Nie wiem, w czym leży różnica, ale nasza holenderska polonia stała się naszą drugą rodziną. Wiemy, że możemy na siebie liczyć (bo na kogo innego moglibyśmy...?), na Wielkanoc mamy wspólne wielkie śniadanie i choć różnimy sie i wykształceniem i zainteresowaniami, to mamy wspólne to, że jesteśmy w podobnej sytuacji. I to nie znaczy, że spotykamy się codziennie i że nie mamy lokalnych znajomych, ale jakoś tak jest nam łatwiej zawracać głowę ziomalowi, jak potrzebna jest prawdziwa pomoc... Ale może to Holandia, a może fakt, że wszyscy pracujemy tu w swoich zawodach i że wyjazd byl dla nas wyborem a nie koniecznścią.
Nie wiem, w czym leży różnica, ale nasza holenderska polonia stała się naszą drugą rodziną. Wiemy, że możemy na siebie liczyć (bo na kogo innego moglibyśmy...?), na Wielkanoc mamy wspólne wielkie śniadanie i choć różnimy sie i wykształceniem i zainteresowaniami, to mamy wspólne to, że jesteśmy w podobnej sytuacji. I to nie znaczy, że spotykamy się codziennie i że nie mamy lokalnych znajomych, ale jakoś tak jest nam łatwiej zawracać głowę ziomalowi, jak potrzebna jest prawdziwa pomoc... Ale może to Holandia, a może fakt, że wszyscy pracujemy tu w swoich zawodach i że wyjazd byl dla nas wyborem a nie koniecznścią.