historia jednej fotografii - zaspany przymrozek
![]()
Dzień dziś nie był dla mnie łaskawy. Dzień, a może raczej można powiedzieć noc przed porankiem. Świt. Tak, świt byłby najlepszym określeniem tej pory dnia, która mimo iż jest już rankiem według budzika, to nadal ta pora nie jest jasna i radosna. Zresztą jak można nazwać radosnym stan zaraz po przebudzeniu? Jestem poirytowany, ale sam na siebie. Na mój brak zdecydowania - spać, czy iść fotografować. Jednak raczej pójdę - przynajmniej odegnam ostatnie objęcia Morfeusza, a i tak czeka mnie praca. Rezygnuję z brania statywu - trudno. Będzie jak będzie, ale już zaczyna coraz mocniej świtać. Może się uda "zrobić" coś dobrego "z ręki".
Brak statyw okazał się dobrym pomysłem.
Zdezorientowany na szklanej kostce brukowej, zaczynam tańczyć. Na
szczęście krótko i bez szwanku. Kontuzjowana noga daje o sobie znać, a
ja z duszą na ramieniu i co gorsza bez komórki wybieram trasę. Na
kopalnię soli. Lubię ten odcinek ul. Campi - jest stary, czuć w nim
atmosferę powojennej Bochni, a może nawet jeszcze starszą. Jedynie świeży asfalt
tu nie pasuje, a najbardziej wielkie śnieżynki mrozu na nim.
Świt spełnił moje oczekiwania. Jest zachwycający na tyle, że żałuję braku statywu. Nieliczni tubylcy patrzą na mnie jak na wariata. Cóż Kobierzyn jest niedaleko. Z serii zdjęć wybieram to jedno. Nie jest najlepsze, ale najbardziej mi się podoba. A oto chodzi w fotografii...
Widok przedstawia szyb i ulicę Campi, w tle widać górę Uzbornię w Bochni. Jest za kwadrans siódma - czas wracać do domu i słuchać poranka.
Komentarze
zaloguj się aby komentować


