"Pogoń za zdrowiem"
![]()
W poniedziałek weszła w życie ustawa zakazująca palenia w miejscach publicznych. Należą do nich przychodnie i szpitale, place zabaw i punkty gastronomiczne, pociągi i przystanki.
Na początku wielka radość. Ktoś nareszcie pomyślał o niepalących i ich dzieciach! Powróciły wspomnienia z podróży, o których już w Radio Mam pisałam. Wówczas nie odniosłam się do problemów z brakiem świeżego powietrza. Nie chodziło tylko o zapchaną toaletę, ale także o smrodek ciągnący się za palaczem, a dotkliwie odczuwany jedynie przez niepalących. Podczas naszych rodzinnych wypraw polskimi kolejami, zaopatrywaliśmy się w bilety w wagonie dla niepalących. Jakież było nasze zdziwienie, gdy do przedziału dla niepalących dolatywał dym tytoniowy. Okazało się, że owszem we wszystkich przedziałach obowiązywał zakaz palenia, natomiast korytarz podzielony był na dwie części: część dla palących i niepalących. Podział przejawiał się jedynie w nalepkach na zewnątrz wagonu. Przy jednych drzwiach papieros przekreślony, przy drugich nie. Absurd!
Kiedy dwa tygodnie temu byłam z córeczką w żoliborskiej przychodni (obsypanej nagrodami i wyróżnieniami - zresztą nie bez powodu), miał miejsce nieprzyjemny incydent. W przychodni dla dzieci zdrowych, w toalecie dla personelu, dwie panie z rejestracji, urządziły sobie palarnię. W efekcie poczekalnia przeznaczona dla matek z noworodkami, niemowlętami, młodszymi i starszymi dziećmi, wypełniła się dymem papierosowym. Wydawałoby się, że w takim miejscu i przy takich pacjentach, taka sytuacja nie będzie miała miejsca. A jednak! Może, gdyby paniom groził mandat w wysokości 500 zł, chwilę by się zastanowiły.
Podobnie rzecz się ma na placach zabaw, na których zgodnie z regulaminem, od dawna nie wolno palić pod karą grzywny. I co z tego. Bardzo często pojawiają się rodzice, którzy nie potrafią się powstrzymać i gdzieś na skraju placyku „kurzą” papierosa. Dym leci na bawiące się dzieci, ale rodzice nie widzą problemu, przecież stoją daleko, poza tym „są na powietrzu”. Cóż...
Wydawać by się mogło, że to kultura osobista podpowie palaczowi, kiedy, gdzie i przy kim wypada mu sięgnąć po papierosa. Najwyraźniej istnieje jej deficyt, skoro trzeba uciekać się do kar finansowych. Jednak obawiam się, że na straszeniu pięćset złotowym mandatem się skończy. Na razie prócz policji nikt nie ma prawa karać łamiących prawo, a nie wydaje mi się by wystarczyło funkcjonariuszy do egzekwowania nowego przepisu. Może jestem zbytnią pesymistką, ale gdy sobie przypomnę inne martwe przepisy, to wściekłość mnie ogarnia.
Pewnie będzie jak z zakazem picia alkoholu w miejscach publicznych i środkach transportu, zakazem wyprowadzania psów bez smyczy i kagańca czy nie sprzątaniem psiej kupy, albo parkowaniem na chodniku bez zachowania 1,5 metra odstępu dla przechodniów (pisałam o tym w jednym z moich pierwszych teksów). Wszystkie te wykroczenia można podziwiać na warszawskim Żoliborzu, choć dla mnie pozostaje najpiękniejszą dzielnicą Warszawy.
Do tego wszystkiego jeszcze redaktor Dariusz Rosiak ironizujący w poniedziałkowym Poranku Radia Wnet, który łączy się w żalu z redaktorem „Polityki”, z powodu wejścia w życie nowego przepisu. Otóż Panie Redaktorze, nikt panu Jackowi Żakowskiemu nie odbiera wolnego wyboru. Jeśli publicysta Radia TOK FM „woli umrzeć od dymu”, to proszę bardzo. Nadal może do woli palić we własnym mieszkaniu. Co do lokalu, to owszem powinny istnieć puby dla palaczy. Restauracje i kawiarnie z wydzielonymi miejscami dla palących i niepalących, to pomyłka a raczej wybieg dla właścicieli by nie stracili ani jednych ani drugich.
Zakaz palenia w miejscach publicznych nie dyskryminuje palących. Może natomiast zmobilizuje do spojrzenia nieco dalej, niż czubek własnego nosa. Palacz ma wybór może palić lub nie. Niepalący, idący tym samym chodnikiem co palący, takiego wyboru nie ma. Dym i tak go dopadnie. I kto tu jest dyskryminowany?
Komentarze
-
-
Któregoś razu również napisałam zdawkowy artykuł na ten temat. Niestety, jest to nadal temat dyskusyjny. Dla mnie jednak dyskusji tu nie ma. Nie ulega żadnej wątpliwości, że osoby, którym obojętne jest na kogo dmuchają i kiedy, to osoby egoistyczne i bez poczucia jakiejkolwiek przyzwoitości. Zdania nie zmienię. Bo minęły czasy, kiedy można to było nazwać "dyskryminacją" palących. W XXI wieku wiemy, że jest to rzecz wysoce szkodliwa dla zdrowia palącego i otoczenia, stąd gadanina o dyskryminacji jest na naprawdę niskim poziomie. Na szczęście ciągle są ludzie, dla których zdrowie jest cenniejsze niż złoto i będą długo walczyć o swoje prawa do czystego powietrza, jednocześnie pukając palcem w łeb niedowiarkom. Jeśli chcą się sami truć, nikt im tego nie zabroni (tak jak wielu innych rzeczy), ale nie mają najmniejszego prawa angażować w to innych. PS. - Mam nadzieję, że prędzej, czy później wejdzie ustawa "dyskryminująca" palaczy, jeśli chodzi o składki zdrowotne. Swoje pieniądze wolę przeznaczać na naprawdę potrzebujących.
Anna Mazur 23.11.2010, 20:10
zaloguj się aby komentować



Dariusz Rosiak jest człowiekiem nie tolerującym poglądów poza swoją "tolerancją". W Lublinie samochody zajmują chodnik tak, że nie da się przejechać przez chodnik wózkiem. Dlaczego ja mam być zawsze dyskryminowany przez samolubów?