Rzymskie wakacje - Ostia Lido
autor:
Maja Wasilewska
Upały w Rzymie wyganiaja nas nad morze. Dojazd do Ostii jest bardzo wygodny: najpierw metro linii B, wysiadamy na stacji Piramide (jest jakaś mała piramidka na górze) i przesiadamy się w podmiejską kolejkę. Nie wychodzimy na zewnątrz, a bilet z metra jest ważny również w pociagu. Koszt dojazdu - 1 euro! Wagoniki są klimatyzowane, to duża ulga...Należy wysiąść na ostatniej stacji Christoforo Colombo, gdzie sprzed stacji, dosłownie co kilka minut, odjeżdżają autobusy nr 07, wiozące bezpośrednio do plaż rozciągających się na przestrzeni wielu kilometrów Morza Tyreńskiego. Dodatkowym atutem jest zarośnięty na zielono pas wydm, malowniczo wijący się pagórkami. Podjeżdżamy do bramy nr 8 (cancello), bo spodobał nam się ten właśnie numer. Plaża jest dobrze zorganizowana, są toalety, przebieralnie, bary. Zadbali też o duszę, wita nas piękna rzeżba, wpleciona w powykręcany korzeń postać Homera,ustawiona bezpośrednio na złotym piasku, przedstawia alegorię jego odysei.. Za cenę 5-6 euro można, a nawet trzeba ze względu na słońce, wypożyczyć parasol. Wygodny leżak to koszt 6-7 euro. Za ostatnią bramą jest plaża dla nudystów. My trafiamy na plażę, gdzie kobiety opalają się w topless...Ale nie wszystkie, więc mam wybór:) Na plaży wieje wspaniała bryza dając ukojenie naszym rozgrzanym ciałom, woda w pasie 15 metrów przy brzegu jest ciepła jak zupa! Pewnie ma ze 30 stopni! Dalej trochę chłodniejsza...Dla słabo pływających dobra wiadomość: pas około 30 metrów w głąb morza jest płytki, można stanąć z głową na powierzchni, nawet przy wzroscie 158 cm...Krem z filtrem obowiązkowy! Oddajemy się błogiemu lenistwu, co jakiś czas odgłosy szumu morza przerywają okrzyki plażowych sprzedawców: "cocco fresco!", "ciambeleeeee", "aqua, birra!"...Świeży kokos, ciambele - to coś w rodzaju pączków, woda, piwo itp. Nie musimy podnosić się nawet odrobinę, wystarczy sięgnąć po portfel...Czasem niosą kapelusze, pareo, sukienki, itp. Można trafić okazję, kupiłam dwie sukienki i bluzkę za 6 euro. Fakt, była to okazja, wieczorem, gdy plaża już pustoszała byłam chyba klientką ostatniej szansy. Powrót niestety mniej przyjemny: autobus zapchany, w kolejce masa ludzi, niektórzy sprytnie rozkładają plażowe krzesełka, by przysiąść. Barwny, kolorowy tłum, rozweselone ewidentnie ponad zwykłą miarę Rosjanki (czyżby za dużo piwa?) śpiewają "Podmoskowskije wieczera", mały Murzynek odrabia lekcje, siedząc na stołeczku, jakiś Algierczyk intensywnie zaleca się do blond Włoszki. Cichnie, gdy inny zwraca mu uwagę, by zachowywał się jak muzułmanin. Atmosfera prawie rodzinna i mimo zagęszczenia, wszyscy są uśmiechnięci i życzliwi (może oprócz zbesztanego przed chwilą chłopaka)...Rzym wita nas gorącym podmuchem powietrza rozgrzanego od murów i kamieni - już mamy pewność kto wynalazł piekarnik z termoobiegiem! Na to pomóc może tylko woda i wino, nocą, na naszym wietrznym balkoniku, pod gwiazdami Wiecznego Miasta...
Komentarze
zaloguj się aby komentować


