Rzymskie wakacje, część druga.
autor:
Maja Wasilewska
Przeczekaliśmy najgorszy upał, wyruszyliśmy w miasto po 18-tej. Jako Europejczycy z północy nie jesteśmy w stanie przetrwać w 40-sto stopniowym upale... Niestety wiązało się to z tym, że kościoły i bazyliki o tej porze były już nie do obejrzenia. Większość ciekawych miejsc ma zamknięte podwoje w porze sjesty, czyli od 13.00 do 16.30, a wieczorem o 19.00 jest już niedostępna.
Jednak spacer w pełnym gwaru i turystów centrum historycznym Rzymu sprawił nam niesamowitą przyjemność. Niebo urokliwie-kiczowato różowiło się nad zabytkowymi gzymsami i balkonami, latarnie zapalały się romantycznie, a uliczni grajkowie dopełniali wizualne szczęście. Na Piazza Navona tłum. Raj dla zarabiających rysowaniem portretów i karykatur artystów i pseudo-artystów. Wystarczy przejść się i popatrzeć, od razu widać talent. Wystawione są akwarelki i sztampowo kolorowane zdjęcia, lepiej dobrze się przyjrzeć, by nie zostać oszukanym. Cena portretu...15 euro! Niesamowite. Rozgrzane mury oddawały ciepło, a my szukaliśmy gelaterii, czyli lodziarni, gdzie można spróbować wszystkich smaków świata i schłodzić się choć na chwilę. Pomiędzy tłumem ciemnoskórzy sprzedawcy gadżetów, w tym roku na topie są latające krążki, małe ufo, łapane na kijek, zupełnie jak serso za czasów naszych prababek!
Obiecaliśmy sobie powrót, by zajrzeć do wnętrz, gdzie znajdują sie dzieła największych mistrzów: Michała Anioła, Berniniego, Caravaggia, Pinturichio, i wielu innych...Nagromadzenie jest niesamowite!
O tym w następnej części.
Komentarze
zaloguj się aby komentować


