Rzym - dzień pierwszy
autor:
Maja Wasilewska
Po locie, który rozpoczął się o 6 rano w Pyzrzowicach lądujemy na małym Ciampino. Za pół godziny Rzym – autobus wiezie nas drogą z lotniska: Nowa Appia: pinie nadają krajobrazowi śródziemnomorski ton, w gorącm słońcu rozpostarte niedbale przedmieścia, domy w odcieniach ochry. Do centrum, przejeżdżamy przez stare mury miejskie, plac San Giovanni z patetycznym pomnikiem,.gdzieniegdzie przyciągają wzrok starsze domy, klasycyzm jest uniwersalny jak zawsze. Dworzec Termini – koszmar architektoniczny drugiej połowy ubiegłego wieku, schodzimy do metra: brak ruchomych schodów dla nas, objuczonych sprzetem i walizkami jest trudno zrozumiały, winda nie działa. Jak sobie radę dają niepełnosprawni? Nie widzę ludzi na wózkach. Wagoniki metra obsmarowane sprayem robią przykre wrażenie, zresztą sprayu jest wszedzie pełno, na murach, wystawach, płotach... Barbarzyńscy wandale grasują tu w najlepsze.
Teraz już siedzę na balkonie, wśród zieleni, ładnie tu na Monti Tiburtini. Po sałacie z kaparami i oliwkami oraz rucolą, mięsku i doskonałym miejscowym piwku Peroni osiągamy błogi dosyt. Jest trzynasta, za chwilę udamy się na sjestę. Rolety, nazywane tu persiany spuszczone, jeszcze prysznic i nareszcie do łóżka.
Komentarze
zaloguj się aby komentować


