Mołdawia - rękopisy nie płoną?
![]()
Pamiętacie państwo co napisał Michaił Bułhakow? Tym razem nie do końca chodzi o rękopis ale... to, co wyszło spod piór ojców mołdawskiej niepodległości, rzeczywiście powstanie z ognia!
Deklaracja niepodległości ma wartość nie tylko prawną, ale przede wszystkim symboliczną. Mołdawia oficjalnie ogłosiła niepodległość 27 sierpnia 1991 roku. Jest to zasługa pierwszego kiszyniowskiego parlamentu, który utworzono po pierwszych demokratycznych wyborach z lutego i marca 1990 roku. Do sejmu weszło wówczas 380 deputowanych, z których 94 było członkami tzw. Frontu Narodowego. Resztę stanowili komuniści. Swój podpis pod deklaracją złożyło 278 posłów. Warto przypomnieć, że akt przyjęto dopiero po nieudanym sierpniowym puczu w Moskwie, kiedy dla sił narodowych stało się jasne, że odłączenie od Związku Radzieckiego nie pociągnie za sobą groźnej reakcji Kremla. Działalność Partii Komunistycznej została też wówczas zakazana, ale dawni partyjni funkcjonariusze do władzy wrócili prędko i sprawowali ją aż do zeszłego roku.
Unicestwienie i zmartwychwstanie
Zeszłoroczne antykomunistyczne zamieszki w Kiszyniowie przyniosły 7 kwietnia pogrom gmachów prezydentury i parlamentu (na zdjęciu remont budynku dokonywany po kwietniowych wystąpieniach). Szybko się zorientowano, że w powszechnym zamęcie spłonął oryginał deklaracji niepodległości Republiki Mołdawii! Prokuratura Generalna wszczęła - choć dopiero w październiku - postępowanie w tej sprawie. W marcu bieżącego roku udało się w dodatku ustalić, że oprócz deklaracji niepodległości, w tym samym sejfie ogień strawił także oryginał Konstytucji mołdawskiej z 1994 roku.
Powołanemu niedługo po kwietniowych zamieszkach, nowemu, antykomunistycznemu rządowi, utrata symboli wydać się musiała szyderstwem losu. Szybko padł pomysł odzyskania „oryginału deklaracji”. Pomysł zakładał ponowne podpisanie dokumentu przez posłów pierwszego parlamentu. Ceremonia składania autografów miała odbyć się 17 kwietnia, ale brak wypracowanych ram prawnych i udział przewodniczącego parlamentu Mihaia Ghimpu w uroczystościach pogrzebowych Lecha Kaczyńskiego spowodowały opóźnienie.
Ostatecznie w tydzień po uroczystościach w Krakowie, 26 kwietnia, deputowani wybrani w 1990 roku zebrali się aby powtórzyć najważniejszy moment swojej politycznej kariery. Deklaracja niepodległości Republiki Mołdawii została podpisana na nowo!
Nie wszyscy posłowie byli na ceremonii obecni. Z 278 osób pozostało przy życiu 230, z tych aż 20 przebywa poza granicami kraju. Nie wzięli udziału w sesji parlamentarnej także dwaj deputowani komunistów. Według planów pilotującego odzyskiwanie deklaracji towarzystwa „Parlament 90”, w przypadku nieżyjących już posłów zastosowana będzie metoda skanowania i nakładania podpisów na dokument. Tym razem odzyskany akt deklaracji zostanie wydrukowany na materiale, który przetrwa bez problemu przynajmniej 500 lat.
Mołdawia naprawdę niepodległa?
Tymczasem w tle rozmów na temat deklaracji, coraz częściej słychać, że Mołdawia jeszcze nie odzyskała prawdziwej niepodległości. Chodzi tu przede wszystkim o obecność rosyjskich wojsk w Naddniestrzu oraz energetyczną zależność Kiszyniowa od Moskwy. Poważne debaty wśród członków rządzącej koalicji wywołał ostatnio problem udziału tymczasowego prezydenta (i zarazem przewodniczącego parlamentu) Mihaia Ghimpu w moskiewskich uroczystościach organizowanych z okazji 65. rocznicy zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami. Ghimpu ostatecznie odrzucił zaproszenie Dmitrija Miedwiediewa, ponieważ, zdaniem mołdawskiego polityka, nie można zapomnieć deportacji i głodu do których doprowadziła sowiecka okupacja. Przez Plac Czerwony przemarszuje więc tylko mała, 70-osobowa jednostka mołdawskich żolnierzy.
Czy tym razem po podpisaniu aktu niepodległości Mołdawia rzeczywiście potwierdzi swą suwerenność?
Ion Macovei, Franciszek Rapacki
Komentarze
zaloguj się aby komentować


