...i po bólu?
Duża sala do połowy wypełniona zajętymi krzesłami. Siedzący na nich ludzie, ze zmęczeniem i nadzieją w oczach, wpatrują się w kąt pomieszczenia, rzadziej patrzą na wprost. Sala kinowa? teatralna? Słychać krótkie pobrzękiwanie dzwonka. Osoby znajdujące się w pomieszczeniu, nerwowo poruszają się na swoich miejscach. Otwierają się drzwi, w których staje ubrana na biało młoda kobieta. Wyczytuje nazwisko. Wstaje starsza pani, w pośpiechu zbiera leżące przy nogach torby. Znika za białą taflą szklanych drzwi. Kilkanaście minut wyczekiwania, na kolejne znaczące brzęknięcie. W tym czasie można posłuchać rozmów toczonych przy okienku rejestracji. Izba przyjęć.
Młody chłopak z drętwiejącymi trzema palcami u lewej ręki, mężczyzna w sile wieku z prowizorycznym opatrunkiem na głowie, młoda kobieta z silnym bólem brzucha zgięta w pół inna równie młoda osoba z bólem pleców, uniemożliwiającym wyprostowanie, stoi oparta o krzesło, na którym siedzi czterdziestoletni mężczyzna z bólem głowy. Pośród chorych, oczekujących na pierwszą pomoc, znajdują się również bliscy pacjentów, przywiezionych karetką pogotowia.
Szpitalny Oddział Ratunkowy.
Pacjenci leżą na łóżkach w kilku salach, gdzie czekają na wyniki badań oraz wyrok: do domu czy na oddział, a jeśli tak, to jaki. Są osoby, które snują się po korytarzu, by o nich nie zapomniano. Jednak to nic nie daje, każdy musi poczekać na swoją kolej. Do większości pomieszczeń drzwi są uchylone, bądź otwarte na oścież. W jednej sali widać mężczyzn, podłączonych do kroplówek. W drugiej żywo debatujące kobiety, wyjmują z reklamówek kolejne kanapki. Piknik trwa w najlepsze, dołącza do niego mężczyzna, stojący po drugiej stronie szeroko otwartego okna (pewnie mąż którejś pani). Młodziutkie pielęgniarki wózkami inwalidzkimi zawożą kolejne osoby na badania. Są uśmiechnięte i cierpliwe, chociaż potrafią być zdecydowane, gdy trafia im się pacjent, który po raz piąty postanawia opuścić odział.
Na korytarzu nastolatka z usztywnioną w kolanie nogą. Kawałek dalej na szpitalnym wózku chłopak w podobnym wieku - złamał nogę w kostce. Oboje są uczniami tej samej klasy warszawskiego gimnazjum. Nieoczekiwane wakacyjne spotkanie.
Wchodzą mundurowi. Przyszli przesłuchać kobietę w kołnierzu na szyi, zdartym naskórkiem na rękach i nogach, z bólem w klatce piersiowej na wysokości mostka. Jechała samochodem z synem... samochód leżał na boku... pomagała wyciągać ludzi z drugiego auta... wie, że syn jest w tym szpitalu na innym oddziale, chyba ma złamaną kość udową... Kobieta dmucha w balonik - 00. Kołnierz jej przeszkadza, chciałaby go zdjąć, musi jechać na badania, siada na wózku inwalidzkim, płacze...
W gabinecie dwudziestoletnia dziewczyna, która z podejrzeniem zapalenia wyrostka robaczkowego, na oddziale jest od południa. Po rozmowie z dwoma specjalistami zostaje zakwalifikowana na oddział ze zdiagnozowaną ostrą niewydolnością nerek. Co ja tu robię?
W środku nocy z korytarza dobiega mnie krzyk awanturującej się kobiety, której mąż jeszcze nie został przyjęty na SOR. Zostaje wyprowadzona przez ochronę. Cisza. Młodziutka pani doktor, mimo zmęczenia wielogodzinnym dyżurem, cierpliwie rozmawia z każdym pacjentem. Pielęgniarka zmywa podłogę, opróżnia kosze na śmieci. Cisza.
Przyszłam, bo podejrzewano wyrostek, na szczęście (a może nieszczęście) to nie to. Nic tu po mnie. Osiem godzin spędziłam w szpitalnej izbie przyjęć w środku lasu. Może gdyby personelu było więcej byłoby szybciej?
Komentarze
-
-
Bardzo dziękuję za ciepłe słowa uznania. Jest mi miło, że mogę dorzucić coś od siebie w Radiu Wnet. Pozdrawiam wakacyjnie:-)
Sylwia Jabs 28.07.2010, 23:04
zaloguj się aby komentować



Pani Sylwio, nie po raz pierwszy czytam z zainteresowaniem. Ma Pani znakomity zmysł obserwacji. Temat jest mi ostatnio bardzo bliski. Na szczeście szpital, do którego często zaglądam jest kameralny, jak na Warszawę, ale personelu też za mało:(