Pałac
![]()
Poniedziałek - ostatni dzień urlopu ojcowskiego. Na przedpołudniowy spacer wybraliśmy się na ulicę Mickiewicza 49. To tam, obok kwiatów i zniczy, przyniesionych przez innych mieszkańców Żoliborza, postawiliśmy nasz znicz pamięci.
Rezygnując z poobiedniej drzemki naszych dzieci, zdecydowaliśmy się pojechać przed Pałac Prezydencki. Nasz prawie 3-letni synek był bardzo podekscytowany. Wiedział, że metrem dojedzie do pałacu, przy którym stoją żołnierze i harcerze. Choć zmęczony, bardzo chciał postawić „nicz”, jak przy grobie księdza Jerzego.
W drodze z placu Bankowego na Krakowskie Przedmieście, zaskoczyły nas tłumy, z którymi mijaliśmy się w poniedziałek przed godziną 16. Wydawało mi się, że unikniemy ścisku, gdyż ludzie będą w pracy. Nie doceniłam współobywateli. Napływający zewsząd tłum, spowodował, że rozłączyliśmy się już przy Hotelu Europejskim. Mąż zniknął z aparatem, zostawiając mnie z dwójką dzieci. Po dłuższej chwili, udało nam się odnaleźć, by po paru minutach znów stracić się z oczu. Rozdzieliliśmy się unoszeni prądem ludzkiego potoku. Wąziutką dróżką płynęły ludzkie sylwetki w obu kierunkach. Byłam przekonana, że mąż niosąc synka na rękach, idzie tuż za mną, że widzi jak rezygnuję z dalszego marszu, dostrzegając wolną przestrzeń przy stanowisku obcej telewizji.
Zostałyśmy same, z aparatem i komórką męża w wózku. Stojąc w bramie Pałacu Potockich, nerwowo wypatrywałam moje zguby. Przyjechałam, by poczuć atmosferę jedności w smutku i osieroceniu, a stałam na wprost pałacu wściekła i totalnie bezradna. W pewnym momencie dotarło do mnie, że nie jestem jedyną matką z małym dzieckiem w wózku. Wokół znajdowało się wiele rodzin z większymi oraz całkiem malutkimi dziećmi. Wszyscy przyszli pożegnać Prezydenta.
Pomimo ścisku, ludzie nie pchali się, mało tego widząc dziecięcy wózek, zatrzymywali się, by zrobić miejsce, chociaż o wolną przestrzeń naprawdę było trudno. Spokój wrócił wraz z wyłonieniem się z tłumu moich panów. Zmęczeni wspólnymi poszukiwaniami, mogliśmy wreszcie przekazać harcerzowi nasz znicz. Na chwilę głębszej refleksji, tam na miejscu, zabrakło siły. Pozostał jeszcze powrót do domu z dwójką płaczących dzieci.
Tej wyprawy, nasza 10 miesięczna córeczka nie będzie pamiętała. Dla synka było to wielkie przeżycie, gdyż od powrotu sprzed Pałacu Prezydenckiego, maszeruje po domu ze szczotką na ramieniu, co parę kroków stając na baczność, naśladując wartę honorową.
Komentarze
zaloguj się aby komentować


