Pomysł na...
![]()
Na powitanie kromka bagietki z plasterkiem szynki, serem i oliwką. Maleńka lampka słodkiego wina Prošek na pożegnanie. Na obiad - talerz chorwacki z oliwkami, szynką długo dojrzewającą, serami słonym i twardym oraz pomidorkami cherry, do tego sałatka z krewetkami z sosem z anchois. Do picia białe wytrawne wino Graševina, które mojemu mężowi przypominało sok jabłkowy. Na deser - super słodkie owoce zapiekane w winie. Mniam! Szkoda, że tak mało...
Chyba po raz pierwszy opuściłam lokal nie przejedzona. Ile razy odwiedzam jakąś sieciową restaurację, wychodzę z bolącym brzuchem oraz przekonaniem, że najadłam się na cały tydzień a widok danej potrawy nie ucieszy mnie przez najbliższy miesiąc. Tym razem było inaczej. Może to zasługa wykonania a może ilości? Z pewnością, atutem chorwackiej winiarni jest jej nie sieciowy charakter.
Pamiętam wizytę w dużej restauracji na Sadybie, gdzie zamówiłam pitę z kurczakiem, frytkami i surówkami. Porcja była przeogromna. Zjadłam mniej niż pół. Nie byłam jedyną osobą, która miała problem z opróżnieniem talerza. Obok biesiadowało czterech rosłych mężczyzn, z których żaden nie zjadł w całości swojej porcji. Wszystkie resztki zostały odniesione przez kelnera, co stało z nimi dalej? Nie mam pojęcia.
Pomysłowością wykazał się żoliborski bar sushi, w którym za określoną kwotę można jeść bez ograniczeń. Są tylko dwa warunki. Zamówienie należy złożyć raz i skonsumować w ciągu godziny. Ewentualne resztki zostaną zapakowane na wynos i doliczone do rachunku. Problem marnowania żywności rozwiązany.
Jest to pomysł godny naśladowania przez restauratorów, którzy mają problem z niedojedzonym zamówieniem. Można również zmniejszyć porcje, albo podwyższyć ceny, by klientowi żal było zostawiać jedzenie. Jest jeszcze jedno wyjście, zatrudnić kucharza, o którego potrawach marzy się już pod koniec pierwszej wizyty. Ja na krewetki wrócę z pewnością. Gorąco polecam!
Komentarze
zaloguj się aby komentować


