Gratis od PKP
Chmura z pyłem wulkanicznym znad Islandii unieruchomiła flotę powietrzną w znacznej części Europy. Kiedy linie lotnicze tracą krocie, korzystają przewoźnicy lądowi i morscy. Mam nadzieję, że w pełni wykorzystają swoje 5 minut i zachwycą pasażerów standardem. Ja z kontaktu z Polskimi Kolejami Państwowymi mam nieprzyjemne wspomnienia. Niestety obawiam się, że nie ja jedna.
Podróż PKP wymaga od pasażerów odwagi, bądź szaleństwa. Studenci, to najwdzięczniejsza grupa dla przewoźników, niby przysługują im zniżki, ale w kasach biletowych i tak zostawiają lwią część symbolicznych stypendiów. W 10 osób potrafią zmieścić się na ośmiu miejscach siedzących, znajdą sobie wolny kawałek podłogi na korytarzu a w ostateczności nawet półką w przedziale się zadowolą.
Najtrudniejszą grupę pasażerów stanowią matki z dziećmi. Już nawet emeryci są łatwiejszym towarem transportowym. Taka matka, zabiera ze sobą za szeroki wózek, a walizek, toreb, reklamówek ma bez liku i jeszcze niezadowolona, że brakuje wolnych miejsc w przedziale dla matki z dzieckiem...
Kiedy dwa i pół roku temu wybrałam się z mężem i trzy miesięcznym synkiem w podróż Tanimi Liniami Kolejowymi, tanie, to one były tylko z nazwy. Bilety do Białegostoku kupiliśmy wraz z trzema miejscówkami (nawet dla naszego Maleństwa, by można go było swobodnie położyć w przedziale). Zamiast trzech opłaconych foteli, czekał na nas jeden. Współpasażerowie byli oburzeni pomyłką kolejarzy, lecz nikt nie miał zamiaru rezygnować z zakupionego miejsca. A konduktor, stwierdził, że nie może nam pomóc.
Nauczeni przykrym doświadczeniem, zdecydowaliśmy się więcej nie korzystać z TLK. Ale rezygnować z podróży również nie mieliśmy zamiaru. Półtora roku temu do Koszalina postanowiliśmy pojechać wagonem sypialnym w 2 klasie. Mając świadomość, że ogólnodostępne na polskim rynku, wózki dziecięce nie mają szans przejechać pociągowym korytarzem, pożyczyliśmy od znajomych spacerówkę. Klitka z trzema łóżkami, z trudem zmieściła jedną walizkę, plecak, dwie reklamówki i składany wózek. Trudno mi sobie wyobrazić, jak podróżują w tych warunkach trzy dorosłe osoby, z których każda posiada odrębny bagaż.
Odstępy między łóżkami umożliwiały swobodne siedzenie tylko dziecku, dorosły mógł na nich jedynie leżeć. Alternatywą pozostała pozycja stojąca. Wagon nie posiadał możliwości regulowania temperatury, a otwieranie okna w styczniu wchodziło w grę jedynie podczas postojów. Pościel, podobnie jak chodniczek na podłodze, swoim wyglądem, zniechęcała do korzystania z niej. Nasze obawy okazały się uzasadnione. Po długiej podróży, oprócz zmęczenia, pozostała mi czerwona pięta i ból uniemożliwiający chodzenie przez trzy dni naszego pobytu nad morzem. Z lokalnej prasy dowiedziałam się, że nie byłam jedyną szczęśliwą osobą, ugryzioną przez pluskwę. Ten wyjątkowy prezent sprawił, że z wagonów sypialnych wyleczyłam się raz na zawsze.
W przyszłym miesiącu ponownie wybieramy się w podróż. ekspress czy pospieszny? Po takich doświadczeniach wybór jest naprawdę trudny.
Komentarze
zaloguj się aby komentować


