Tyraspol – było kiedyś miasteczko
![]()
Był kiedyś Tyraspol, senne, powiatowe miasteczko w Guberni Małorosyjskiej, pełne niskich kamieniczek często w stylu orientalnych. Zielone miasteczko gdzie wzdłuż brzegów Dniestru ciągnęły się plaże, na które zaglądali stacjonujący tu Kozacy łakomym okiem obejmując córki rosyjskich, polskich, czy niemieckich urzędników gubernialnych. Zaglądały też żydowskie łobuziaki gdy akurat udawało im się uciec z hederu i jesziwy. Na bazarach rumuńscy a czasem i bułgarscy chłopi z okolicznych wiosek sprzedawali małe, suche ale piekielnie słodkie jabłka albo krwiste wino domowej roboty. W osobnej uliczce targu stary Tatar ostrzył noże a jego krewniak obierał srebrzyste mugile, które jeszcze w nocy pływały gdzieś tam na lemanie pod Dniestrowskiem.
I czasem wiatr niósł nad miasteczko słoną woń znad Morza Czarnego.
Po 1918 roku Tyraspol nie zmienił się wiele, tylko gubernialnych urzędników i ich córki zastąpili komsomolcy w czerwonych chustach, a gubernię zastąpiła Mołdawska Republika Radziecka - „Autonomiczna”. Rumuni wciąż sprzedawali jabłka, choć były i lata głodu - bynajmniej nie przez niegospodarność i nie z powodu ciężkich zim. No i małym żydkom pozamykano jesziwy. W 1929 roku przeniesiono nawet do Tyraspola republikańskie władze i na miejscu ormiańskiej trafiki zbudowano pierwszy Dom Sowietów. Parę jednopiętrowych żydowskich domów i ze dwie bożnice zniknęły gdy dobudowywano doń Pałac Kultury i kino robotnicze. Ale Dniestr płynął spokojnie wśród zieleni.
W 1941 roku ciągnące pod Stalingrad wojska rumuńskie zajęły miasto i wrzuciły do rzeki paru Żydów, którzy nie zdążyli się zabrać z uciekającymi z miasta rosyjskimi i ukraińskimi żołnierzami i urzędnikami.
Trzy lata później Armia Czerwona gnająca spod Stalingradu niedobitki Armata Română rozstrzelała kilku rumuńskich urzędników, którzy w porę nie uciekli na rodzinną Wołoszczyznę. I znów komosomolcy w chustach paradowali przez miasto, a rumuńscy chłopi, teraz z okolicznych kołchozów, jechali w defiladzie na traktorach ozdobionych portretami Stalina.
Po śmierci wodza miasto zaczęło się zmieniać. Generalissimus stanął na monumencie wśród innych pomników dedykowanych innym wielkim. Ale przede wszystkim wzdłuż plaży nad Dniestrem stanęły żurawie, hangary i punkty przeładunkowe, a za torami kolejowymi powstała nowa przemysłowa dzielnica. Stare żydowskie, nie rzadko drewniane domki oraz niskie gubernialne kamieniczki zaczęły znikać gdy w centrum stawiano nowe robotnicze bloki. Cóż z tego, że nie zawsze były środki i ochota na tynkowanie, a wycięta zieleń szybko odzyskiwała teren i oplatała także nowe ściany? Z Ukrainy ciągnęły do tej ziemi obiecanej masy pracujące a komsomolcy stanowili już teraz aparat urzędniczy. Wychylając się z balkonu na piątym piętrze można było zrywać winogrona z pnącza na murze.
Za to na służbę do Czternastej Armii ściągano nie tylko z Ukrainy ale nawet z Kaługi i Kamczatki. Żony i rodziny żołnierzy zajmowały kolejne przebudowywane ulice nad Dniestrem - domy modlitwy znikły już zupełnie, ale Żydzi trwali. Uciekli do Izraela mniej więcej w 1990 roku, gdy radziecka ojczyzna chwiała się w posadach. Wtedy też, rezydenci wojskowych i robotniczych domów pochodzący z Podola i Bracławszczyzny, z Kaługi i Kamczatki postanowili, że nie chcą oddać domów z pnączami na balkonach, kina robotniczego i plaż nad rzeką. Dwa lata później 14. Armia obroniła Tyraspol. Zostały bloki, pomniki i socrealistyczne pałace. Kino robotnicze oczywiście też. Tych kilku Rumunów, którzy próbowali konspirować wyjechało do nieodległego Kiszyniowa.
Tyraspol nie odwrócił się od przeszłości. Dniestr ciągle płynie. I to wśród zieleni - hangary się zawaliły a zardzewiałe żurawie obrosły winem.
tekst: Franciszek Rapacki
zdjęcia: Franciszek Rapacki i Piotr Miller
Komentarze
zaloguj się aby komentować



Z przyjemnością przeczytałam. dzięki!