o uleganiu psychozie...
![]()
...czyli znowu nieco obrażam, sprawdzając czy żyjecie, bo skoro są komenty pod moimi wpisami, znaczy się, NIE WSZYSCY POMARLI, hura, z czego jestem przeogromnie rad i cieszę się, że nieco wprowadzam ruchu w tym obumarłym towarzystwie.
No dibra, od początku. Stało się, katastrofa lotnicza. Los Pański, pech, błąd pilota, warunki atmosferyczne, czy inne takie, jak zwał tak zwał, Co się stało się nie odstanie. Naród w szoku, jak to, wierchuszka państwa i już ich nie ma. To nasi przyjaciele, to nasi wybrańcy, to prawie pomnikowe postacie, a tu tak nagle.
Ci co na nich pluli i się z nich wyśmiewali jeszcze dzień wcześniej nagle doznają olśnienia, że tak naprawdę ich kochali. Ogłaszają to światu, jakże się mylili, jak im ich brakuje. Wpisują się na blogach, forach internetowych i gdzie popadnie.
Media, net, radio i tv pełne są ekspertów wszelkiej maści, byłych przyjaciół i zażartych wrogów mówiących smętnym głosem, jak im nagle ich brakuje. Żal czysto ludzki z wielką hipokryzją. Wielki czas na lans i na przypomnienie innym o sobie. W barwach żałobnych oczywiście.
Smętna muzyka, przypominanie non stop historii życia tych co pomarli. Flagi do połowy, kir na fladze. Smutek narodowy, ogólne biczowanie. Popiół na głowy.
Hieny cmentarne wyczuwając niezły interesiek produkują na gwałt miliony ton świeczek i lampek. Już pojawiają się zdjęcia pary prezydenckiej. Interes kwitnie. Nie mówiąc o kieszonkowcach,bo oni uwielbiają takie zgromadzenie i ogólny amok, bo brak czujności przy takim smutku.
Depesze z całego świata, DRAMAT POLAKÓW, maile od kontrahentów zagranicznych : bo tam u was wielka strata i łączymy się z wami w smutku, ale kupcie od nas jeszcze to i to. Jak jesteście w szoku, to i kupicie, bo wyłączony u was zmysł postrzegania.
Ludzie pędzą na Krakowskie Przedmieście. Tysiące lampek, tłumy smętnych ludzi, wy popadacie jak oni w jeszcze większy smutek. Robicie zdjęcia, by pamiętać o tym smutku i wywołać sobie kiedyś w przyszłości to wzruszenie. Ach te emocje. Rozsyłacie te zdjęcia, by ludzie na całym wiecie też poczuli, jacy smutni jesteście. Odpalacie TV, radio, internet, a tam relacje z miejsc z których wracacie. Smętna muzyka, relacje reporterów, wspomnienia o zmarłych. Wy popadacie w jeszcze większą rozpacz. Następnego dnia to samo. Schiza narodowa trwa w najlepsze.
A tu zjawia się taki głupek jak ja, taki clown, taki osioł Shrekowy i mówi, że ma to w doopie. I mówi i pisze, że nie warto. Że to głupota tak truć swoją duszę oparami i schizą śmierci. Że na dworze jest wiosna i że słońce świeci. Krzyczy i potrząsa wami. Musi mówić to z wielkim przekonaniem o swojej racji (tak tak kogucie domowy), by nie popaść w paranoje tych, których na swój sposób kocha, czy tylko lubi. Tak moi kochani gamonie, o was to jest pisane obecnie. Obrażam was ile wlezie, czasami nawet wytrącam z równowagi i sprawdzam czy żyjecie.Jeśli boli, znaczy nadzieja istnieje, że smród trupi i psychoza śmierci was nie zeżarła dokumentnie. Wskazuję bezsens waszych działań. Krzyczę na was, by zagłuszyć wasze smętne pieśni i przebić się przez wasz smutek. Dladego krzyczę i dlatego mówię świadomie i z wielką racją, bo chwila mojej wątpliwości oznacza jeszcze większe wasze zatracenie się w Hadesie. MUSZĘ DO WAS KRZYCZEĆ, mój drogi kogucie. Jak kiedyś twoje dziecko lub żona (mam nadzieję, że nie nastąpi to nigdy) ulegnie jakiemuś wypadkowi, to też będziesz krzyczał, by mówili do ciebie, by trzymali kontakt, a nie zapadali się w sobie, w cierpienie. Będziesz ich rozśmieszał i mówił do nich z wielką mocą swojej nieugiętej pewności siebie. Jeszcze wspomnisz moje słowa.
Gdy dziecko jest chore, poświęca mu się masę uwagi, rozwesela się je, puszczając muzykę, opowiadając historie i bajki z dobrym, powtarzam dobrym zakończeniem. Rozśmiesza się je, a nie wspomina, że wiele jeszcze bólu i cierpienia przed nim. A wy jesteście jako te dzieci. Dlatego robię co robię i wiem, co należy. Potrząsam wami, daję wam przykłady, puszczam muzykę, obrażam was, atakuję. Odrywam was od ściany smutku i pokazuję moją durnowatą maskę trefnisia. Nie szanuję waszego smutku ANI TROCHĘ, bo wiem, że śmierć ciała jest mało istotna, przy śmierci duszy. Bo ciało idzie do ziemi, a zatruta śmiercią dusza w żywym ciele oznacza, żeście się stali podobni do trupów chodzących. Daletego to robię i nie oczekuję, że macie być mi wdzięczni, bo trupi jad w was jest i nie dostrzegacie rzeczywistości swymi oczami. Jesteście w amoku śmierci i bronicie się, by w nim pozostać. Dlatego jestem niezłomny w swych racjach i robię co robię.........tyle............
ps.
a gdzie się pochowali, ci katolicy, ci znawcy nauk JP2, ci lekarze dusz, by nadzieję nieść, czyżbym ino ja pozostał na placu boju. Jeśli tak, to muszę to robić z jeszcze większą mocą i przekonaniem.......
Komentarze
zaloguj się aby komentować


