Korespondencja Beksińskiego z Dmochowskim, cz.2
autor:
Romuald Bartkowicz
![]()
C.d. Tomu I, lata 1983 - 1995.
Szanowny Panie! Warszawa 15.7.83
Na Boga, trochę za dużo jak dla mnie. Odpowiadam "telegraficznie":
Obrazów z kalendarza VARIMEX, [który drukowano trzy lata] już nie
ma. Cztery z nich ma moja żona, ale ona ich nie sprzeda. Czy mam inne
obrazy w tym typie i czy je robię, tego nie wiem, oraz nawet nie chcę na
taki temat rozmyślać, bo jest to wplątywanie się w układ zależności. Przed
laty miałem klienta, który stale pytał czy mam jeszcze jakiś obraz
erotyczny, w typie takim jak coś tam, co mu raz sprzedałem - wreszcie
znienawidziłem i jego przy okazji znienawidziłem erotyzm w malarstwie
od tej pory przestałem malować obrazy o treści erotycznej - czułem jakby
mi ktoś na sandwicz położył żabę... Żadnych zobowiązań, żadnych
informacji: co jest jakie i kiedy będzie takie jak było, a czy może jest już
jedno takie i tak dalej! Maluję stale w sposób kilkuwątkowy oraz część
obrazów akrylem, a część olejem, co samo z siebie wpływa już na kolor (a
i na to, co jest namalowane), ale tego oczywiście nie da się wyjaśnić
komuś, kto sam nie maluje. W każdym razie ja muszę czuć całym sobą, że
nikt niczego po mnie nie oczekuje, bo inaczej zaczynam czuć na karku
kierat!!! Tak więc lepiej pozostańmy przy układzie jaki był czyli
pośrednictwie galerii. Można by niby zorganizować trwały most
fotograficzny na linii Warszawa - Marly Le Roi, aby sobie Pan na bieżąco
wybierał co Pan chce z tego, co namaluję, ale przecież to musiałby ktoś
dla Pana zrobić! Ja nie będę za żadne pieniądze! O właśnie - pieniądze:
Musiałby Pan poza tym wiedzieć czy ceny Pana urządzają, a one nie będą
niższe niż w galerii. Nie wiem zresztą, co poczciwa Alicja Wahl tam
wymyśla, bo jej nie kontroluję, a ona nie wszystkie obrazy ma ode mnie,
lecz sprzedaje czasem mój obraz, który ktoś zbywa za jej pośrednictwem,
czasem zaś kupuje ode mnie obraz i jako swoją własność może sprzedać
za ile chce i ile wytarguje - te w każdym razie, które są u niej "w
komisie", są podzielone na trzy grupy cenowe, podobnie jak wszystko, co
sprzedaję bez jej pośrednictwa, co sprzedaję (sprzedawałem - bo na razie
zawiesiłem z nimi swój kontakt) przez ARS POLONA za granicę. Musi 17
więc Pan być przygotowany, że są trzy ceny: 500 dolarów, 1000 dolarów i
2000 dolarów. Ta pierwsza jest ceną za obrazy, na których mi najmniej
zależy, ta druga to cena typu "standard", ta trzecia jest to cena za nieliczne
najlepsze w mym odczuciu obrazy i taniej ich nie sprzedam. W zasadzie
może głupio robię, że w ogóle je od czasu do czasu sprzedaję. Cena
złotówkowa to fikcja w tej chwili. W czasach Gierka wynosiła ona mniej
więcej równowartość 300 dolarów, ale w czasach Gierka za złotówki
można było coś dostać i za złotówkową równowartość 300 dolarów
mogłem nabyć na pewno więcej niż za 1000 dolarów na Zachodzie. W tej
chwili nie mogę nie sprzedać za złotówki pewnej ilości obrazów w
Galerii, bo inaczej zainteresują się mną Władze Finansowe (kontakt z
ARS POLONA - jak pisałem - zerwany). Mój roczny dochód jest niestety
obserwowany, a ja naprawdę nie jestem paranoikiem tego typu, z jakim
styka Pana zapewne praktyka sądowa. Polska jest to kraj Neonów, które
reklamują nieistniejące towary, zarobków, które są zasłona dymną, et c et
c taka wieś Potiomkina na dużą skalę. To już lepiej wycenzurować, bo jak
jestem lekko zły to zaraz piszę za wiele - zresztą nie jestem zły na Pana,
lecz na sytuację i fakt, że ja bardzo trudno wyjaśnić komuś zza granicy -
jeszcze Panu tysiąc razy łatwiej niż np. Anglikowi. No, więc tak się
sprawy przedstawiają. Jak już pisałam mogłaby istnieć ewentualność
zorganizowania "mostu fotograficznego", ale to wtedy gdyby Pan był na
dłuższy okres zainteresowany. No i to ktoś musiałby organizować - nie ja,
ja nie mam czasu, nawet w warunkach francuskich, gdzie wszystko da się
załatwić albo w sklepie, albo na telefon, a benzyna jest w każdej stacji i w
każdej ilości. Nie mówię jeszcze o wysyłce, która też nie jest prosta tak,
jeżeli idzie o formalności, jak jeżeli idzie o stronę techniczną, a to
klękanie i modły stolarza by raczył wykonać skrzynkę, a to podobne
modły połączone z tańcem brzucha najmłodszej córki, aby taksówkarz
raczył przyjechał furgonetką: są to kapitalne przyczyny, że wszystko
załatwia mi galeria, a ja nie mam nawet ochoty patrzeć im na palce, czy
przypadkiem nie sprzedają obrazów tańszych jako droższe et c. No to by
było tyle. Pięknie pozdrawiam i reasumując: oczywiście lepiej jest by Pan
w ciemno do Warszawy nie jechał - dla mnie to też byłoby krępujące -
wiele osób, które zebrały kolekcje moich obrazów tego typu [wierzę],
jakie im odpowiadały, robiły to przez kilka lat, wybierając sukcesywnie z
tego, co malowałem. Maluję 20-30 obrazów rocznie i oprawiam je w
kilku [3 - 4] etapach. Zazwyczaj wtedy, gdy powstaje nadmierny tłok
poopieranych o ściany obrazów. W tym okresie obrazy są do oglądania [przedtem nie], ewentualnie dostarczane są po jednym czy dwa do galerii
et c. Ostatecznie mógłby je ktoś dla Pana w tym okresie fotografować, a ja
wstrzymywałbym się na 3 tygodnie [termin wielokrotnie sprawdzony i
realny] do momentu pańskiego telefonu i potem uważałbym obraz za
kupiony przez Pana i odkładałbym "za szafą" na moment pańskiego
przyjazdu lub też dla pośrednika zajmującego się kupnem i wysyłką na
pański adres. Ale to wymagałoby doszlifowania i to tylko w tym
wypadku jeśli rzeczywiście ma Pan na to ochotę w świetle istniejących
układów. Tym razem definitywnie już kończę i serdecznie pozdrawiam
Beksiński
Paryż 24 lipca 1983
Szanowny Panie,
Przed chwila otrzymałem list Pana. Dowcipny, złośliwy (nie pod
moim adresem), precyzyjny i jasny.
Doskonale rozumiem Pana stanowisko. Toteż całkowicie poddaję
się Jego warunkom. Nie stawiam żadnych pytań, co do typu,
kolorów czy rozmiaru obrazów. Pana ceny nie będą z żadnym
wypadku dyskutowane. W zamian oczywiście nie podejmuję sam żadnych zobowiązań. Czy w takich warunkach gotów byłby Pan
przyjąć mnie i pokazać mi swoje obrazy w drugiej połowie sierpnia?
Jeżeliby data nie odpowiadałaby Panu proszę zaproponować inną,
a dostosuję się
Na koniec i na marginesie dodam, iż nie mogę odżałować, że gdy
lat temu 8 - 9 zobaczyłem po raz pierwszy Pana obrazy (a przecież
natychmiast doceniłem ich wagę) byłem jeszcze biednym
studentem i nie mogłem wykupić ich jak największej ilości, choć
cena ich była o ileż przystępniejsza a moje życie o tyleż mniej
skomplikowane.
Ktoś w Warszawie, kto twierdził, iż z daleka zna Pana wspomniał
mi, iż jest Pan amatorem płyt. By odkupić się za przedłużającą
korespondencję, (która przecież odrywa Pana od pracy a nic w
zamian nie przynosi na razie) z wielka radością dołożyłbym małą
cegiełkę do na pewno już bogatej kolekcji. Jaką?
Pozdrawiam Szanownego Pana najserdeczniej i składam Mu
wyrazy głębokiego podziwu
Piotr Dmochowski
Szanowny Panie! Warszawa 14.8.83
Pański list datowany z dnia 24 ubiegłego miesiąca otrzymałem wczoraj
wieczorem. Nie byłem nigdzie na urlopie i nie przeleżał się w skrzynce.
Po prostu tak go doręczono, co nie jest specjalnie dziwne gdyż chyba
poprzednie Pańskie listy też nie przybywały zbyt szybko, tyle, że nie
sprawdzałem tego. Tak więc o ile umówimy się jak Pan proponuje w
drugiej połowie sierpnia to zapewne będzie do tego celu trzeba cofnąć
czas, gdyż nie sądzę by mój list, który wyślę jutro, dotarł do Paryża przed
początkiem września. Chyba, że w tamtą stronę idzie szybciej. W każdym
razie ja jestem w Warszawie zarówno przez cały sierpień jak i przez cały
wrzesień - być może w końcu września wyjadę na dwa dni do Sanoka i
Dynowa by przywieść moją mamę i teściową z wakacji. Nie wykluczam
też wyjazdów losowych, których nie można przewidzieć, dlatego też
proponowałbym by Pan uprzedził telefonicznie na numer 47-05-87. Nie
wiem czy proponowałem Panu w liście poprzednim [czy tylko myślałem
na ten temat] coś w rodzaju "mostu fotograficznego". Tzn. by ktoś dla
Pana wykonywał kolorowe zdjęcia z wszystkiego, co spływa z taśmy
produkcyjnej, a Pan rezerwowałby sobie w oparciu o zdjęcia te obrazy,
które Pan kupuje. Transakcję finalizować można by raz w roku bez
tracenia czasu i kłopotów związanych z przyjazdem do Warszawy.
Dawałoby to Panu możność wybrania tego, co Panu najbardziej
odpowiada, zaś dla mnie nie byłoby kłopotliwe pod warunkiem, że
fotograf nie zawracałby mi głowy co miesiąc, tylko powiedzmy trzy razy
do roku gdy oprawiam, podpisuję grupę obrazów. Robię to zawsze hurtem
gdyż zajmuje mniej czasu, a przed tym obrazy trzymam umocowane w
takich uchwytach dookoła pracowni, która jest ciasna jak kabina
kosmiczna. Gdy miejsca na uchwytach zabraknie oprawiam wszystko, co
zrobiłem, poczym dopiero niektóre przekazuje galerii. Ale oczywiście jak
Pan zechce. Będzie mi miło poznać Pana osobiście - miałbym jednak
wyrzutu gdyby jechał Pan na darmo, stąd propozycja "mostu
fotograficznego". Pięknie pozdrawiam i czekam na telefon.
Beksiński.
PS. Pięknie dziękuję za miłą propozycję kupienia jakiejś płyty, ale mam
chyba wszystko, co mieć chciałem, a ostatnio płyty doprowadzają mnie na
skutek swej podatności na uszkodzenia i zabrudzenia, jak też coraz
gorszej jakości tłoczenia do takich stresów [jestem ich użytkownikiem a
nie kolekcjonerem], że jednym wyjściem wydaje się wyrzucenie
wszystkiego i przejście na compact-disc. Z tym, że nie wiem, jaka jest
aktualnie podaż tytułów na rynku, chyba jeszcze niewielka. No i
oczywiście wymaga to kupna nowej aparatury: od gramofonu począwszy,
na boxach skończywszy...
Na fotografii - portret Zdzisława Beksińskiego z lat 80-tych.
Szanowny Panie! Warszawa 15.7.83
Na Boga, trochę za dużo jak dla mnie. Odpowiadam "telegraficznie":
Obrazów z kalendarza VARIMEX, [który drukowano trzy lata] już nie
ma. Cztery z nich ma moja żona, ale ona ich nie sprzeda. Czy mam inne
obrazy w tym typie i czy je robię, tego nie wiem, oraz nawet nie chcę na
taki temat rozmyślać, bo jest to wplątywanie się w układ zależności. Przed
laty miałem klienta, który stale pytał czy mam jeszcze jakiś obraz
erotyczny, w typie takim jak coś tam, co mu raz sprzedałem - wreszcie
znienawidziłem i jego przy okazji znienawidziłem erotyzm w malarstwie
od tej pory przestałem malować obrazy o treści erotycznej - czułem jakby
mi ktoś na sandwicz położył żabę... Żadnych zobowiązań, żadnych
informacji: co jest jakie i kiedy będzie takie jak było, a czy może jest już
jedno takie i tak dalej! Maluję stale w sposób kilkuwątkowy oraz część
obrazów akrylem, a część olejem, co samo z siebie wpływa już na kolor (a
i na to, co jest namalowane), ale tego oczywiście nie da się wyjaśnić
komuś, kto sam nie maluje. W każdym razie ja muszę czuć całym sobą, że
nikt niczego po mnie nie oczekuje, bo inaczej zaczynam czuć na karku
kierat!!! Tak więc lepiej pozostańmy przy układzie jaki był czyli
pośrednictwie galerii. Można by niby zorganizować trwały most
fotograficzny na linii Warszawa - Marly Le Roi, aby sobie Pan na bieżąco
wybierał co Pan chce z tego, co namaluję, ale przecież to musiałby ktoś
dla Pana zrobić! Ja nie będę za żadne pieniądze! O właśnie - pieniądze:
Musiałby Pan poza tym wiedzieć czy ceny Pana urządzają, a one nie będą
niższe niż w galerii. Nie wiem zresztą, co poczciwa Alicja Wahl tam
wymyśla, bo jej nie kontroluję, a ona nie wszystkie obrazy ma ode mnie,
lecz sprzedaje czasem mój obraz, który ktoś zbywa za jej pośrednictwem,
czasem zaś kupuje ode mnie obraz i jako swoją własność może sprzedać
za ile chce i ile wytarguje - te w każdym razie, które są u niej "w
komisie", są podzielone na trzy grupy cenowe, podobnie jak wszystko, co
sprzedaję bez jej pośrednictwa, co sprzedaję (sprzedawałem - bo na razie
zawiesiłem z nimi swój kontakt) przez ARS POLONA za granicę. Musi 17
więc Pan być przygotowany, że są trzy ceny: 500 dolarów, 1000 dolarów i
2000 dolarów. Ta pierwsza jest ceną za obrazy, na których mi najmniej
zależy, ta druga to cena typu "standard", ta trzecia jest to cena za nieliczne
najlepsze w mym odczuciu obrazy i taniej ich nie sprzedam. W zasadzie
może głupio robię, że w ogóle je od czasu do czasu sprzedaję. Cena
złotówkowa to fikcja w tej chwili. W czasach Gierka wynosiła ona mniej
więcej równowartość 300 dolarów, ale w czasach Gierka za złotówki
można było coś dostać i za złotówkową równowartość 300 dolarów
mogłem nabyć na pewno więcej niż za 1000 dolarów na Zachodzie. W tej
chwili nie mogę nie sprzedać za złotówki pewnej ilości obrazów w
Galerii, bo inaczej zainteresują się mną Władze Finansowe (kontakt z
ARS POLONA - jak pisałem - zerwany). Mój roczny dochód jest niestety
obserwowany, a ja naprawdę nie jestem paranoikiem tego typu, z jakim
styka Pana zapewne praktyka sądowa. Polska jest to kraj Neonów, które
reklamują nieistniejące towary, zarobków, które są zasłona dymną, et c et
c taka wieś Potiomkina na dużą skalę. To już lepiej wycenzurować, bo jak
jestem lekko zły to zaraz piszę za wiele - zresztą nie jestem zły na Pana,
lecz na sytuację i fakt, że ja bardzo trudno wyjaśnić komuś zza granicy -
jeszcze Panu tysiąc razy łatwiej niż np. Anglikowi. No, więc tak się
sprawy przedstawiają. Jak już pisałam mogłaby istnieć ewentualność
zorganizowania "mostu fotograficznego", ale to wtedy gdyby Pan był na
dłuższy okres zainteresowany. No i to ktoś musiałby organizować - nie ja,
ja nie mam czasu, nawet w warunkach francuskich, gdzie wszystko da się
załatwić albo w sklepie, albo na telefon, a benzyna jest w każdej stacji i w
każdej ilości. Nie mówię jeszcze o wysyłce, która też nie jest prosta tak,
jeżeli idzie o formalności, jak jeżeli idzie o stronę techniczną, a to
klękanie i modły stolarza by raczył wykonać skrzynkę, a to podobne
modły połączone z tańcem brzucha najmłodszej córki, aby taksówkarz
raczył przyjechał furgonetką: są to kapitalne przyczyny, że wszystko
załatwia mi galeria, a ja nie mam nawet ochoty patrzeć im na palce, czy
przypadkiem nie sprzedają obrazów tańszych jako droższe et c. No to by
było tyle. Pięknie pozdrawiam i reasumując: oczywiście lepiej jest by Pan
w ciemno do Warszawy nie jechał - dla mnie to też byłoby krępujące -
wiele osób, które zebrały kolekcje moich obrazów tego typu [wierzę],
jakie im odpowiadały, robiły to przez kilka lat, wybierając sukcesywnie z
tego, co malowałem. Maluję 20-30 obrazów rocznie i oprawiam je w
kilku [3 - 4] etapach. Zazwyczaj wtedy, gdy powstaje nadmierny tłok
poopieranych o ściany obrazów. W tym okresie obrazy są do oglądania [przedtem nie], ewentualnie dostarczane są po jednym czy dwa do galerii
et c. Ostatecznie mógłby je ktoś dla Pana w tym okresie fotografować, a ja
wstrzymywałbym się na 3 tygodnie [termin wielokrotnie sprawdzony i
realny] do momentu pańskiego telefonu i potem uważałbym obraz za
kupiony przez Pana i odkładałbym "za szafą" na moment pańskiego
przyjazdu lub też dla pośrednika zajmującego się kupnem i wysyłką na
pański adres. Ale to wymagałoby doszlifowania i to tylko w tym
wypadku jeśli rzeczywiście ma Pan na to ochotę w świetle istniejących
układów. Tym razem definitywnie już kończę i serdecznie pozdrawiam
Beksiński
Paryż 24 lipca 1983
Szanowny Panie,
Przed chwila otrzymałem list Pana. Dowcipny, złośliwy (nie pod
moim adresem), precyzyjny i jasny.
Doskonale rozumiem Pana stanowisko. Toteż całkowicie poddaję
się Jego warunkom. Nie stawiam żadnych pytań, co do typu,
kolorów czy rozmiaru obrazów. Pana ceny nie będą z żadnym
wypadku dyskutowane. W zamian oczywiście nie podejmuję sam żadnych zobowiązań. Czy w takich warunkach gotów byłby Pan
przyjąć mnie i pokazać mi swoje obrazy w drugiej połowie sierpnia?
Jeżeliby data nie odpowiadałaby Panu proszę zaproponować inną,
a dostosuję się
Na koniec i na marginesie dodam, iż nie mogę odżałować, że gdy
lat temu 8 - 9 zobaczyłem po raz pierwszy Pana obrazy (a przecież
natychmiast doceniłem ich wagę) byłem jeszcze biednym
studentem i nie mogłem wykupić ich jak największej ilości, choć
cena ich była o ileż przystępniejsza a moje życie o tyleż mniej
skomplikowane.
Ktoś w Warszawie, kto twierdził, iż z daleka zna Pana wspomniał
mi, iż jest Pan amatorem płyt. By odkupić się za przedłużającą
korespondencję, (która przecież odrywa Pana od pracy a nic w
zamian nie przynosi na razie) z wielka radością dołożyłbym małą
cegiełkę do na pewno już bogatej kolekcji. Jaką?
Pozdrawiam Szanownego Pana najserdeczniej i składam Mu
wyrazy głębokiego podziwu
Piotr Dmochowski
Szanowny Panie! Warszawa 14.8.83
Pański list datowany z dnia 24 ubiegłego miesiąca otrzymałem wczoraj
wieczorem. Nie byłem nigdzie na urlopie i nie przeleżał się w skrzynce.
Po prostu tak go doręczono, co nie jest specjalnie dziwne gdyż chyba
poprzednie Pańskie listy też nie przybywały zbyt szybko, tyle, że nie
sprawdzałem tego. Tak więc o ile umówimy się jak Pan proponuje w
drugiej połowie sierpnia to zapewne będzie do tego celu trzeba cofnąć
czas, gdyż nie sądzę by mój list, który wyślę jutro, dotarł do Paryża przed
początkiem września. Chyba, że w tamtą stronę idzie szybciej. W każdym
razie ja jestem w Warszawie zarówno przez cały sierpień jak i przez cały
wrzesień - być może w końcu września wyjadę na dwa dni do Sanoka i
Dynowa by przywieść moją mamę i teściową z wakacji. Nie wykluczam
też wyjazdów losowych, których nie można przewidzieć, dlatego też
proponowałbym by Pan uprzedził telefonicznie na numer 47-05-87. Nie
wiem czy proponowałem Panu w liście poprzednim [czy tylko myślałem
na ten temat] coś w rodzaju "mostu fotograficznego". Tzn. by ktoś dla
Pana wykonywał kolorowe zdjęcia z wszystkiego, co spływa z taśmy
produkcyjnej, a Pan rezerwowałby sobie w oparciu o zdjęcia te obrazy,
które Pan kupuje. Transakcję finalizować można by raz w roku bez
tracenia czasu i kłopotów związanych z przyjazdem do Warszawy.
Dawałoby to Panu możność wybrania tego, co Panu najbardziej
odpowiada, zaś dla mnie nie byłoby kłopotliwe pod warunkiem, że
fotograf nie zawracałby mi głowy co miesiąc, tylko powiedzmy trzy razy
do roku gdy oprawiam, podpisuję grupę obrazów. Robię to zawsze hurtem
gdyż zajmuje mniej czasu, a przed tym obrazy trzymam umocowane w
takich uchwytach dookoła pracowni, która jest ciasna jak kabina
kosmiczna. Gdy miejsca na uchwytach zabraknie oprawiam wszystko, co
zrobiłem, poczym dopiero niektóre przekazuje galerii. Ale oczywiście jak
Pan zechce. Będzie mi miło poznać Pana osobiście - miałbym jednak
wyrzutu gdyby jechał Pan na darmo, stąd propozycja "mostu
fotograficznego". Pięknie pozdrawiam i czekam na telefon.
Beksiński.
PS. Pięknie dziękuję za miłą propozycję kupienia jakiejś płyty, ale mam
chyba wszystko, co mieć chciałem, a ostatnio płyty doprowadzają mnie na
skutek swej podatności na uszkodzenia i zabrudzenia, jak też coraz
gorszej jakości tłoczenia do takich stresów [jestem ich użytkownikiem a
nie kolekcjonerem], że jednym wyjściem wydaje się wyrzucenie
wszystkiego i przejście na compact-disc. Z tym, że nie wiem, jaka jest
aktualnie podaż tytułów na rynku, chyba jeszcze niewielka. No i
oczywiście wymaga to kupna nowej aparatury: od gramofonu począwszy,
na boxach skończywszy...
Na fotografii - portret Zdzisława Beksińskiego z lat 80-tych.
Komentarze
zaloguj się aby komentować


