NIEWIDZIALNI
![]()
Facet z Instytutu Adama Smitha twierdzi, w debacie telewizyjnej, że występowanie w sądach pracy w obronie osób zwalnianych za działalność związkową to „awanturnictwo”. Władze Uniwersytetu im. Marii Skłodowskiej-Curie, niczym w stanie wojennym, robią „śledztwo” w sprawie, kto i na jakim sprzęcie wydaje „Curier UMCS”, będący głosem załogi, która zbuntowała się przeciw zastąpieniu czterystu pracowników obsługi przez firmę IMPEL. Komornik podczas eksmisji żąda od straży miejskiej by uśpiła psa eksmitowanej lokatorki, bo przeszkadza mu szczekanie. Sędzia podczas rozprawy eksmisyjnej namawia lokatora, żeby się wyniósł z mieszkania, bo „przecież właściciel chce je odzyskać”. Kościelna fundacja odbiera bezdomnemu kalece całą rentę w zamian za kąt do spania. Prezydent Bytomia uważa, że słuszną karą za nie płacenie czynszu jest zapakowanie eksmitowanych do specjalnie w tym celu utworzonego getta złożonego z kontenerów. Pracownik socjalny zwraca się na „ty” do kobiety zgłaszającej się po pomoc, w słowach pełnych najwyższej pogardy i lekceważenia. Ksiądz dobrodziej chce „resocjalizować” kobiety uciekające przed bijącymi mężami i każe im się modlić w dolnym kościele, z dala od bogobojnych parafian. Inny dobrodziej odmawia pochówku biedaczce, której nie stać na „co łaskę” i radzi jej „trzymać w lodówce” matkę nieboszczkę.
Oni wszyscy wierzą w zbawienną eugenikę opartą na selekcji naturalnej, dyscyplinę opartą na strachu, motywacyjną siłę niedostatku, wolną konkurencję, policję, monitoring, kary cielesne, wysokie wyroki, hossę na giełdzie, święte prawo własności i elastyczne formy zatrudnienia. I oczekują nadejścia inwestora katarskiego w chwale.
W ich świecie ubóstwo jest grzechem, bogactwo zasłużoną nagrodą. Siła prawem, praca towarem, a własność licencją na zabijanie. Powiadają nawet: Tyle praw, ile własności.
Ten pierwszy, pionier, który wytyczył działkę na bezkresnej prerii, ogrodził i napisał „własność prywatna” był złodziejem. Ukradł, wziął sobie coś, co przedtem należało do wszystkich. Własność daje władzę nad innymi. Ja mam, a ty u mnie pracujesz. Robię z tobą, z twoim czasem, co zechcę, bo inaczej zdechniesz z głodu. Teren prywatny jak obóz zagłady, jak więzienie kojarzy się z drutem kolczastym, murem, wszechobecnymi oczami kamer szpiclujących najmniejszy nawet ruch. W miarę jak rosną ich, właścicieli prawa, ich własność, kurczy się nasz obszar wolności. Agora, rynek, miejsce obywateli, wspólne miejsce gdzie jesteśmy razem, równi. Domy komunalne przejmują dawni właściciele, wykupują na własność lokatorzy. Osiedla są grodzone. Wiesza się tabliczki, że teren prywatny. A wśród licznych murów, którymi otacza się każdy najlichszy nawet blok, nie razi już tak bardzo mur Mokotowa. Ot jeszcze jedno odgrodzone osiedle…
Za pieniądze się modlą i rządzą za pieniądze sponsorów. Za pieniądze się kochają, uśmiechają się i kłamią z ekranów telewizorów. Może jak by tyle nie zarabiali, mniej by kłamali, wyraża przypuszczenie sceptyczny murarz Henio wyłączając telewizyjne wiadomości. Kiedy kłamią między sobą o swoich sprawach, kiedy się kłócą i obrzucają błotem, to nic nas to nie obchodzi. Gorzej, gdy nam mówią: Jest dobrze! Jesteście szczęśliwi! Bo to znaczy, że jesteśmy niewidzialni. My pracujący po kilkanaście godzin na dobę za głodową pensję. Zwalniani bez odprawy z pracy na czarno, wyrzucani z mieszkań do zatęchłych nor, tracący zmysły i władzę rodzicielską. My, którzy przegraliśmy z kretesem w wyścigu szczurów, właściwie nie istniejemy upchani do piwnicznych izb, kontenerów, przytułków, oddziałów psychiatrycznych i poczekalni dworcowych, nie istniejemy. Nie ma nas, nie ma problemu. I wy wszyscy głupawo uśmiechnięci wcale nie jesteście o włos od podzielenia naszego losu. Bo tak wam mówią, ci którzy nas nie widzą i nie zobaczą dopóki nie skoczymy im do gardeł.
Piotr Ikonowicz
Komentarze
zaloguj się aby komentować



Czy to jest radio, czy kontynuacja Trybuny?