O co nam w właściwie chodzi w życiu?
autor:
Julian Brudzewski
![]()
Czy kto chce, czy nie, każdy z nas musi co jakiś czas odpowiadać sobie na pytanie, **o co mu właściwie w życiu chodzi**. Naturalnie, można od tego pytania uciekać, można go zagłuszać, jednak zawsze gdzieś w głębi nas pozostanie potrzeba istnienia jakiegoś sensu naszych starań, cierpień, porażek, a w końcu starzenia się i śmierci. Sensu życia poszukiwały miliony ludzi i dzięki temu pojawiły się liczne odpowiedzi. Ale która jest dobra dla mnie? Czy chrześcijańska, która nadaje cierpieniu rangę cnoty (weź swój krzyż i chodź za mną), czy może indyjska (źródłem wszelkiego cierpienia są przywiązania, więc odrzuć przywiązania), a może jakaś jeszcze inna? Skoro od tylu tysięcy lat nie ma zgody co do odpowiedzi na pytanie o sens życia, to czy w ogóle warto się nad tym zastanawiać?
Zawsze chciałem być szczęśliwy. I nie chodziło mi o chwilę szczęścia, lecz – jak to trafnie określił Tatarkiewicz – ogólne zadowolenie z *całości* życia. Życia, które pełne jest trudności, nawet tragedii, które nie jest sielanką, a w dodatku nieuchronnie prowadzi do śmierci. Jak to uzyskać? Kogo zapytać? Jakie księgi przeczytać? Czy to w ogóle da się zrobić?
W tym miejscu niezwykle pomocna okazała się logika: po prostu trzeba pytać tych, którzy *już* to osiągnęli. Rozejrzałem się dokoła w poszukiwaniu ludzi szczęśliwych. Przyznam szczerze, że większość nie była zadowolona z życia, nie mówiąc już o szczęściu. Nawet ich nie pytałem, choć i ci mieli bardzo skrystalizowane przekonanie, co by im zapewniło szczęście. Zwróciłem się raczej do tych, którzy już wiedzieli. Rzecz ciekawa, wszyscy mówili i pisali mniej więcej to samo, i to niezależnie od czasów i kultury. Przyswoiłem sobie tę wiedzę i zastosowałem. Z dobrym skutkiem. Jestem zadowolony z całości życia.
Zanim powiem Wam, jak to zrobiłem i robię codziennie, jeszcze mała uwaga: ja niczego nie głoszę, do niczego nie namawiam, niczego nie nauczam. Po prostu jestem szczęśliwy i mogę opowiedzieć, jak to robię. Jeżeli komuś moje doświadczenia się do czegoś przydadzą, to świetnie. Jednak nie twierdzę, że mam *rację*. Już dawno bowiem zrozumiałem, jak trafna jest uwaga, że „albo chce się mieć rację, albo przyjaciół”. Kochani, jeśli w coś wierzycie, nie bójcie się tego powiedzieć, ale równocześnie uszanujcie wszystkich, którzy Waszych racji nie pojmują, bądź się z nimi nie zgadzają. Wielu uzna moje sugestie za bezwartościowe, ale co szkodzi poczytać o tym, co szczęśliwy człowiek robi, żeby być szczęśliwym.
Komentarze
zaloguj się aby komentować


