Już my ci pożyczymy
![]()
Wszystko dzieje się w sposób opisany tysiące razy w różnych religijnych przypowieściach. Najpierw diabeł kusi, a potem odbiera nam duszę, by na koniec wysłać do piekła. „Jestem w niebie”, śpiewa ochrypłym głosem Louis Armstrong, podczas gdy piękny młodzian pomyka wstęgą szos z super laską u boku.
A wszystko to można mieć za jedne tyle i tyle miesięcznej raty. Kuszenie trwa. Nie pękaj, weź kredyt, mamy mini ratę za maxi pożyczkę. Używaj życia. Potem się będziesz martwił. Brak ci gotówki? Jest na to jeden sposób. Pożyczka i na dodatek, kawa gratis. To wszystko w telewizji, w radio, kiedy jedziesz samochodem, na billbordach. Tylko o spłatach nic nie mówią. Proces spłat i egzekucji należności ukrywa się przed klientem jak ubój w rzeźni przed amatorami wędliny.
A to przecież ta sama korporacja, która robiła ci wodę z mózgu żebyś się zadłużył, wynajmuje firmy windykacyjne, kieruje wnioski do sądów, napuszcza komorników. Ludzie-słuchawki, windykatorzy dzwonią, wysyłają sms-y a nawet telegramy. Ich głównym zadaniem jest ciebie zawstydzić albo nastraszyć. A najlepiej i zawstydzić i nastraszyć. Byłeś lekkomyślny kupując samochód. Okazałeś się nieuczciwy. Wyłudziłeś kredyt, którego nie spłacasz. Nieładnie. Cóż z ciebie za człowiek. Uczciwi ludzie tak nie postępują. Taki zapędzony do kąta klient nawet już nie pamięta, że ta sama firma, która go teraz dręczy jeszcze niedawno go kusiła, namawiała wszelkimi sposobami by się zadłużył, kupił, konsumował. Teraz już wie, że się pomylił. Nie jest i nigdy nie będzie tym przystojniakiem z reklamy Toyoty. Jest frajerem i nieudacznikiem. Żyje w rosnącym przerażeniu. Co będzie jak się żona (mąż) dowie? Jak to powiedzieć dzieciom? Co zrobić, kiedy komornik zajmie pół pensji, która i tak przecież nie starczała i z powodu, której się zadłużył, bo była za mała właśnie?
Masz kłopoty? Odzywa się znowu diabeł z pudełka. Nie przejmuj się nasi doradcy finansowi wyciągną cię z kłopotu. Zbyt dużo rat? Za wysokie spłaty? Nie domyka ci się budżet? Rozwiązaniem jest nowy kredyt. Konsolidacyjny. Zamiast kilku rat będziesz płacił jedną. Zaoszczędzisz na odsetkach. No i coś nie coś możesz przy okazji dopożyczyć. Przecież idą święta, urlop. Rodzina spodziewa się, że jak co roku gdzieś wyjedziecie. W telewizji są tylko diabły. Żaden anioł nie mówi o równi pochyłej, o procencie składanym. O tym, że ci od konsolidacji kradną klientów i w końcu zwiększają zwykle ich zadłużenie. Że karta kredytowa to pułapka, a dwie karty to dwie pułapki. Że spłacanie jednej karty drugą, a drugiego kredytu trzecim, w końcu może doprowadzić do licytacji domu, samochodu, całego dorobku życia. Nie, w telewizji nie pokazuje się egzekucji komorniczej tylko propagandę sukcesu. Kto by w końcu chciał oglądać programy o tych, którzy ponieśli porażkę?
Kiedy to jednak nastąpi, gdy żona z dziećmi wyląduje, w dobrych układach u ciotki, a ty zamieszkasz w jakiejś norze pod miastem, zobaczysz w telewizji miłych ludzi, którzy postanowili w trosce o twoje oszczędności dokapitalizować bank, który zdarł z ciebie ostatnią koszulę. Z jakich pieniędzy? No oczywiście z pieniędzy podatników, a więc również twoich. Obok tego, co z każdego nędznego zarobku zabiera ci bank rękami komornika, wpłacisz jeszcze do tego banku dofinansowanie ze swoich podatków, żeby ci, którym się udało i mają coś na koncie, a nie zablokowane puste konto, mogli spać spokojnie. Ale nawet tam, na dnie piekła dopadną cię ludzie-słuchawki i będą wyrażać wielkie zdziwienie, że zalegasz ze 136 ratą kredytu na mieszkanie, które ci już dawno zlicytowano. Bo licytacja była tak sprytnie przeprowadzona, że zarobił komornik, kupiec, a wierzyciel dostał jakieś ochłapy, które od razu „łyknął” na odsetki. Mimo, że komornik odbiera połowę zarobków, albo wszystko jeżeli capnie jakieś dodatkowe zlecenie czy inną chałturę „o dzieło”, to twoje zadłużenie i tak stale rośnie. Jesteś załatwiony. Rozkład pożycia małżeńskiego i rozpad rodziny dokonuje się niejako samo przez się, bo nie macie mieszkania. Rozwód jest kwestią czasu i tych kilkuset złotych żeby go przeprowadzić. Nadszedł już czas najwyższy abyś poszedł do psychiatry. I jeżeli jakimś cudem masz jeszcze ubezpieczenie zdrowotne, to najlepiej zrobisz zapisując się na wizytę. Czekasz 6 miesięcy. Wizyta trwa 10 minut. To za mało, żeby cię przekonać, że warto dalej żyć. Im szybciej umrzesz tym szybciej przestanie rosnąć twój dług.
Piotr Ikonowicz
Komentarze
zaloguj się aby komentować


