Prawdziwi autorzy Pamiętników Dobrego Kota i jego zwyczajnego pana
![]()
Na zdjęciach
U góry: Gagat Wspaniały
Rząd niżej: Haruki w Ulubionej Umywalce, Gagat mocno Zamyślony, Morfi się przeciąga
U dołu: Morfi Ziewający, Chory Morfik, Morfi zdziwiony
Pisząc a raczej przepisując z pamięci Dobrego Kota jego pamiętniki obiecałem Mu, że kiedyś świat więcej się o nim dowie. O Nim i o Innych Kotach, które, zwłaszcza ostatnio, pamiętniki te wspaniale uzupełniały. No chociażby zmieszczę ich zdjęcia, napiszę kilka słów o każdym...
Dobrym Kotem tak naprawdę był czarny jak smoła, potężny Kot Gagat. Właśnie sobie skojarzyłem, skąd pochodzi nazwa mojego radia… I nie tylko radia. Kot Gagat, jak każdy Dobry Kot był też kotem tysiąca imion. Stąd wszystkie moje komputerowe dyski, partycje, nazwy plików, hasła i temu podobne elementy z tamtych lat (minęło już ich 10) brzmią zawsze podobnie: Gruś, Grugrak, Gagaria, Gagatek i jeszcze ze sto w podobnym stylu. Gagat był niewiarygodnie mądry i bardzo dużo myślał. I miał ten wspaniały koci dystans, zawsze wiedział lepiej i z góry, zawsze wychodziło na to, że to on miał rację, tyle tylko, że musiał czasem na tę rację nieco poczekać. Ale Gagat był cierpliwy…
Gagat potrafił wszystko, rozumiał wszystko i był czarnofutrym pełnoprawnym członkiem naszej rodziny. Z podziwu godną kocią zręcznością i elegancją przechodził z balkonu na balkon (ósme piętro) po cieniutkiej balustradzie. Robił to za dnia i w nocy. W nocy było efektowniej - po wejściu do mieszkania, które przecież też było na JEGO terenie - zaczajał się i czekał… Czekał na jakikolwiek ruch śpiących i Bogu ducha winnych sąsiadów. Czekał na uzasadnienie ich upolowania. I polował. Senną nocną ciszę osiedla na rondzie Wiatraczna często przeszywał dość nieparlamentarny okrzyk UPOLOWANEGO sąsiada czy sąsiadki. Tuż po tym coś czarnego śmigało jak strzała z balkonu do mieszkania a za chwil parę mieliśmy rozespanego i zdenerwowanego sąsiada u drzwi. Po wymianie opinii i nieodłącznych przeprosinach następowało poszukiwanie Dobrego Kota, ale ten, jak każdy przedstawiciel tego gatunku, rozpływał się wówczas w przestrzeni i nigdzie, naprawdę nigdzie go nie było, choć mieszkanie nie należało do największych. Za to rano Kot siedział zazwyczaj na środku pokoju i spokojnie lizał spracowaną łapę. Wiedział, że po pierwsze, jest już po wszystkim, po drugie - naprawdę fajnie było i za te kilkanaście godzin znów zrobi się ciemno… Kres Gagacim polowaniom położyła siatka, bezlitośnie i skutecznie oddzielająca nasz balkon od pozostałych. To wtedy Gagat po raz pierwszy nie mógł się nadziwić, czemu zabraniamy mu takiej wspaniałej rozrywki. To, że nie łazimy po balkonach razem z nim w nocy już go nie dziwiło, wiedział już wtedy, że z nami coś jest nie tak, ale nam to wybaczał.
Gagata zabił lokalny pomorski konował, tytułujący się niepotrzebnie weterynarzem. Wykonał zabieg, po którym kot dostał sepsy i mimo iż silny był niewiarygodnie - po kilku dniach z przeraźliwym ostatnim miaukiem - wyzionął kociego ducha. Choć wielu sądzi, że koty ducha nie mają. Może i nie, Gagat miał.
Obiecaliśmy sobie w rodzinie, że już nigdy więcej żadnych kotów ani psów, zwierzaka się kocha nieprzytomnie i okropnie płacze, jak go zły los zabiera.
Ale po kilku latach trafił się koci znajda. Małe, zarobaczone, brudne chudziutkie kociątko. Nie można było kota nie wziąć, nie można było go nie uratować. Uratowaliśmy, choć było naprawdę bardzo ciężko. Ten kot ma na imię Haruki (córka uwielbia Murakamiego) i jest to kot, który mówi. Po prostu. Zaczyna dzień od „dzień dobry” (przeciągłe i radosne „miauuu" i na każde słowo wypowiedziane do niego natychmiast reaguje stosowną odpowiedzią. Zrozumiałość tych dialogów sięga 99 procent, rozmowy te bywają bardzo wyczerpujące i długie. Bo z Harukim jest naprawdę o czym porozmawiać. Haruki też sporo mi dopowiedział do tego pamiętnika.
Haruki lubi się kąpać i je wszystko: bita śmietana, awokado, rodzynki, chipsy z papryką, sałata… No i kocie chrupki, świeże mięso… Jest smakoszem i jeśli czegoś nie je - wiemy, żeśmy po prostu kupili nieodpowiedni towar. Ufamy mu. Zazwyczaj opanowany traci nieco nerwy w skądinąd arcytrudnej sytuacji, gdy ktoś gdzieś coś JE. Bywa że dostaje burę - biegnie wówczas przez całe mieszkanie głośno „pomstując” i żaląc się na takie okrutne traktowanie. Jeśli zostanie upomniany przez córkę - przebiega z jej pokoju do mojego powiadamiając o tym wszystkich - mnie, córkę i sąsiadów. Ma odwagę powiedzieć głośno, że w tym miejscu źle traktują kota! Że tu kota krzywdzą, że nie ma tu żadnej sprawiedliwości. Jeśli upomnę go ja - odprawia identyczną manifestację tyle tylko, że w przeciwną stronę. Haruki jest kryształowo uczciwy - to, że na sam dźwięk otwieranych drzwi od lodówki robi minę kota który nie jadł od dwóch tygodni - to tylko taki jego grymas. Kot jadł, kwadrans temu, ale zawsze mógłby zjeść i teraz. Dziwne doprawdy, że przy takim wiecznym łasuchowaniu Haruki wcale nie jest gruby. Ci, co sprzątają w naszym domu kuwetę wiedzą na czym to polega - ten kot ma podziwu godną wspaniałą przemianę materii…
Trzecim kotem, od którego się wiele o tym świecie często pełnym łez nauczyłem jest Morfeusz. Imię „Morfiego" wskazuje to, co ten kot lubi najbardziej - spokojny i zdrowy, zasłużony po całonocnych harcach koci sen. Morfi przekonał mnie, że nigdy tak nie jest, żeby się nie położyć w jakimś ciepłym i spokojnym (zacienionym) miejscu i choć na chwilę nie zasnąć. Morfi śpi godnie, spokojnie i równo oddycha, co pewien czas kontrolując sytuację jednym okiem, które po stwierdzeniu braku przeszkód do dalszego snu delikatnie się samo zamyka… Haruki potrafi śnić i to same dramaty - szczeka i warczy jak pies, porusza łapami a nawet potrafi ugryźć. Morfi nie - ma może czystsze sumienie, może mniej grzeszne myśli, Morfi w pełni korzysta z dobrodziejstwa snu. Obudzony cudownie się przeciąga, sprawdza uzbrojenie - na chwilę pokazują się pazury w pełnej okazałości i - po chwili zastanowienia, często zwija się w taki sam kłębek i śpi dalej. Śpi często „na Sfinksa” - z wyciągniętymi przednimi łapami. Morfi jest cudnym, młodym kociakiem. Zdenerwowany warczy jak pies a poza tym pija często wodę łapą. Zanurza łapę (wyłącznie prawą) w misce, lekko otrząsa i kieruje ją do pyszczka. I tak kilka razy, do zaspokojenia pragnienia.
Tak naprawdę to jest z tego kota „kawał cholery”, mniej przymilny, bardziej „męski”, nieco chuligan. Ale prześliczny i ukochany. Zmusił nas do podobnego co w poprzednim mieszkaniu rozwiązania - uwielbiał bowiem poszerzać swoje terytorium i zaanektował w tym celu balkon i mieszkanie sąsiadów. Na początku było im miło, bo kociak prześliczny jest. Ale potem, gdy kocim zwyczajem zaczął to terytorium znakować i poprawiać - entuzjazm sąsiadów zmienił się w nieukrywaną wrogość. Jest już w miarę dobrze, ale też tylko dzięki zaporze, której Morfi na szczęście nie może sforsować. Poprawia tylko nasz balkon.
I właśnie Morfi jest teraz ciężko chory. Rokowanie jest bardzo złe, brutalna prawda jest taka, że kotu zostało kilka dni, może tygodni. Kocia białaczka to się nazywa i szanse na wyleczenie są małe. Kot gaśnie i mimo wspaniałej opieki (podziękowania dla Natolińskiej Lecznicy na ul. Belgradzkiej) - nie je, mało pije, istnieje właściwie dzięki codziennym kroplówkom. Wydzwaniamy po znajomych, smsujemy… nie, nie dlatego, że lekarze są niedobrzy - lepszych trudno pewnie w całej Polsce znaleźć, ale łudzimy się, że ktoś może zna kogoś… kto czyni cuda.
Powie ktoś, że są inne tragedie, PRAWDZIWE, choćby ta ostatnia. Mnie też przyszło w ostatnim miesiącu pożegnać dwoje wspaniałych ludzi…
Ale to co sprawia, że człowiekowi zwierzaka tak żal to fakt, że taki cudny kocurek nie rozumie, co się z nim dzieje, nie jest w stanie opowiedzieć, co go boli, nie rozumie, dlaczego golą łapkę i dziurawią brzuszek. Jest tylko po prostu smutny. Tak jak na załączonym zdjęciu.
Jutro Morfik będzie uśpiony.
Ciężko mi będzie napisać kolejny odcinek „Pamiętników Dobrego Kota i jego zwyczajnego pana”.
Komentarze
-
-
" Ta część nieba nazywana jest Tęczowym Mostem. Kiedy odchodzi zwierzę, które było szczególnie bliskie komuś, kto pozostał po tej stronie, udaje się na Tęczowy Most. Są tam łąki i wzgórza, na których wszyscy nasi mali przyjaciele mogą bawić się i biegać razem. Mają tam dostatek jedzenia, wody i słońca; jest im ciepło i przytulnie. Wszystkie zwierzęta, które były chore i stare powracają w czasy młodości i zdrowia; te które były ranne lub okaleczone są znów całe i silne, takie, jakimi je pamiętamy marząc o czasach i dniach, które przeminęły. Zwierzęta są szczęśliwe i zadowolone, z jednym małym wyjątkiem: każde z nich tęskni do tej jedynej, wyjątkowej osoby, która pozostała po tamtej stronie. Biegają i bawią się razem, lecz przychodzi taki dzień, gdy jedno z nich nagle zatrzymuje się i spogląda w dal. Jego lśniące oczy są skupione, jego spragnione ciało drży. Nagle opuszcza grupę, pędząc ponad zieloną trawą, a jego nogi poruszają się wciąż prędzej i prędzej. To ty zostałeś dostrzeżony, a kiedy ty i twój najlepszy przyjaciel wreszcie się spotykacie, obejmujecie się w radosnym połączeniu, by nigdy już się nie rozłączyć. Deszcz szczęśliwych pocałunków pada na twoją twarz, twoje ręce znów pieszczą ukochany łeb; patrzysz znów w ufne oczy swego przyjaciela, który na tak długo opuścił twe życie, ale nigdy nie opuścił twego serca. A potem przekraczacie Tęczowy Most - już razem..." Autor nieznany
ode mnie przeszły już po nim trzy wspaniałe i kochane boksery - Rocky, Heca i Sati...
Monika Wasowska 23.04.2010, 19:28 -
A czy jest i jak się nazywa taki Most, przez który przechodzą wszystkie te nieszczęsne zwierzaki, których nikt nie chciał, które wyrzucono z domu, utopiono czy przywiązano do drzewa w środku lasu skazując tym samym na śmierć? Zwierzaki ze schronisk, smutne, chore i wiecznie głodne wałęsające się kocury?
Przepraszam, najwyraźniej nie jestem dziś w formie.
Grzegorz Morkowski 23.04.2010, 21:17 -
Morfi żyje! Mimo ogromnych cierpień i strasznego wyczerpania "podjął walkę" jak to określają lekarze i z naszą pomocą zaczął troszeczkę jeść. Picie ma w kroplówkach. Straszliwy wyrok, uzasadniony tylko niepotrzebnym cierpieniem kota, został odłożony. Wierzymy, że na zawsze. Szansą dla niego stała się kuracja interferonem, która rozpoczęła się wczoraj.
Boję się zapeszyć, ale nastąpiła widoczna poprawa.
Trzymamy kciuki za kocurka!
Grzegorz Morkowski 25.04.2010, 12:55 -
Mocne kciuki. Znam koty, które pokonały białaczkę, właśnie dzięki interferonowi. Dużo siły dla Morfiego.
Maja Zalewska 25.04.2010, 20:19 -
My też ściskamy kciuki z całych sił!!! Choć nasza Kita nie chorowała na białaczkę, chorowała tak, że szanse były dla niej mizerne. I żyje :) I mamy gorącą nadzieję, że z Morfim będzie tak samo.
A co do karmienia - myśmy karmili Kitę strzykawką (specjalnym jedzeniem o wysokiej zawartości protein). Jak pojęła, że jedzenie jej pomaga to powolutku zaczęła sama jeść. I to był pierwszy krok do powrotu do zdrowia... Mamy nadzieję, że podobnie jest z Morfim.
Agnieszka I Łukasz Szóstek 02.05.2010, 13:27 -
Dzięki wszystkim za Dobre Słowa. Niestety, po dość optymistycznym pierwszym tygodniu terapii kotu zrobiło się gorzej. Cierpi coraz bardziej. Boję się, że czeka nas wkrótce bardzo przykra decyzja. Ale jeszcze nie dzisiaj, ale jeszcze nie jutro... Kota się dziurawi (nawadnia), kota strzykawkuje (leki i papu), kota się głaszcze i uspokaja - ale są to zbyt mizerne środki jak na takie choróbsko.
Prewencyjnie leczy się też drugiego kota, u którego test wykazał to samo paskudztwo. Na razie jest tylko nosicielem, a zaraza może się uaktywnić do 6 roku zycia. Więc dostaje też interferon, co może pozwoli uniknąć mu losu młodszego Przyjaciela.
Grzegorz Morkowski 02.05.2010, 16:37 -
Już po Morfeuszu. Nie poddał się do końca, zabiła go straszna choroba. Pobiegł na swych łapkach, na których odrosło natychmiast ogolone kocie futerko w stronę Tęczowego Mostu. Ryczymy wszyscy aż wstyd...
Grzegorz Morkowski 05.05.2010, 21:42 -
Och - nam jest też tak strasznie przykro... Mielismy nadzieję, że jednak się uda...:/ Wiem, że to niewiele pomoże w takim momencie, ale myślimy o was!!!
Agnieszka I Łukasz Szóstek 05.05.2010, 22:43
zaloguj się aby komentować



Współczuję :(
Poza lecznicą na Belgradzkiej (też tam leczyłam swojego kota), polecam Canfelis na Białołęce. Choć przy zaawansowanej białaczce cudów raczej nie ma.