"Imperium"- odcinek 3
![]()
Gogłov z jastrzębia pośpiechem wydobył puchowy kubrak spod śnieżnej pokrywy. Wiedziony nie myślą, rezonem, a zwierzęcym instynktem odrąbał najtwardszym soplem ostatki mięsiwa, które jeszcze kurczowo trzymały się kości ogona wielorybiego. Postanowił skonsumować ochłap w połowie drogi do tajemniczego punktu, który co czas jakiś migotał w tle niczym chowająca się przed myśliwym płocha zwierzyna. Wyruszył. Rodzicielka Gogłova do cna zespoliła się z mroźną naturą. Po niecałym kwadransie od śmierci była już zbitym soplem, który nieruchomo lewitował przytwierdzony na wieki do lodu. Gogłov stał sam pośród białego wszechświata. Mróz skutecznie blokował jego mysli. Nie było w nim ni trwogi, ni nadziei, ni złości. Była pustka, był głód. Była biel, od której gasł wzrok. Jedynym, co mógł zrobic Gogłov to zmrużyć oczy, zerknąć orientacyjnie na czarny punkt, i przeć przed siebie póki sił w nogach stanie. Na początku stawało. Lodowo-śniegowy uścisk zatapiał gołovowskie nogi po uda. Po kilku godzinach cel stał się wyraźniejszy. Nie był to już czarny punkt, lecz rosnąca, czarna spirala. Gogłov przystał na chwilę. O ile wdech był lekkim westchnieniem, o tyle wydechowi towarzyszyły miliony cierni łechcących zdradliwie gardło człowieka śniegu. Jeść!- tylko tyle i aż tyle przyszło Gogłovowi do głowy. Sięgnął po mięsiwo. Niespodziewanie ze śniegu wyłoniła się pięciometrowa, biała bestia. Był to rzadki okaz Burcholda- padlinożercy żywiącego się kałem wielorybów i nimi samymi. Gogłov był zbyt głupi by się bać. Skulił się. Przykrył się śniegiem, a wygłodniałemu potworowi zostawił wszystko, co miał. Snieżne bydle pozostawiło Gogłova w niepomiernym szoku. Minął kwadrans. Drzemiący w kokonie utworzonym ze swego ciała, niemądry człek odnotował coś, co uratowało mu życie. Bestia wydeptała w śniegu wielki korytarz, z góry odsłonięty, który prowadził w okolice czarnej spirali. Gogłov przemówił swymi myślami do lędźwi, trzewi i kończyn. Mózg pozostał nietknięty. Zwierzęcy instynkt nakazał mu biec co tchu przez korytarz w stronę tajemniczego tworu. Ruszył. Bieg przerodził się w nieporadne skoki. Przewrócił się. Wydeptany korytarz był pokryty lodem, toteż Gogłov niczym bezwładna kulka poleciał wraz z jego biegiem. Nie ślizg to był, lecz lot. Poddany siłom zewnętrznym stracił przytomność. Wszechobecna biel przerodziła się w ciemność absolutną Stracił przytomność. Błysk. Swit. Czerń. Potem znowu błysk. Walka niebytu z bytem trwała w jego głowie. W końcu obudził się. Jego oczom ukazał się sięgająca chmur, niewyobrażalnych rozmiarów spirala. Była tak czarna, jak tylko czarna może być czerń. Chwilowa ślepota ogarnęła Gogłova. Czegoś takiego w życiu nie widział. Spowijająca powieki mgła rozstąpiła się. Gogłov dostrzegł w przestworzach przyczepioną do gigantycznej konstukcji flagę, biało-czerwoną... C.D.N.
źródło fotografii:
http://images.google.pl/imgres?imgurl=http://republika.pl/blog_jn_191816/261115/tr/snieg.jpg&imgrefurl=https://www.mojageneracja.pl/10421412/blog/31602601847e228b8321aa&usg=__fbhedXW7fCg7HWVsajadIk9AYM0=&h=270&w=360&sz=16&hl=pl&start=10&um=1&tbnid=PkfariQHmx1a8M:&tbnh=91&tbnw=121&prev=/images%3Fq%3D%25C5%259Bnieg%26hl%3Dpl%26lr%3D%26sa%3DN%26um%3D1
Komentarze
zaloguj się aby komentować


