Tekst to droga
Tekst to droga O warsztacie pisarza opowiada Mariusz Wilk eseista, pisarz, podróżnik, autor m.in. „Wilczego notesu”, książki, która 11 lat temu wywołała niezły ferment w polskiej literaturze. W.Przesmycki -:"Przeszłość z biegiem czasu, obumiera, jak nasza pamięć, albo jeszcze wcześniej, a miejsce , w którym byliśmy przedwczoraj, przestaje istnieć tak samo, jak nie istnieją dla nas miejsca, w których nigdy nie będziemy". Zaintrygował mnie ów fragment z „Wilczego notesu” i stąd moje pytanie o warsztat pisarski: Jak powstają Twoje teksty? Czy starasz się notować na bieżąco w miejscach w których jesteś? Czy tworzysz jakieś krótkie , esencjonalne zapiski, do których potem wracasz i je "rozpisujesz"? Mariusz Wilk-To bardzo różnie, zależy od okoliczności. Naprawdę pisze jedynie przy swoim warsztacie (na temat "warsztatu - patrz Ryszard Kapuściński w pierwszym tomie "Lapidariów"), natomiast notatki robię w dłuższych podróżach, na przykład na Kanin Nos. Zazwyczaj są to nazwiska ludzi, ich smaczniejsze wyrażonka, jakieś dane, które trudno później znaleźć, nieraz krotka refleksja do rozwinięcia... Nie używam magnetofonu, rozmowy zwykle notuje post factum, w tezach. Mówisz o rytmie w prozie, w którym momencie wiesz, ze tekst już jest skończony, że ma swój rytm? Co dzieje się z fragmentami, które odrzucasz, wracasz do nich czasem? Mój sposób pisania przypomina nieco metodę Flauberta (nota bene koniecznie przeczytaj jego korespondencje, która wyszła w Polsce chyba w latach 50., o ile dobrze pamiętam, to kopalnia wiedzy na temat pisarskiego warsztatu), który nie zaczynał kolejnej strony, dopóki nie był o s t a t e c z n i e zadowolony z poprzedniej. Ja to jeszcze bardziej cyzeluje, to znaczy nie zaczynam kolejnego akapitu (ustępu), dopóki drażnią mnie jakieś niedoróbki w poprzednim akapicie. Co nie znaczy, że i potem czegoś nie poprawiam. W sumie poprawiać można bez końca. Rytm uzyskuje, czytając frazę na glos. W ogóle sprawa rytmu w prozie to wielki temat, wystarczy popatrzeć ile tej sprawie uwagi poświęcił Kapuściński. Ja lubię wytupywać rytm tego, co piszę, chodząc co rano przed siadaniem do komputera. Niezależnie od tego, gdzie się znajduje, staram się chodzić nad woda (rzeka, jeziorem, morzem), bo duży przestwór daje światło prozie. No i jeszcze - woda to lustro! Z technicznych uwag: staram się tak łączyć wyrazy, aby nie stykały się spółgłoskami, to znaczy jeśli dany wyraz kończy się spółgłoską, następny powinien zaczynać się samogłoską, aby nie było zgrzytu. Samogłoska to światło frazy... Najważniejsze jest pierwsze zdanie, od którego zaczynam książkę, rozdział, akapit, dzień... Ono ciągnie za sobą następne, a zarazem jest metrem. Pisanie wymaga samotności, notorycznego skupienia. Niektórzy autorzy wspomagają się papierosami, kawą, inni medytują. W jaki sposób Ty regenerujesz siły aby zasiąść następnego dnia nad tekstem? Przede wszystkim - chodzę, chodzę i jeszcze raz chodzę. Swojego czasu James Joyce zadał Italo Svewo (uczył go angielskiego) na zadanie domowe opisać swojego mentora. Italo napisał: "Kiedy go widzę chodzącego ulicami, zawsze myślę, że cieszy się swobodą - zupełna swoboda. Nikt na niego nie czeka i on nie chce dojść do żadnego celu ani spotkać kogoś. Nie! Idzie, żeby zostać z samym sobą. Nie chce iść dla zdrowia. Idzie, ponieważ nic go nie zatrzymuje". A nieco dalej, zauważając słaby wzrok Joyce'a, dodaje: "Być może widzi mniej, niż można by wnosić z jego wyglądu, ale wygląda na istotę poruszającą się po to, by widzieć". Otóż po przeczytaniu tego kawałka sformułowałem w notesie najkrótszą definicje "intelektualnego nomady": Chodzi, aby widzieć! Zaczynam dzień (ranek - to najważniejsza pora dnia!) od filiżanki zielonego czaju z miodem, a potem półtorej-dwie godziny chodzenia, a raczej truchtu - to medytacja w ruchu, dosyć aktywnym, rodzaj marszobiegu, ale nie jogging. Z dużym naciskiem na oddychanie (pranajama). Uprawiam tez nieco jogi z elementami praktyki ushu (chińska szkoła wewnętrznej siły) wedle własnego zestawu, ale ostatnio to zapuściłem i tuszę, że w Kondzie do tego powrócę. Od podróży na Labrador i kontaktu miedzy innymi z Dukem Redbirdem (Czerwonym Ptakiem), szamanem z plemienia Odzibejow zero papierosów i zero alkoholu. Jak pisać? Czego należy unikać, wystrzegać się a na co zwracać uwagę? Po pierwsze, piszesz nie po to, aby przekazać, co wiesz (ex katedra...), lecz po to, żeby się dowiedzieć. Słowem - tekst to droga, na którą wstępując, nie wiesz, dokąd Cię zaprowadzi. Po drugie -w czasach zalewu słów należy unikać przede wszystkim pustosłowia, nadmiaru słów. Zawsze można skrócić, skondensować. Być precyzyjnym jak Wiktor Pielewin, o którym Genis (rosyjski krytyk literacki, żyjący w Ameryce) powiedział, ze proza Pielewina jest precyzyjna jak książka telefoniczna!!! Po trzecie - każde zdanie musi być przygodą dla czytelnika, musi kryć w sobie jakąś niespodziankę. Nie może być zdań, które jedynie wiążą poszczególne myśli. To samo, ale w jeszcze większym stopniu, dotyczy akapitu. Akapit, choćby najkrótszy, musi być samodzielną całością, ze swoim początkiem, rozwinięciem i puentą. Nie przypadkiem kiedyś akapit zwano tez ustępem. W nim rzeczywiście wypróżniasz się do końca, chyba, ze cierpisz na rozwolnienie, tj. pustosłowie. Dopiero potem zaczyna się wyższa jazda. To znaczy snucie osnowy, wyplatanie wątków, dzierganie tematu...
Komentarze
-
-
Tak, az strach siegac po pioro...
Marta Uchman 14.09.2011, 10:44
zaloguj się aby komentować



Po przeczytaniu zdania: "Akapit, choćby najkrótszy, musi być samodzielną całością, ze swoim początkiem, rozwinięciem i puentą." Chyba więcej nie powinnam publikować swoich wpisów, bo warszat mistrzów jest dla mnie górą, na którą chyba nigdy nie wlezę...