Lwica salonowa, a sędziowskie absurdy
„Lwica salonowa” a świat sędziowskich absurdów.
Łazikowanie po górach. Wylegiwanie się na nadmorskim piasku. Słowem wakacyjna sjesta. W tej sytuacji nie tylko nie pamięta się o żywotnych sprawach państwowej wagi, ale nawet o aferze Rywina, która swego czasu wstrząsnęła rządem SLD.
Na szczęście Jakubowska. Aleksandra Jakubowska. Jej sprawa przypomniała Rywina. Zarazem uświadomiła, że skazana dziś była tylko pionkiem w wielkiej grze o królowanie w polskich mediach. Wierna córa SLD niemal ślepo wykonywała polecenia swych formalnych zwierzchników partyjnych i tych działających zza kulis. Posunęła się nawet do fałszerstwa w ustawie medialnej, dając tym wyraz nie tylko zdyscyplinowania, ale przede wszystkim cynizmu i poczucia bezkarności. Była tylko płotką. I wyrok jest taki. Innych, którzy musieliby dostać wielokrotnie wyższe wyroki, zabrakło na ławie oskarżonych. Co świadczy tylko o braku profesjonalizmu naszych organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości. Postawa prokuratorów i sędziów często doprowadzona jest do absurdu. Wyobraźmy sobie, że sędzia widzi w tramwaju złodzieja, który sięga do kieszeni innego pasażera. Wyciągnięty portfel złodziej przekazuje swojemu wspólnikowi, który wyskoczył z pojazdu. Poszkodowany podnosi krzyk, że został okradziony. Jak reaguje sędzia? Mówi, że uwierzy krzyczącemu, jak mu dostarczy dowód kradzieży - portfel w ręce złodzieja. Według takiego samego schematu polscy sędziowie żądają dowodów na sali sądowej.
Z takiej to oto przyczyny ze wszystkich uczestników wielkiej afery, skazana została tylko
„lwica salonowa”. Powiedzmy od razu – taniego salonu. Bo też tani był gust lwicy, wystawiającej na łakomy wzrok gawiedzi politycznej lewicy, swoją pierś. Jak na wiejskim jarmarku wylewała się ona buńczucznie spod przeźroczystego tiulu.
Komentarze
zaloguj się aby komentować


