Good night , hm?!
![]()
Ta książka jest jak Nowy Jork. Mroczna i śmieszna. Ironiczna i miejscami porażająca. Piękna i smutna zarazem. Zachwycająca.
Good night , hm?!
Najnowsza powieść Mistrza Głowackiego „Good night, Dżerzi” intryguje już samą okładką. Głęboką czerń rozświetla niebieski neon. Wchodzimy w noc. Do piekła.
Nie jest to biografia Jerzego Kosińskiego. Ta książka niczego też nie wyjaśnia.
To wielowątkowa opowieść, którą należy czytać bardzo uważnie. Autor przeskakuje z kontynentu na kontynent. Z miejsca na miejsce. Jest tu i Rosja, i Czeczenia. Polska Łódź i polskie zadupie. Nowy Jork i Berlin końca wojny.
Głowacki równolegle miesza ze sobą tak gatunki literackie jak i losy bohaterów. Znajdziemy tu sennik Maszy. Listy Klausa i listy do Klausa. Jak i scenariusz Dżanusa czyli alter ego autora, który podąża śladami tytułowego bohatera.
Dżerziego, dziecka holokaustu, pisarza, hochsztaplera, erotomana, człowieka o wielu twarzach. Bohatera, który u szczytu swojej pisarskiej sławy wciąż czuł na plecach oddech demonów. Aby je zmylić, przybierał różne maski, zacierał ślady. Chował rękopisy w przepastnych szufladach, w sejfach i ciągle zapominał do nich kodu. Wymyślał co i rusz na nowo swoich rodziców, swoje dzieciństwo, swoje życie aż dotarł na samo dno piekła, dno ludzkiej rozpaczy. Demony i tak go dopadły. Zepchnęły z literackiego piedestału i podeptały. Aż w końcu posiadły ciało i duszę w chwili samobójstwa.
Kolejnym z bohaterów jest tu samo miasto. Podane w pigułce a może w pigule, w gale walącej prosto w ryj, bez znieczulenia.
Siadamy przy stolikach wykwintnych rosyjskich, włoskich i bałkańskich knajp. Bierzemy udział w uniwersyteckich wykładach. W rautach na cześć. W telewizyjnych show. Przysłuchujemy się dysputom o literackim Noblu. Czytamy „New York Timesa”. Potem zjeżdżamy super podziemną kolejką w samo jądro ciemności. Wciągamy koks i popijamy whisky, „stoliczną” albo tym co mamy w zasięgu ręki. Włóczymy się po spelunach. Kopulujemy w burdelach. A jak komu mało to schodami na sam dół, dół dołów i już jesteśmy w hardcorowych, podziemnych klubach wyznawców Markiza de Sade tylko dla wtajemniczonych.
Nowy Jork daje kopa ale i obdziera z marzeń, z uczuć, ze złudzeń o dobrych ludziach i dobrym świecie jak Maszę, jak Klausa, Irinę, Jody…jak w końcu tytułowego bohatera. Ale nie zamierzam streszczać czy też opowiadać książki. Nie jest to książka do podusi, na dobranockę. Nie jest to także biografia, jak już wcześniej wspomniałem.
A czym ona jest a może raczej jaka ona jest? Ano? Ta książka jest jak Nowy Jork. Wielopoziomowa. Totalna. Mroczna i śmieszna. Ironiczna i miejscami porażająca. Piękna i smutna zarazem. To książka odważna i mądra. Zachwycająca. To książka powalająca.
Nie powiem, że było inaczej, że nie czekałem na nową książkę Janusza Głowackiego. A warto było. To majstersztyk. To książka totalna. Dla prawdziwych fanów literatury przez duże „L”. Kto nie czytał niech przeczyta.
Mam nadzieję, że za rok „Good night, Dżerzi” zgarnie wszystkie możliwe literackie nagrody. Czego Panu Januszowi Głowackiemu z całego serca życzę. Amen.
Komentarze
zaloguj się aby komentować


