Polski Przystanek Woodstock jest niebezpiecznym miejscem – twierdzą muzycy z The Prodigy
Wybuchła wielka awantura o organizację festiwalu w Kostrzynie n/O (Lubuskie). Menedżer zespołu The Prodigy zarzucił łamanie standardów bezpieczeństwa na koncercie. Anglików w oskarżeniach niespodziewanie wspomogły też niektóre polskie agencje koncertowe. Jurek Owsiak wściekł się.
Zespół The Prodigy, według organizatora 17. edycji Przystanku Woodstock, Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, miał być tegorocznym filarem i najjaśniejszą gwiazdą festiwalu. Na ich koncert, zamykający Woodstock przybyło 700 tys. osób, co później wywołało paraliż organizacyjny dla Kostrzyna.
Hucznie o zespole zrobiło się w dniu ich koncertu. Występ zawisł na włosku. Anglicy kategorycznie domagali się ustawienia solidnych ochronnych barier przed sceną, odgradzając szczelnym kordonem woodstockowiczów na bezpośredni kontakt z muzykami.
Organizatorzy takich barierek nie mieli, więc w sprinterskim tempie musieli sprowadzić je aż z Wybrzeża.
W trakcie koncertu członkowie zespołu nie grzeszyli taktem i osobistą kulturą. Muzycy pokazywali widowni obsceniczne gesty, używali wulgarnych słów, pluli na scenę. Spora grupa fanów zespołu była skonfundowana i wybita z pantałyku. Swoje niepochlebne opinie o The Prodigy umieszczali na społecznościowych forach.
„The Prodigy zachowywał się jak fujary...” - oceniła Kuba Jankowska. Z kolei „syn sama” dorzucał: „Nigdy więcej takich frajerów”. Żeneta napisała: „Beznadzieja i chamstwo...”, zaś jeden z Woodstockowiczów występ Anglików ocenił: „Ich zachowanie było przejawem typowego chamskiego gwiazdorzenia się, ciągłe powtarzane słowo fu..., okrzyki do tłumu, by się cofnęli, bo inaczej nie będą dalej grać, kazali sobie zgasić ekologiczne światło allegro, które pobiło rekord Guinnessa, pluli na scenę...”
Teraz, kiedy Anglicy znaleźli się w domu, publicznie głos zabrał menedżer zespołu, Karel Hamm. W wydanym oświadczeniu nazwał Przystanek Woodstock „jednym z najbardziej niebezpiecznych miejsc, które odwiedził podczas swojej 25-letniej pracy”. Zarzucił organizatorom złamanie podstawowej zasady bezpieczeństwa stowarzyszenia The European Festival Association YOUROPE, do którego także należy polski Przystanek Woodstock. Zasada ta mówi o standardach bezpieczeństwa jak i o opiece medycznej.
- Przestrzegam wszystkich promotorów i artystów , aby poważnie rozważyli decyzję o udziale w tym festiwalu. Może ona być fatalna w skutkach z powodu niezachowania standardów opieki medycznej oraz bezpieczeństwa zgromadzonej publiczności – grzmiał menedżer w swoim oświadczeniu.
Hamm działania organizatorów określił jako „przestępcze”. Zarzucił, że na festiwalu zostało rannych kilkaset osób.
Co ciekawe, w sukurs niespodziewanie angielskiemu menedżerowi przyszli organizatorzy polskich, komercyjnych i znacznie mniejszych festiwali, agencje: AlterArt, Golthead, GoodMusic i CharmMusic, podnosząc w swoich oświadczeniach kiepskie formy zabezpieczeń na Przystanku Woodstock i ignorowania obowiązujących standardów bezpieczeństwa: ogrodzeń, drug ewakuacyjnych, służ medycznych, itd.
Jurek Owsiak się wściekł.
Zredagował również własne oświadczenie i rozesłał je na wszystkie strony świata. Zapewnia w nim, że Przystanek Woodstock uważany jest za wzór pod względem zabezpieczenia tak dużej imprezy masowej.
- Wbrew temu, co napisał pan Hamm, nikt tu nie został ranny. Nikt nie zginął. Uczestnicy festiwali bezpiecznie i szczęśliwie powrócili do swoich domów – stwierdził. - Pozostał jedynie w nich niesmak po niegodnej postawie zespołu The Prodigy.
Owsiak ponadto przypomniał, że według niedawnych opublikowanych wyników badań przeprowadzonych przez Międzynarodową Agencję Havas Sports & Entertainment, Przystanek Woodstock jest nie tylko jednym z największych festiwali, jest ponadto trzeci najlepiej zorganizowanym festiwalem w Europie.
- Oświadczenie pana Hamma jest niesprawiedliwe, krzywdzące, zawiera nieścisłości oraz niesprawdzone informacje – dorzucił Owsiak.
Na oświadczenie lidera WOŚP raz jeszcze zareagowali Anglicy: menadżer The Prodigy John Fairs i producent zespołu Tony Duckwarth.
„Pan Jerzy Owsiak, organizator Przystanku Woodstock w Polsce, wysunął fałszywe oskarżenia wobec The Prodigy, a także całej ekipy produkcyjnej i reprezentującej zespół” - czytamy w ich oświadczeniu.
Dowodzą ponadto o niezbędnej roli ochronnych barierek. Koniecznością było, według ich, korzystanie z eskorty, aby na czas być na festiwalu, tym bardziej – jak oni obliczyli – na drodze na festiwalowe pole było... „125 tys. podjazdów, co spowodowało ogromne utrudnienia na drodze”.
Organizację Przystanku podsumowały także władze Lubuskiego wraz ze służbami bezpieczeństwa.
Coraz to większa liczba uczestników festiwalu zaczyna być problemem organizacyjnym. Miasto Kostrzyn w dniu masowych wyjazdów uczestników przez cały dzień w zasadzie było sparaliżowane. Niespotykana ilość aut na drodze tworzyła totalne korki.
- W przyszłości należy zmóc udrożnienie dróg ewakuacyjnych na festiwalowym polu – spostrzegła wojewoda Helena Hatka. - Organizator powinien także przygotować specjalne informatory dla uczestników, w których podawano informacje o objazdach, zamykanych drogach oraz parkingach. Potrzebna jest też większa liczba funkcjonariuszy na zakończenie imprezy.
Na 17. edycji Przystanku odnotowano kolejny rekord frekwencji: 700 tys. uczestników. Organizatorzy z kolei twierdzą, że przez trzy dni festiwalu, przewinęło się tu około miliona osób. O takiej też liczbie wspomina policja.
- To ogromne obciążenie dla 18-tysięcznego Kostrzyna – mówi rzecznik prasowy wojewody Paweł Siminiak.- Imprezę zabezpieczało 1572 osoby ze służb, straży i inspekcji. Pomagali im także nasi sąsiedzi zza Odry. Dysponowaliśmy 221 pojazdami. Policja zanotowała 86 zdarzeń, o 34 mniej niż w roku ubiegłym – wylicza. - Straż pożarna interweniowała 891 razy, więcej niż rok temu o 539 raza, inspekcja sanitarna przeprowadziła 145 kontroli, wystawiając mandaty na kwotę 800 zł. Ponad 3 tys. osób oddało 1381 litrów krwi.
Komentarze
zaloguj się aby komentować


