Opowiadanie Beksińskiego: Kronikarz
autor:
Romuald Bartkowicz
![]()
Nieznane obszary talentu Zdzisława Beksińskiego: dzisiaj kolejne opowiadanie.
KRONIKARZ
Byłem i jestem jedynie kronikarzem wydarzeń, nienależącym nigdy do zamkniętego, wielkiego duchem, świata generałów i pułkowników i jeśli byłem czasami dopuszczany do udziału w rozmowach, nawet zapraszany na zebrania sztabowe, to zawsze z całą pokorą i bez niepotrzebnych złudzeń zdawałem sobie sprawę, że jestem tu jedynie w roli dziejopisa, w roli ucha które słyszy, oka które patrzy, ręki i pióra, które jeśli nawet same w sobie nie przeżyją to stworzą w międzyczasie przyczynek do nieśmiertelnej historii, zdadzą sprawę, ukażą pomnik prawdy, opiszą niezłomne sylwetki jej kapłanów. Widziałem tedy zawsze ten pomnik prawdy, oświetlony bądź to skupionym, cichym światłem reflektora, bądź to rozproszonymi błyskami kinkietów, czasem pozostawiony w wielomównym mroku, czasem tylko jako dramatyczna sylwetka odcinający się na tle map sztabowych i portretów dostojników.
Nie dotknąłem nigdy ręką tego pomnika, nie starałem się nawet nigdy doń zbytnio
zbliżyć, naturalnie wcale nie z tego powodu, by dawano mi kiedykolwiek choćby tylko aluzyjnie do zrozumienia, że czynność taka byłaby źle widziana, może niewłaściwie komentowana w sztabie głównym, że mogłaby wpłynąć na stosunek sztabu głównego lub poszczególnych jego członków do mojej osoby i spowodować poddanie rewizji decyzji o przydzieleniu mi odpowiedzialnej i zaszczytnej roli kronikarza, nie skądże znowu, nie dotykałem nie zbliżałem się do pomnika jedynie przez wzgląd i szacunek dla prawdy, dla jej nonkonformistycznego oblicza, dla bezkompromisowego ducha jej treści. Tylko z wrodzonej mi doskonałości i z najwyższą dezaprobatą, powiedziałbym obrzydzeniem, gdyby to słowo nie raziło mnie brakiem umiaru, przytaczam tu nieodpowiedzialne opinie kolportowane w formie lepkich i śliskich zarazem plotek, szeptanych do ucha w kuluarach sztabu przez niektórych oficerów, ludzi którzy zapewne nie dorośli do pełnienia trudnej i poważnej funkcji jaką państwo złożyło na ich barkach. Mówię „zapewne” gdyż do dziś nie mogę niemal uwierzyć, że w tym najbardziej ekskluzywnym gronie najlepszych i najznamienitszych znaleźli się tacy, co swoją postawą przyspieszyli, być może spowodowali tragiczny finał i doprowadzili do pożałowania godnych wypadków dnia dzisiejszego. I gdyby nie heroizm prostego żołnierza, poświęcenie całego narodu, który własne ciało rzucił i własną krew przelał na szalę miłości ojczyzny, gdyby nie nieugięta postawa naszych żon, sióstr i matek, może nie udałoby się nam uratować z pożogi nawet tego co najcenniejsze - honoru i wiary w słuszność sprawy. Nie będę się rozwodził nad szczegółami i nie przytoczę ku powszechnemu pohańbieniu wiadomych mi nazwisk, wspomnę tylko, że do uszu moich doszły absurdalne plotki o tym jakoby pomnik prawdy był z gumy, jakoby był nadymany przez ordynasa przed każdą uroczystością celebracyjną, jakoby raz w czasie takiego nadymania pękł z głośnym hukiem wyrzucając przez okno mapy sztabowe, dwóch generałów i ośmiu pułkowników nie licząc podpułkowników i adiutantów, tak jakby każdemu dziecku w naszym kraju nie było wiadome, że chodziło tu o zbrodniczy zamach śmiertelnego wroga, bombę zegarową, którą nieznana ręka podłożyła w czasie obrad pod stół sztabowy zamierzając w ten sposób zniszczyć to co w naszym narodzie jest niezniszczalne: ducha bojowego i nieugiętą wolę zwycięstwa!
CAŁOŚĆ (plik PDF) TUTAJ
Fotografia Beksińskiego z żartobliwej serii "min". Cytuję za Piotrem Dmochowskim:
Publikuję dziś szereg zdjęć humorystycznych pokazujących „miny” Beksińskiego robione jeszcze za młodych lat. Sam on nie bardzo się tym chwalił bo uważał to za zwykle błazeństwo a na dodatek twierdził, że Witkacy zrobił to lepiej. Na to jednak by pokazać jak, w przeciwieństwie do swojej sztuki, pełen humoru był to człowiek zamieszczam je.
KRONIKARZ
Byłem i jestem jedynie kronikarzem wydarzeń, nienależącym nigdy do zamkniętego, wielkiego duchem, świata generałów i pułkowników i jeśli byłem czasami dopuszczany do udziału w rozmowach, nawet zapraszany na zebrania sztabowe, to zawsze z całą pokorą i bez niepotrzebnych złudzeń zdawałem sobie sprawę, że jestem tu jedynie w roli dziejopisa, w roli ucha które słyszy, oka które patrzy, ręki i pióra, które jeśli nawet same w sobie nie przeżyją to stworzą w międzyczasie przyczynek do nieśmiertelnej historii, zdadzą sprawę, ukażą pomnik prawdy, opiszą niezłomne sylwetki jej kapłanów. Widziałem tedy zawsze ten pomnik prawdy, oświetlony bądź to skupionym, cichym światłem reflektora, bądź to rozproszonymi błyskami kinkietów, czasem pozostawiony w wielomównym mroku, czasem tylko jako dramatyczna sylwetka odcinający się na tle map sztabowych i portretów dostojników.
Nie dotknąłem nigdy ręką tego pomnika, nie starałem się nawet nigdy doń zbytnio
zbliżyć, naturalnie wcale nie z tego powodu, by dawano mi kiedykolwiek choćby tylko aluzyjnie do zrozumienia, że czynność taka byłaby źle widziana, może niewłaściwie komentowana w sztabie głównym, że mogłaby wpłynąć na stosunek sztabu głównego lub poszczególnych jego członków do mojej osoby i spowodować poddanie rewizji decyzji o przydzieleniu mi odpowiedzialnej i zaszczytnej roli kronikarza, nie skądże znowu, nie dotykałem nie zbliżałem się do pomnika jedynie przez wzgląd i szacunek dla prawdy, dla jej nonkonformistycznego oblicza, dla bezkompromisowego ducha jej treści. Tylko z wrodzonej mi doskonałości i z najwyższą dezaprobatą, powiedziałbym obrzydzeniem, gdyby to słowo nie raziło mnie brakiem umiaru, przytaczam tu nieodpowiedzialne opinie kolportowane w formie lepkich i śliskich zarazem plotek, szeptanych do ucha w kuluarach sztabu przez niektórych oficerów, ludzi którzy zapewne nie dorośli do pełnienia trudnej i poważnej funkcji jaką państwo złożyło na ich barkach. Mówię „zapewne” gdyż do dziś nie mogę niemal uwierzyć, że w tym najbardziej ekskluzywnym gronie najlepszych i najznamienitszych znaleźli się tacy, co swoją postawą przyspieszyli, być może spowodowali tragiczny finał i doprowadzili do pożałowania godnych wypadków dnia dzisiejszego. I gdyby nie heroizm prostego żołnierza, poświęcenie całego narodu, który własne ciało rzucił i własną krew przelał na szalę miłości ojczyzny, gdyby nie nieugięta postawa naszych żon, sióstr i matek, może nie udałoby się nam uratować z pożogi nawet tego co najcenniejsze - honoru i wiary w słuszność sprawy. Nie będę się rozwodził nad szczegółami i nie przytoczę ku powszechnemu pohańbieniu wiadomych mi nazwisk, wspomnę tylko, że do uszu moich doszły absurdalne plotki o tym jakoby pomnik prawdy był z gumy, jakoby był nadymany przez ordynasa przed każdą uroczystością celebracyjną, jakoby raz w czasie takiego nadymania pękł z głośnym hukiem wyrzucając przez okno mapy sztabowe, dwóch generałów i ośmiu pułkowników nie licząc podpułkowników i adiutantów, tak jakby każdemu dziecku w naszym kraju nie było wiadome, że chodziło tu o zbrodniczy zamach śmiertelnego wroga, bombę zegarową, którą nieznana ręka podłożyła w czasie obrad pod stół sztabowy zamierzając w ten sposób zniszczyć to co w naszym narodzie jest niezniszczalne: ducha bojowego i nieugiętą wolę zwycięstwa!
CAŁOŚĆ (plik PDF) TUTAJ
Fotografia Beksińskiego z żartobliwej serii "min". Cytuję za Piotrem Dmochowskim:
Publikuję dziś szereg zdjęć humorystycznych pokazujących „miny” Beksińskiego robione jeszcze za młodych lat. Sam on nie bardzo się tym chwalił bo uważał to za zwykle błazeństwo a na dodatek twierdził, że Witkacy zrobił to lepiej. Na to jednak by pokazać jak, w przeciwieństwie do swojej sztuki, pełen humoru był to człowiek zamieszczam je.
Komentarze
zaloguj się aby komentować


