony problemy.
Prezes Euroregionu Sprewa-Nysa-Bóbr, Czesław Fedorowicz uważa, że pomysł Huebnera to populistyczne zachowanie.
- Burmistrz Guben od czasu do czasu lubi „zamieszać” wokół naszej współpracy – mówi Fedorowicz.
Przypomnijmy, że coraz otwarciej pojawiają się głosy apelujące o przywrócenie kontroli na granicach wewnątrz Unii. Ostatnio taki projekt przegłosowali Duńczycy, a do podobnych postulatów przymierzają się Szwajcarzy i Bawarczycy.
Komentarze
zaloguj się aby komentować


