Sir Julian Rose: "Złota nie da się jeść"
Paniczne poszukiwania bezpiecznej przystani dla inwestycji finansowych sprawiły, że wielu na pozór sprytnych obywateli zainwestowało swoje pieniądze w zakup złota. W efekcie wartość tego szlachetnego metalu poszybowała w górę, osiągając poziom 1800 USD za uncję w momencie pisania tego artykułu. Daje to inwestorom poczucie bezpieczeństwa i przekonanie, że ich pieniądze zachowają swoją wartość.
Jednak w obliczu nadchodzących społecznych, gospodarczych oraz ekologicznych wstrząsów jakie dotykają Ziemię i narastają z każdym dniem, złoto wbrew nadziejom wielu, może wcale nie okazać się rozwiązaniem zapewniającym bezpieczeństwo na przyszłość.
Gdy przyjrzymy się z pewnym dystansem wirującej tarczy spekulacyjnej ruletki, która przykuwa uwagę światowych mediów i wielu lepiej sytuowanych obywateli, wtedy można zauważyć, że złota niestety, albo na szczęście, nie da się jeść. W odróżnieniu od wielu innych, bardziej podstawowych metali, jest go także trudniej przerobić na lemiesze pługa. Ostatnimi czasy spekulanci zaczęli pompować pieniądze w zakupy ziemi uprawnej, traktowane jako zabezpieczenie wobec rosnących cen żywności i oparte na przekonaniu o gwarantowanym popycie na tak podstawowe produkty jak pszenica, ryż, kukurydza czy sorgo. Takie działania nie zmierzają jednak do dobrych celów, są raczej objawem nakierowanych na zysk motywacji, tych samych, które stoją za ruchami sejsmicznymi jakie wstrząsnęły gospodarką w czasie ostatniej dekady.
Ku czemu więc się zwrócić, gdy wszystko wokół wydaje się być kotłowaniną rozdętych ego, bezwstydnej chciwości i wściekłej eksploatacji?
Odpowiedź na to pytanie należy zacząć od wnikliwego rozpatrzenia przyczyn, które doprowadziły do obecnego stanu rzeczy. Następnie przystąpić do planu działania, który opiera się na długofalowym zaangażowaniu w stworzenie zdrowszego i być może prostszego modelu codziennego życia. Oznaczałby on zdecydowane odejście od obecnego etosu kapitalistyczno – konsumpcyjnego, który doprowadził naszą planetę na skraj ekozagłady i do wyczerpania zasobów z jednej strony oraz ogromnych nierówności wśród ludzi z drugiej.
Kiedy staramy się pogłębić nasze zrozumienie przyczyn tych bezprecedensowych wstrząsów, wtedy bardzo szybko dochodzimy do wniosku, że poza łajdakami, którym wyznaczono rolę odpowiedzialnych za wzloty i upadki światowej gospodarki, istnieją inne siły operujące zza kulis. Ci, których „widzimy w telewizji” są często zwykłymi marionetkami, wykonującymi polecenia tego niewidzialnego reżimu, którego intencją wydaje się kontrola tego co dzieje się na świecie dla swoich własnych celów. Ten reżim wydaje się składać ze stosunkowo niewielkiej grupy bogatych jednostek i korporacji, które uzyskały przemożny wpływ zarówno na rządy narodowe jak i na międzynarodowe instytucje finansowe, które stanowią zwornik światowej gospodarki. To coś w rodzaju tajnego kartelu, który obejmuje swoimi mackami takie instytucje jak Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Światowa Organizacja Handlu. Jego ważni przedstawiciele są także ulokowani na strategicznych pozycjach w Unii Europejskiej, w północnoamerykańskiej strefie wolnego handlu – NAFTA oraz w gospodarczym obszarze strefy Pacyfiku – Pacific Rim.
Imperia bankowe, giganci farmaceutyczni, magnaci naftowi, monopoliści rynku nasion i żywności mają ogromne wpływy w tym klubie, sprawującym przemożną kontrolę nad naszym życiem w sposób, którego niemal nie zauważamy. To na ich rozkaz ludzkie wartości i kodeksy moralne są rozbijane i lekkomyślnie porzucane, a brutalne wojny są wszczynane w obcych krajach w poczuciu absolutnej bezkarności.
-1-
Szybko można zauważyć, że faszystowski reżim z czasów drugiej wojny światowej nie skończył się wraz z procesem w Norymberdze, ale znalazł bezpieczne schronienie w zachodnim i północnoamerykańskim społeczeństwie, dokonując tego całkowicie utajnionego manewru na naszych oczach. Fakt, że ta maskarada jest skutecznie przedstawiana jako „demokracja”, to dowód na ich inteligencję i naszą głupotę.
Odkrycie tego stanu rzeczy może być na początku szokujące, szczególnie dla tych, którzy ulokowali swoje nadzieje w status quo, dzięki któremu przejdziemy przez „ten trudny okres”. Jednak rzeczywistość jest taka, że jeżeli raz przyjmiemy prawdę, wtedy nie ma już od niej odwrotu. A to stawia nas z powrotem wobec pytania: „Ku czemu więc się zwrócić, gdy wszystko wokół wydaje się być kotłowaniną....?"
Odpowiedź brzmi – po pierwsze musimy się zwrócić ku samym sobie. Musimy uznać, że jesteśmy współodpowiedzialni za zgodę na to, aby taki ponury scenariusz realizował się na naszych oczach. Przecież jak lubią mówić obywatele Europy i USA „żyjemy w nowoczesnej demokracji”. A jednak to my sami ciągle na nowo składamy nasz los w ręce autokratycznych szarlatanów, którzy swobodnie poruszają dźwignie despotycznej władzy. To my sami przenieśliśmy odpowiedzialność za nasze sprawy na tych, którzy są mistrzami propagandy, oszustwa i nieuczciwej manipulacji. To my odegraliśmy rolę brytyjskiego premiera Neville’a Chamberlaine’a , który w przededniu drugiej wojny światowej, trzymając w ręku kawałek papieru ogłaszał, że zawiera on obietnicę Hitlera, iż naziści nigdy nie zaatakują Wielkiej Brytanii. Podobnie jak Chamberlain uspokajaliśmy własne sumienia, poddając nasze przeznaczenie dyktatowi korporacyjnych barbarzyńców i będących na ich żołdzie uśmiechniętych polityków.
Sami dobrowolnie zgodziliśmy się na wprowadzenie w stan odrętwienia przez korporacyjne media, których przekaz nie ma nic wspólnego z „budzeniem świadomości”, ale polega na wpędzaniu nas w pułapkę sztucznego konsumeryzmu i zajmowaniu się śmieciową rozrywką. To gigantyczna machina propagandowa wciskająca nam stale do głowy przekaz, że powinniśmy bez przerwy walczyć o pozyskanie środków na zakup kolejnych przyjemności z lśniących półek globalnego supermarketu.
Jednak te półki zaczynają tracić swój blask, a nam zaczynają spadać z oczu łuski. Zaczynamy dostrzegać, że to co braliśmy za rzeczywistość było jedynie „rzeczywistością wirtualną”. Okazuje się, że Ziemia to nie hipermarket, ale czująca istota z wysoką gorączką- zatruta, zanieczyszczona i eksploatowana ponad wszelką miarę - przez nas - pchające wózki, szukające znanych marek marionetki globalnej elity korporacyjnej. Globalnej elity przypominającej mały kartel, który zmierza do przekształcenia ostatnich ziemskich zasobów w bankowe aktywa i to samo pragnie uczynić z tymi, którzy świadomie lub nie, zgodzili się na pełnienie takiej roli w tym złowieszczym planie.
Nastał jednak czas odzyskania naszej władzy i kontroli nad naszym przeznaczeniem. Ciągle możemy dokonać takiego wyboru – ciągle nie jest za późno. Każdy kto posiada środki do przeżycia, nie musi być niewolnikiem, a każdy kto posiada kawałek ziemi, nie musi być głodny. Szybko uświadamiamy sobie, że pieniądze w banku nie gwarantują bezpieczeństwa na przyszłość. W tym samym czasie kiedy obumierające państwa i prywatne instytucje finansowe nadają sobie prawa do sięgania coraz głębiej do naszych kieszeni, zaczyna docierać do nas prawda, że większość z tego co nam kradną płynie w postaci czeków, premii i bonusów do portfeli najsprytniejszych padlinożerców, skompromitowanych szefów i polityków. Z trudnością dostrzegamy, że nasze przychody są używane do dalszego nakręcania imperialistycznych zbrojeń, by potem dzięki nim zmiażdżyć i uzależnić kolejny kraj bogaty w ropę naftową i inne surowce. A wszystko po to by zaspokoić nienasycony, materialistyczny głód i ledwo ukrywane ambicje kolonialne.
-2-
Jednak wszystkimi wydarzeniami rządzi prawo karmy mówiące o tym, że każdej akcji towarzyszy reakcja. Dlatego w tym samym czasie gdy despotyczne siły imperializmu wydają się zdobywać kontrolę nad rodzajem ludzkim, podnosi się silny głos mądrości i prawdy, sprzeciwiający się ich dominacji. Pośród aktów ludobójstwa dokonywanych przez nikczemnych despotów jesteśmy świadkami narodzin nowych wizji, sposobu w jaki rodzaj ludzki powinien dbać o siebie i swoją czującą planetę. Doszliśmy do sytuacji, kiedy niemożliwe jest już siedzenie okrakiem i unikanie decyzji po której stronie odwiecznego konfliktu się opowiemy, po tej czy po tamtej.
Tak więc ci, którzy zastanawiają się jak i gdzie bezpiecznie zainwestować swoje oszczędności mogą stwierdzić, że to kosmiczna rzeczywistość postawiła ich na karmicznym rozstaju dróg życia. W lewą stronę wskazuje drogowskaz z napisem: „bezpieczeństwo finansowe”, w prawą z napisem: „bezpieczeństwo życia” bazujące na dobrowolnej prostocie.
Ci dla których najważniejsze jest zachowanie swojego dobrobytu, skierują się na lewo i zainwestują swoje pieniądze w złoto. Ci, którzy chcą pogłębić swoją świadomość i wydostać się ze stanu materialnej zależności pójdą na prawo. Ci pierwsi znajdą się na znajomym terytorium, gdzie nie brakuje doradców, oferujących sposoby zabezpieczenia się przed niepewnością i zmianą. Będzie to jednak oznaczało przedłużenie kontraktu z ciemnymi mocami obecnego reżimu i przedłużenie agonii. Przed tymi, którzy skierują się na prawo, pojawi się wyzwanie innej natury: w jaki sposób wyzwolić się ze starych, materialnych zależności i skierować swoje życie na tory prostszych, bardziej harmonijnych relacji do wartości niematerialnych, do uniwersalnej energii, której dostęp blokują fanatycy materializmu. Ci, którzy wybiorą tę drugą ścieżkę, być może zastanowią się czy nie zainwestować posiadanych (indywidualnie lub grupowo) środków w kawałek urodzajnej ziemi, zdolnej do produkcji żywności wysokiej jakości, paliwa i odzienia na codzienne potrzeby. W ten sposób odzyskają powoli kontrolę nad swoim losem i niezależność od zaciskającego się systemu kontroli, który opiera się na zgodzie swoich uczestników na zniewolenie.
W im większym stopniu wyzwolimy się z tego diabelskiego kontraktu, tym bardziej ograniczymy jego władzę nad nami i nad światem. Jednocześnie w większym stopniu doświadczymy samorealizacji, zaspokojenia naszych głębszych potrzeb i twórczych aspiracji. W chwili gdy walące się instytucje starego świata pociągną wszystko co ma jakąkolwiek wartość w odmęty katastrofy, wtedy zapewnienie sobie następnego posiłku, źródła czystej wody, czy sposobu wytwarzania energii stanie się problemem podstawowej wagi. Umiejętność zajmowania się ziemią nabierze podstawowego znaczenia podczas gdy umiejętność „robienia pieniędzy” stanie się bezużytecznym obciążeniem.
Możemy zacząć działać od razu. Wystarczy zabrać pieniądze z mainstreamowych banków, które tworzą system opresji i wyzysku na naszej planecie i złożyć je w instytucjach inwestujących zgodnie z etyką, wspomóc przedsięwzięcia mające na celu produkcję zdrowej żywności, inicjatywy na rzecz lokalnego produkowania energii ze źródeł odnawialnych i tysiące innych projektów pojawiających się obecnie na całej planecie. W ten sposób możemy już teraz zakończyć trwający lata, odbierający energię kompromis i umieścić nasze pieniądze tam gdzie jest nasze serce. Musimy być przygotowani na moment, w którym korporacyjne bóstwa upadną i światła zgasną. Takie przygotowanie uruchomi nowe, pozytywne interakcje na poziomie małej wspólnoty. Interakcje rodzące się wtedy, gdy zaczniemy zaspokajać swoje podstawowe życiowe potrzeby nabywając dobra i usługi od tych, którzy zaangażowali się w przedsięwzięcia mające ludzką skalę, odpowiedzialne i mające dobry wpływ na kulturowe i naturalne środowisko, w odróżnieniu od tych, którzy eksploatują ostatnie zasoby planety dla własnych korzyści i potęgi.
-3-
Tak więc tym, którzy pokładają nadzieje na zbawienie w drogich metalach, radziłbym się raz jeszcze dobrze zastanowić. Złota nie da się jeść.
Julian Rose
*) Sir Julian Rose - prezes Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi – ICPPC, www.gmo.icppc.pl www.icppc.pl www.eko-cel.pl , właściciel jednego z pierwszych ekologicznych gospodarstw w Anglii, działacz społeczny. Wieloletni członek zarządu najważniejszego angielskiego stowarzyszenia "Soil" (Ziemia), zajmującego się promocją i atestacją gospodarstw ekologicznych. Korespondent w prestiżowego pisma "Environment Now" (Teraz środowisko), doradca instytucji rządowych, autor książki "Zmieniając kurs na życie. Lokalne rozwiązania globalnych problemów" www.renesans21.pl
-4-
Komentarze
- zobacz starsze komentarze 2
-
-
W przedkongresowych konferencjach przed Kongresem Kultury Polskiej w 2000 roku wiele pisano o niezidentyfikowanych ośrodkach władzy (krakowska publikacja profesora Zina) i od tamtej pory nic się nie zmieniło. Trójwładza cybernetyki, elektroniki i informatyki dalej trwa i się rozwija. Brak zrozumienia dla takich idei jest wręcz przerażająca, a podatność społeczności na manipulacje tabloidów jeszcze od tego czasu wzrasła... Wojciech Jachimowicz
Wojciech Jachimowicz 14.10.2011, 22:00 -
Bardzo dziękuję za ten komentarz. Zainteresowała mnie publikacja prof. Zina...
Romuald Bartkowicz 14.10.2011, 22:24 -
Dorobek Kongresu Kultury Polskiej w Warszawie 2000r znajduje się w publikacji pod tym samym tytułem wydanej przez Wydawnictwo Dolnośląskiego Towarzystwa Społeczno Kulturalnego we Wrocławiu w 2002 roku. (Wydawnictwo DTSK Silesia) Wojciech Jachimowicz
Wojciech Jachimowicz 14.10.2011, 22:53 -
Zgadzam się, że ogólnie za kryzys winne są duże instytucje, które w różnoraki sposób manipulują rynkiem. Szczególnie winne są rządy państw i org. międzynarodowe popierające różnoraki interwencjonizm. Pozwolę sobie zwrócić uwagę na parę bzdur w powyższym artykule: "wszystkimi wydarzeniami rządzi prawo karmy mówiące o tym, że każdej akcji towarzyszy reakcja. " Nie jest to prawo karmy, tylko 3 prawo dynamiki Newtona. Autorowi plączą się pojęcia religijne z prawami fizyki. (Skoro schodzimy na religię, to ja bym powiedział :Wszystkim rządzi Bóg). "Ku czemu więc się zwrócić, gdy wszystko wokół wydaje się być kotłowaniną rozdętych ego, bezwstydnej chciwości i wściekłej eksploatacji?" Autorowi coś się subiektywnie wydaje się być jakieś tam. Jest nawet świadom, że to mu się tak wydaje, ale mimo to na podstawie swojego SUBIEKTYWNEGO i GENERALIZUJĄCEGO (no bo przecież bez trudu można dostrzec fakty przeciwne do tego co pisze autor - wystarczy choćby pójść na plac zabaw dla dzieci) przekonania formułuje recepty jak uzdrowić świat. Autor czuje, że coś poszło źle. Ale tak naprawdę nie jest w stanie postawić diagnozy, a już wypisuje recepty. "do uniwersalnej energii, której dostęp blokują fanatycy materializmu". Nikt autorowi nic nie blokuje. Proszę bardzo, może przecież sobie przyjechać w Bieszczady i uwolniony od materializmu zająć się wypalaniem węgla drzewnego. Poziom życia się obniży? No cóż, męska decyzja, materializm lub uniwersalna energia albo,albo. "Złota nie da się zjeść." Ale i dodrukować je trudniej niż papierowe pieniądze bez pokrycia i o to chodzi tym, co kupują złoto. Zresztą papierowe pieniądze wprawdzie dadzą się zjeść, ale są mało pożywne. A żywności na zapas i tak się nie da za dużo kupić, bo się zepsuje. Autor w zasadzie proponuje powrót do społeczeństwa przed kapitalistycznego, gdzie każdy ma mieć swój kawałek ziemi i żyjąc prosto być samowystarczalny. Jest to podane aluzyjnie, bo gdy podać to wprost, to razi to naiwnością i utopijnością.
Grzegorz Słowiński 14.10.2011, 23:29 -
Panie Grzegorzu, trochę umiaru... pański sposób komentowania razi brakiem dobrych manier, a mój gość doprawdy sobie na takie traktowanie nie zasłużył. Nie wnikając w szczegóły pańskich prześmiewczych wywodów zwracam uwagę, że skoro z encyklopedycznej definicji wynika, że "karma jest prawem przyczyny i skutku" - to może to, co tak Pana drażni jest tylko mało precyzyjnym tłumaczeniem, a nie "bzdurą"?
Romuald Bartkowicz 15.10.2011, 01:50 -
W porządku, cofam słowo bzdura. Zamiast bzdura napiszmy: niewiele wnoszące. 1. Karma - pojęcie religijne. Używanie języka religii w opisie ekonomicznym w najlepszym razie prowadzi do nieprecyzyjności, które są źródłem nieporozumień. W najgorszym do bezsensu. Skoro karma jest prawem przyczyny i skutku, to chyba NIE jest zasadą akcji-reakcji. Chyba, że karma jest zasadą wszystkiego, ale wtedy taka zasada nic nie wyjaśnia (im szersze pojęcie, tym ma mniej treści). Moje wywody nie są prześmiewcze. Ja po prostu próbuję pokazać, że wywód autora jest marnej jakości, bo uważam, że takie wywody są niebezpieczne. Np. autor zarzuca, że ludzie, czy firmy działają powodowane motywem zysku. To ja się pytam: czy ktoś widział osobę, która działa po to, aby ponieść stratę? To jest wręcz tautologia: człowiek działa, aby było lepiej, a nie gorzej, czyli po to, aby był zysk.
Grzegorz Słowiński 15.10.2011, 12:22 -
Śmiem twierdzić, że imperatyw zysku pozwolił nam wyjść z jaskiń, więc nie ma w nim nic złego. Nie mogę się natomiast zgodzić z Panem Grzegorzem, w odniesieniu do współczesnych rynków finansowych, że skoro spekulacja jest systemem samoregulującym się, to nie może być przyczyną globalnych kłopotów. Samoregulacja polega na tym, że spekulacja nie może wyjść poza standarowe reguły podaży i popytu. W tym kontekście pełni pozytywną rolę, ale na rynkach dóbr realnych. Rynki finansowe obecnie w 90 procentach dotyczą transakcji wirtualnych, w których nie liczy się przedmiot transakcji, a zmiana kursu. Zwracam uwagę na słowo "zmiana", bo w zakładach, jakimi są operacje na instrumentach pochodnych, równie dobrze zarabia się na wzroście, jak i spadku, czego nie ma w realnej gospodarce. Jeśli dodamy do tego, że 90% tych transakcji zawierana jest na okres liczony w sekundach (często za pomocą automatów), to wyłania się obraz zupełnie odrealnionego świata, zamkniętego między komputerami giełd i banków, którego zyski niestety "rejestrowane" są w tych samych walutach, w których denominowane są budżety krajów. Te natomiast dotyczą jak najbardziej realnych gospodarek, systemów emerytalnych, służb zdrowia itp.
Wojciech Szpulak 16.10.2011, 18:38 -
Panie Wojtku. Jak Pan odróżnia rynki realne od wirtualnych? Moim zdaniem nie ma takiego podziału. Dużo ludzi nie rozumie instrumentów pochodnych i w nich upatruje przyczyny zła. " transakcji wirtualnych, w których nie liczy się przedmiot transakcji, a zmiana kursu" Zapewniam Pana, że w tak zwanej realnej gospodarce też często nie liczy się przedmiot transakcji, a jedynie jej wynik finansowy. Tzn. otwiera się np. sklep odzieżowy, nie dlatego, że się od dziecka lubi fatałaszki, tylko dlatego, że się spekuluje, że będzie ten sklep zyskowny. Jakby ze spekulacji wychodziło, że lepiej otworzyć sklep rybny, to byłby rybny. Szybkość transakcji. 90% w sekundach? Rzeczywiści aż tyle, ktoś to badał? Ale fakt roboty transakcyjne są świetne w arbitrażu. Ale co z tego, że ludzie używają maszyn aby im pomagały w handlu? W jaki sposób Pan dalej dowiedzie, że to przyspieszenie, poza tym, że budzi zawrót głowy u przeciętnego człowieka (ale czyż współczesny procesor komputerowy nie jest podobnie "szalony") rzeczywiście jest przyczyną kryzysu i zawirowań? Co jest nierealne na rynkach pochodnych: metale szlachetne?, ropa, żywność, metale przemysłowe? udziały w przedsiębiorstwach(akcje)? Tak naprawdę "wirtualne" są tylko (i aż) pieniądze, bo są bez pokrycia i banki centralne je dodrukowują. To nie spekulanci są winni. "Złodziejem" jest bank centralny, który "fałszuje" pieniądze i podkrada w ten sposób nasze oszczędności.
Grzegorz Słowiński 17.10.2011, 23:33 -
Napisałem o transakcjach wirtualnych, a nie rynkach. Był to skrót myślowy dotyczący transakcji instrumentami, które zostały stworzone do innych celów, niż obecnie są wykorzystywane. Jeśli instrumenty pochodne służą zabezpieczaniu ryzyka działalności operacyjnej przedsiębiorstwa, to stanowią element realnej gospodarki. Jeśli te same instrumenty wykorzystywane są wyłącznie w celach spekulacyjnych (czytaj: nie liczy się instrument, liczy się zmiana kursu) to stają się zwykłymi zakładami bukmacherskimi. W tym zakresie destabilizują gospodarkę realną, ponieważ sztucznie (w wyniku algorytmów stosowanych przez automaty) kreują kursy dóbr realnych np. surowców czy walut. Skalę "sekundowych" transakcji na rynkach finansowych cytowałem za Paulem H. Dembinskim. Nie twierdzę, że przyspieszenie transakcji jest przyczyną zawirowań, tylko oderwanie ich (instrumentów pochodnych) od celu jakim miały służyć. Przyspieszenie wskazuje tylko na fakt, że inwestorzy nie są zainteresowani przedmiotem transakcji. Natomiast swoimi decyzjami wpływają na realne ceny tych przedmiotów.
Wojciech Szpulak 19.10.2011, 20:40
zaloguj się aby komentować



A czy ktoś inny w USA może otworzyć podobny bank i drukować dolary (lub inną walutę)? Nie może - taki to prywatny jest Fed. Spółka prywatna, ale monopol gwarantuje państwo. Toć i u nas są "prywatne" spółki notowane na GPW, w których większościowy udział posiada skarb państwa.