Dżentelmen - gatunek wymierający
Na ostatnich zajęciach w szkole rodzenia u Wandy i Adama Ekielskich w Warszawie, wszyscy biorą udział w scence rodzajowej, której akcja rozgrywa się w autobusie. Przyszła mama ma poprosić siedzącego mężczyznę o ustąpienie jej miejsca. Celem scenki jest zmobilizowanie matki ciężarnej do zawalczenia o bezpieczeństwo własne i noszonego dziecka.
Podróżując komunikacją miejską, kobieta ciężarna najczęściej może liczyć na życzliwość starszych pań. Dobrze pamiętam, jak moja zmarła przed siedmioma laty osiemdziesięcioletnia Babcia, pierwsza podrywała się z siedzenia, by ustąpić matce z dzieckiem. Rzadziej zrozumienie sytuacji wykazują 30 letnie kobiety sukcesu. Najmocniej swego siedzenia pilnują panowie.
Dżentelmenów można spotkać jedynie wśród mężczyzn po osiemdziesiątce. Znacznie trudniej pośród pięćdziesięciolatków. Panowie czują się zmęczeni, a podróż wykorzystują do lektury prasy codziennej. Najbardziej zajętą swoimi sprawami grupę stanowią mężczyźni między 20 a 40 rokiem życia. Tak są zaabsorbowani rozmową telefoniczną, książką lub podziwianiem pejzażu za oknem (szczególnie w metrze), że nie są w stanie zauważyć stojącej obok kobiety. Jednak winę za zanikanie prawdziwych mężczyzn ponoszą również panie. Nie mam na myśli jedynie tych kobiet, które wykrzykują hasła o zrównaniu praw obu płci i nie chcą by mężczyzna otwierał im drzwi, ustępował pierwszeństwa, czy całował dłoń przy powitaniu, ale także panie, które nie reagują na bezczelność czy brak dobrego wychowania u swoich partnerów.
W autobusie stołecznej linii 116 miałam okazję zaobserwować ciekawą sytuację. Wszystkie miejsca siedzące, od połowy autobusu, były zajęte przez kobiety po pięćdziesiątce. Jedynie w pobliżu drzwi siedziała para trzydziestolatków. Ona ładna, elegancko ubrana o miłej powierzchowności. On wyglądał na amatora piwa i chipsów, z dużym brzuchem i parodniowym zarostem. Do autobusu wsiadł starszy (jak się później dowiedziałam osiemdziesięciodwuletni) mężczyzna. Trzydziestolatek zmierzył staruszka wzrokiem, ale ani drgnął. Na swoim miejscu pozostał także, gdy dwa przystanki dalej wsiadła babcia z dwojgiem szkolnych wnucząt. Nawet młody chłopak o kulach nie miał szans na wolne miejsce. Siedzący trzydziestolatek, przyglądał się wszystkim, ale najwyraźniej nikt jego zdaniem nie był godny, by odstąpić mu miejsce. Tylko towarzyszącej mu dziewczynie było coraz bardziej nieswojo. Miałam ochotę jej powiedzieć: „Dziewczyno, zostaw tego gbura, on nie jest ciebie wart”. Jednak po chwili doszłam do wniosku, że skoro także ona nie poczuła się w obowiązku, by ustąpić jednej z trzech wymienionych osób, to może trafił swój na swego?
Tym razem nie było wśród pasażerów kobiety ciężarnej, ale wątpię, czy zostałaby potraktowana w inny sposób.
Komentarze
-
-
Czasami bezpieczniej jest posadzić małe (podkreślam małe, a nie szkolne dziecko) na fotelu niż usiąść razem z nim. Mamusie, które nie uczą swych pociech dobrego wychowania, same przyczyniają się do zaniku dżentelmenów i dam. Skutki swego postępowania odczują na własnej skórze na starość.
Sylwia Jabs 15.06.2010, 17:05
zaloguj się aby komentować



Wielokrotnie widziałem mamusie, które ani słówkiem nie reagowały na rozparte w fotelach tramwaju czy autobusu swoje własne pociechy.