ekonomia a ekologia...
![]()
...to nawet nie jest próba spięcia, połączenia tych dwóch rzeczy. To jak lizać randrynki przez szybę sklepową. To takie gdybanie chłopka roztropka.
Wiadomym jest, iż tylko równoważąc te rzeczy nie jesteśmy w stanie popaść w obłęd skrajności proekologicznych lub pro konsumcyjnych. Tylko na idąc taką ścieżką będziemy w stanie funkcjonować w naszym zwariowanym świecie.
Bo jeśli ekolodzy mówią o oszczędności wody i wskazują jako jedno ze źródeł marnotrastwa jej i sposób zaradzenia poprzez kupno zmywarki, to zaczynam się lekko irytować. Jeśli się mieszka w niewielkim mieszkanku, gdzie pralka stoi przy zlewie w kuchni, bo na nią miejsca nie ma w łazience, to idąc tropem ekologów, winniśmy z moją Panią wywalić półkę czy szawkę jakąś i wstawić urządzenie zmywające. Drugi problem lekko nie pasujący do ekologii jest ekonomia, bo skoro jest nas dwoje, to aby wypełnić taką zmywarkę, to musimy zmywać przez prawie tydzień. Bo jeśli nie chcemy, by jakieś paskudztwo się zalęgło, to winniśmy umyć, ale zmywarka nie wie ile tego wsadu jest i wali standardową ilość wody. Ekologie diabli wzięli, bo i wody się zmarnowało ileśtam, a i opłaty za prąd i za wodę poleciały sobie weg. Nie wspomnę ileż to energii i wody i odpadów poszło na wyprodukowanie tejże zmywarki.
Kolejny przykład, co i Marysia i Romek powiedzieli, iż indywidualne spojżenie na sprawę tylko wchodzi w rachubę, mowa o moim 23 letnim telewizorze, co działa i nie wykazuje chęci umiercia śmiercią techniczną. A przy naszej wsciekłej oglądalności, czyli jakieś wiadomości, jakiś film na dvd co jakiś czas, to kupno nowego, mniej prądożernego TV zwróciłoby się nam za naście lat.
Żarówki energooszczędne, to też niezła mina. Bo jak się takową posiada, to ona, zanim wejdzie na swoją stałą wartość zużycia prądu ma na początku rozruchu przeogromny pobór mocy, bo jest zimna. Do momentu nim się rozgrzeje, to nie dość że żre okrutnie, to i świeci tak niemrawo. Czyli jak chcemy takową używać, to najlepiej niech ona świeci jak najdłużej i rzadko bywa wyłączana. Każde włączenie i wyłączenie powoduje nadwyrężenie termiczne elementów świecących i jej szybsze zużycie, czego proeko i producenci już nie są łaskawie zauważyć i poinformować nabywców. Także jak się wchodzi do kibelka na chwilkę i tam jest żaróweczka oszczędna, to zanim wyjdziemy i zgasimy to ani się nie rozgrzeje i zacznie pracować w optymalnych parametrach, to i nażre śię prądu i szybciej nam padnie. A żarówki takie tanie nie są.
A i jeszcze takie małe od czachy. Zupełnie bez sensu, bo przecież posiadamy jakieś rzeczy, czy to ubrania, czy sprzęta domowe, czy pojazdy, czy wiele wiele innych rzeczy, a kupujemy to mimo, iż tak właściwie jakbyśmy się uparli, to zupełnie nie potrzebnie. Ale jakbyśmy nie kupili, to ludzie pracujący tu czy tam nie mieli by co wytwarzać, co sprzedawać, co przewozić. Błędne koło. Produkujemy, sprzedajemy, kupujemy, śmiecimy, odzyskujemy lub nie, mamy pieniądze ze sprzedaży na rozwój, knujemy nowy produkt, sprzedajemy, stary wywalamy, kupujemy i tak w kólko i bez końca. Kupujesz - dajesz pracę innym. Nie kupujesz i zużywasz do oporu, albo się wymieniasz z innymi, to znowu powodujesz, że gdzieś tam w biednym kraiku, gdzie koncerny cisną ludzi do wsciekłej pracy, zamykaja fabryki, a ludzie na bruk.
Wiem, że mieszam pojęcia i uogólniam, ale tak mniej więcej z tym wszystkim jest. A nasze proekologiczne działania i tak ginął w tłumie. Jesteśmy ekologiczni, chwała nam za to, ale w masie wielu, to jak przeciwstawianie się huraganowi. I to już chyba wszystko z tych nito pretensji, nito niewiadomoczego, ale pisałem na początku, iż chłopek roztropek ze mnie w tem temacie, ale się staram..........i tyle..........
Komentarze
zaloguj się aby komentować


