W sprawie GMO
autor:
Zofia Wojciechowska
W sprawie GMO Ludwik Tomiałojć
" Od kilkunastu lat staramy się wypowiadać na piśmie o kontrowersyjnych GMO (krytykujemy tylko niepotrzebne - bo są nowocześniejsze a bardziej bezpieczne technologie w rolnictwie - rozpowszechnianie ich niektórych odmian), ale napotykamy od lat działanie cenzury w opiniotwórczych redakcjach" (...) Dlatego głównie drukowaliśmy w przyrodniczych lub ekologiczno-technicznych, jak Chrońmy Przyrodę Ojczysta, AURA, Biuletyn Komitetu Ochrony Przyrody PAN. Załączam przykładowo mój artykuł, obecnie drukowany w Biuletynie, w specjalnym tomiku poświęconym GMO".
"Uprawy i pasze z kontrowersyjnych odmian GMO w Polsce: możliwe skutki ekologiczne i gospodarczo-społeczne"
Jestem optymistą co do tego, że wkrótce zrozumiemy, iż mądra etyka medyczna i genetyczna nie oznacza bezwzględnego zakazu stosowania konkretnych technologii, ani też bezwarunkowego przyzwolenia na ich stosowanie, lecz raczej powinna szukać sposobów wydobywania tego, co dobre, i eliminowania tego, co złe, z każdego nowego Biuletyn Komitetu Ochrony Przyrody PAN 2/2011: xx–xx
Uprawy i pasze z kontrowersyjnych odmian GMO w Polsce: możliwe skutki ekologiczne i gospodarczo-społeczne. Zacznę od jednoznacznego stwierdzenia, że nie jestem ślepo przeciwny eksperymentom biotechnologicznym i nie neguję wielu korzyści uzyskiwanych tą drogą. Wypowiadam się tutaj jedynie ostrzegająco przeciw niektórym rodzajom ingerencji ludzkiej w maszynerię dziedziczenia cech. Genetycznie zmodyfikowane organizmy (GMO) to kategoria złożona z kilku zasadniczo różnych jakości. Z racji różnego możliwego ich wpływu na dziką przyrodę mniej nas tu zajmują produkty manipulacji genetycznych w ramach wiele obiecującej tzw. biotechnologii farmakologicznej i przemysłowej, a najbardziej niepokoją niektóre wytwory tzw. biotechnologii zielonej, czyli rolniczo-żywnościowej, zwłaszcza te związane z wszczepianiem odporności na szkodniki lub herbicydy. Powyższe rozróżnienie jest bardzo ważne z powodu niejednakowego ryzyka, z jakim poszczególne grupy GMO mogą po wydostaniu się z laboratoriów lub po celowym uwolnieniu do środowiska spowodować kłopoty w uprawach rolnych oraz w dzikiej przyrodzie. Tylko „zielona” biotechnologia tworzy bowiem zmodyfikowane organizmy (głównie rośliny) z zamiarem szerokiego wprowadzenia ich, prędzej czy później, do środowiska. I to nieodwracalnego wprowadzenia. O ile bowiem na etapie prac laboratoryjnych wszystkie odmiany GMO podlegają rygorom kontroli biotechnologicznej, o tyle, od momentu ich uwolnienia do środowiska, te nowe formy roślinne lub zwierzęce przestają podlegać tylko technologiom i zabezpieczeniom biochemiczno-
molekularnym. Stają się żywymi organizmami wprowadzanymi de novo do przyrody,
co przypomina również ryzykowne introdukcje do naszych ekosystemów gatunków obcych pochodzących z innych kontynentów. Zawarte w zmodyfikowanych roślinach uprawnych nowe transgeny od momentu wprowadzenia uprawy do środowiska mogą przeniknąć z czasem także do roślin dzikich, a nawet (co niżej uzasadniam) mogą kiedyś przeniknąć do roślin występujących w rezerwatach przyrody i parkach narodowych. Może to zmienić stan ekosystemów naturalnych, w nieznanym stopniu inicjując nowe kierunki zmian mikroewolucyjnych. Co więcej, wszelkie wprowadzanie obcych/ nowych odmian, jako potencjalnie „inwazyjnych”, do otwartych ekosystemów antropogenicznych i naturalnych jest zjawiskiem z zakresu dziedziny nauki zwanej synekologią. Jako takie, nie powinno ono być zatem oceniane wyłącznie przez biotechnologów i przez koncerny handlowe. W tym punkcie naruszana jest zasada kompetencji zawodowej, poprzez wykluczanie z opiniowania ekologów, gleboznawców i rolników. Co typowe dla manipulacji politycznej, ukrywa się przy tym przed opinią publiczną fakt, że większość sprzeciwów przyrodników i rolników wobec uwalniania roślin genetycznie zmodyfikowanych dotyczy wąskiej ich kategorii stanowiącej 5–10% ogółu odmian. Głównie odnosi się to do zamiaru rozpowszechniania roślin uprawnych z wszczepionymi genami powodującymi wytwarzanie toksyn przeciw szkodnikom, a także wobec wszczepionym roślinom genom odporności na herbicydy. Ale to akurat te kontrowersyjne dwie grupy odmian obiecują koncernom wielkie dochody, umożliwiając przechwycenie i zmonopolizowanie procesu światowej produkcji
roślinnej, jako żywności lub pasz. Chodzi tu o podbój świata z pomocą produktów spożywczych z GMO, w dążeniu do monopolizacji dostępu do ziarna siewnego oraz do uzyskania maksymalnych zysków z całego globu. Wcale nie chodzi tu o ograniczenie zasięgu głodu na Ziemi, wręcz przeciwnie. „Każdy kto wierzy, że genetycznie zmodyfikowane uprawy stworzono dla dobra tej planety powinien przeczytać tę książkę. Przedstawia ona doskonałą analizę mechanizmu przechwytywania globalnej produkcji żywności przez korporacje” (Pete Riley z brytyjskiej „Friends of the Earth” o książce M. Lappé i B. Bailey 1999). W niniejszym artykule wypowiadam się Uprawy i pasze z kontrowersyjnych odmian GMO w Polsce... 3 głównie o stwierdzonych lub bardzo prawdopodobnych skutkach ekologicznych, nie poprzedzonego w Polsce żadnymi znanymi mi badaniami,wprowadzania do środowiska niektórych zmienionych genetycznie roślin uprawnych. Zamiast demonstrowanego przez zwolenników bezkrytycyzmu
i pochopności, trzeba by tu każdorazowo dobrze rozważyć, jaki gen do rośliny został
wprowadzony: czy dla środowiska dość neutralny (np. podwyższający zawartość tłuszczu w rzepaku, ilość cukru w ogórku, albo jakość włókien w lnie), czy gen wytwarzający toksyny Bt lub odporność na herbicyd Roundup. Obie ostatnie cechy nie są bowiem obojętne dla udomowionych i dzikich gatunków. A odpowiedzialnie ocenić ewentualne skutki uboczne można tylko po wykonaniu wnikliwych badań testujących, podobnie jak w farmakologii, gdzie istnieje rygorystyczny wymóg prawny testowania nowych leków. Pokrótce omawiam też możliwe skutki ekonomiczno- społeczne wprowadzenia GMO na polskie pola uprawne.
2. Ukrywanie niewygodnych faktów Warunkiem umożliwiającym poznanie
prawdy o niektórych kontrowersyjnych odmianach GMO jest podjęcie otwartej dyskusji naukowej oraz przeprowadzenie badań sprawdzających. W Polsce takiej swobodnej dyskusji nie ma, ponieważ zwolennicy wprowadzenia upraw roślin GM i zalania kraju wytworzonymi z nich amerykańskimi paszami już od kilkunastu lat powtarzają a priori, iż jakoby nie stwierdzono żadnych negatywnych tego skutków ubocznych. Choć jest to nieprawda, co niżej dokumentuję, to opiniotwórcze media („Gazeta Wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Polityka”) reklamują tylko takie stronnicze opinie, nie dopuszczając zarazem do upublicznienia wiadomości odmiennych. Na przykład w lutym 2007 roku, po zaproszeniu do publicznej dyskusji nad wyważonym i tylko lekko krytycznym artykułem b. Ministra Środowiska prof. M. Nowickiego, „Gazeta Wyborcza” nie wydrukowała wspierających krytykę wypowiedzi o GMO aż czterech innych profesorów (jednego genetyka i trzech ekologów, z piszącym te słowa włącznie). Za to upubliczniła pełną inwektyw wypowiedź pewnego profesora-zwolennika GMO. Zwolennicy i stronnicze media ukrywają przed społeczeństwem to, że już dysponujemy:
• dowodami na ekologiczną i zdrowotną szkodliwość niektórych form GMO dla ssaków hodowlanych, a przypuszczalnie i dla dzikich. Są to wyniki doświadczeń na zwierzętach laboratoryjnych przeprowadzonych przez: zaszczutego przez lobby prokoncernowe doktora A. Pusztai (patrz: Smith 2007), a teraz wyróżnionego nagrodą przez Stowarzyszenie Uczonych Niemieckich (patrz: Pusztai to receive [...] 2009), ponadto doktorów: I. Chapeli, D. Quista, R. Mazza, G. E. Séraliniego, I. Ermakovą, M. Konovalovą, oraz prof. J. Cumminsa; podobne wyniki już uzyskano niezależnie w 8 krajach; potwierdziły to badania francuskie pokazujące jak trzy odmiany GM kukurydzy powodują uszkodzenia wątroby, nerek i innych organów wewnętrznych u karmionych nimi szczurów (de Vendomois et al. 2009);
• przemilczanymi u nas książkami znanej badaczki, biologa-genetyka molekularnego, dr Mae-Wan Ho (1999, 2003);
• książkami podsumowującymi wiedzę o innych, w tym ekonomiczno-społecznych,ujemnych stronach upraw roślin GM: Lappé, Bailey (1999), Smith (2007) oraz Wiąckowski
(2008);
• stroną internetową od sześciu lat zestawiającą bieżące wyniki ujawniające m.in. słabe strony niektórych GMO oraz wykryte w tej domenie nieścisłości lub oszustwa (strona www. gmwatch.org, gdzie ukazało się już 88 miesięcznych raportów o postępach wiedzy o negatywnych skutkach pewnych odmian GMO).
Dla czytelników podajemy adres pod którym jest umieszczony cały plik PDF: http://www.energieodnawialne.pl/ftp/KOP_Tomiałojc.pdf (specjalnie dla kawiarenki naukowej Radia Wnet umieścił Romuald Bartkowicz )
" Od kilkunastu lat staramy się wypowiadać na piśmie o kontrowersyjnych GMO (krytykujemy tylko niepotrzebne - bo są nowocześniejsze a bardziej bezpieczne technologie w rolnictwie - rozpowszechnianie ich niektórych odmian), ale napotykamy od lat działanie cenzury w opiniotwórczych redakcjach" (...) Dlatego głównie drukowaliśmy w przyrodniczych lub ekologiczno-technicznych, jak Chrońmy Przyrodę Ojczysta, AURA, Biuletyn Komitetu Ochrony Przyrody PAN. Załączam przykładowo mój artykuł, obecnie drukowany w Biuletynie, w specjalnym tomiku poświęconym GMO".
"Uprawy i pasze z kontrowersyjnych odmian GMO w Polsce: możliwe skutki ekologiczne i gospodarczo-społeczne"
Jestem optymistą co do tego, że wkrótce zrozumiemy, iż mądra etyka medyczna i genetyczna nie oznacza bezwzględnego zakazu stosowania konkretnych technologii, ani też bezwarunkowego przyzwolenia na ich stosowanie, lecz raczej powinna szukać sposobów wydobywania tego, co dobre, i eliminowania tego, co złe, z każdego nowego Biuletyn Komitetu Ochrony Przyrody PAN 2/2011: xx–xx
Uprawy i pasze z kontrowersyjnych odmian GMO w Polsce: możliwe skutki ekologiczne i gospodarczo-społeczne. Zacznę od jednoznacznego stwierdzenia, że nie jestem ślepo przeciwny eksperymentom biotechnologicznym i nie neguję wielu korzyści uzyskiwanych tą drogą. Wypowiadam się tutaj jedynie ostrzegająco przeciw niektórym rodzajom ingerencji ludzkiej w maszynerię dziedziczenia cech. Genetycznie zmodyfikowane organizmy (GMO) to kategoria złożona z kilku zasadniczo różnych jakości. Z racji różnego możliwego ich wpływu na dziką przyrodę mniej nas tu zajmują produkty manipulacji genetycznych w ramach wiele obiecującej tzw. biotechnologii farmakologicznej i przemysłowej, a najbardziej niepokoją niektóre wytwory tzw. biotechnologii zielonej, czyli rolniczo-żywnościowej, zwłaszcza te związane z wszczepianiem odporności na szkodniki lub herbicydy. Powyższe rozróżnienie jest bardzo ważne z powodu niejednakowego ryzyka, z jakim poszczególne grupy GMO mogą po wydostaniu się z laboratoriów lub po celowym uwolnieniu do środowiska spowodować kłopoty w uprawach rolnych oraz w dzikiej przyrodzie. Tylko „zielona” biotechnologia tworzy bowiem zmodyfikowane organizmy (głównie rośliny) z zamiarem szerokiego wprowadzenia ich, prędzej czy później, do środowiska. I to nieodwracalnego wprowadzenia. O ile bowiem na etapie prac laboratoryjnych wszystkie odmiany GMO podlegają rygorom kontroli biotechnologicznej, o tyle, od momentu ich uwolnienia do środowiska, te nowe formy roślinne lub zwierzęce przestają podlegać tylko technologiom i zabezpieczeniom biochemiczno-
molekularnym. Stają się żywymi organizmami wprowadzanymi de novo do przyrody,
co przypomina również ryzykowne introdukcje do naszych ekosystemów gatunków obcych pochodzących z innych kontynentów. Zawarte w zmodyfikowanych roślinach uprawnych nowe transgeny od momentu wprowadzenia uprawy do środowiska mogą przeniknąć z czasem także do roślin dzikich, a nawet (co niżej uzasadniam) mogą kiedyś przeniknąć do roślin występujących w rezerwatach przyrody i parkach narodowych. Może to zmienić stan ekosystemów naturalnych, w nieznanym stopniu inicjując nowe kierunki zmian mikroewolucyjnych. Co więcej, wszelkie wprowadzanie obcych/ nowych odmian, jako potencjalnie „inwazyjnych”, do otwartych ekosystemów antropogenicznych i naturalnych jest zjawiskiem z zakresu dziedziny nauki zwanej synekologią. Jako takie, nie powinno ono być zatem oceniane wyłącznie przez biotechnologów i przez koncerny handlowe. W tym punkcie naruszana jest zasada kompetencji zawodowej, poprzez wykluczanie z opiniowania ekologów, gleboznawców i rolników. Co typowe dla manipulacji politycznej, ukrywa się przy tym przed opinią publiczną fakt, że większość sprzeciwów przyrodników i rolników wobec uwalniania roślin genetycznie zmodyfikowanych dotyczy wąskiej ich kategorii stanowiącej 5–10% ogółu odmian. Głównie odnosi się to do zamiaru rozpowszechniania roślin uprawnych z wszczepionymi genami powodującymi wytwarzanie toksyn przeciw szkodnikom, a także wobec wszczepionym roślinom genom odporności na herbicydy. Ale to akurat te kontrowersyjne dwie grupy odmian obiecują koncernom wielkie dochody, umożliwiając przechwycenie i zmonopolizowanie procesu światowej produkcji
roślinnej, jako żywności lub pasz. Chodzi tu o podbój świata z pomocą produktów spożywczych z GMO, w dążeniu do monopolizacji dostępu do ziarna siewnego oraz do uzyskania maksymalnych zysków z całego globu. Wcale nie chodzi tu o ograniczenie zasięgu głodu na Ziemi, wręcz przeciwnie. „Każdy kto wierzy, że genetycznie zmodyfikowane uprawy stworzono dla dobra tej planety powinien przeczytać tę książkę. Przedstawia ona doskonałą analizę mechanizmu przechwytywania globalnej produkcji żywności przez korporacje” (Pete Riley z brytyjskiej „Friends of the Earth” o książce M. Lappé i B. Bailey 1999). W niniejszym artykule wypowiadam się Uprawy i pasze z kontrowersyjnych odmian GMO w Polsce... 3 głównie o stwierdzonych lub bardzo prawdopodobnych skutkach ekologicznych, nie poprzedzonego w Polsce żadnymi znanymi mi badaniami,wprowadzania do środowiska niektórych zmienionych genetycznie roślin uprawnych. Zamiast demonstrowanego przez zwolenników bezkrytycyzmu
i pochopności, trzeba by tu każdorazowo dobrze rozważyć, jaki gen do rośliny został
wprowadzony: czy dla środowiska dość neutralny (np. podwyższający zawartość tłuszczu w rzepaku, ilość cukru w ogórku, albo jakość włókien w lnie), czy gen wytwarzający toksyny Bt lub odporność na herbicyd Roundup. Obie ostatnie cechy nie są bowiem obojętne dla udomowionych i dzikich gatunków. A odpowiedzialnie ocenić ewentualne skutki uboczne można tylko po wykonaniu wnikliwych badań testujących, podobnie jak w farmakologii, gdzie istnieje rygorystyczny wymóg prawny testowania nowych leków. Pokrótce omawiam też możliwe skutki ekonomiczno- społeczne wprowadzenia GMO na polskie pola uprawne.
2. Ukrywanie niewygodnych faktów Warunkiem umożliwiającym poznanie
prawdy o niektórych kontrowersyjnych odmianach GMO jest podjęcie otwartej dyskusji naukowej oraz przeprowadzenie badań sprawdzających. W Polsce takiej swobodnej dyskusji nie ma, ponieważ zwolennicy wprowadzenia upraw roślin GM i zalania kraju wytworzonymi z nich amerykańskimi paszami już od kilkunastu lat powtarzają a priori, iż jakoby nie stwierdzono żadnych negatywnych tego skutków ubocznych. Choć jest to nieprawda, co niżej dokumentuję, to opiniotwórcze media („Gazeta Wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Polityka”) reklamują tylko takie stronnicze opinie, nie dopuszczając zarazem do upublicznienia wiadomości odmiennych. Na przykład w lutym 2007 roku, po zaproszeniu do publicznej dyskusji nad wyważonym i tylko lekko krytycznym artykułem b. Ministra Środowiska prof. M. Nowickiego, „Gazeta Wyborcza” nie wydrukowała wspierających krytykę wypowiedzi o GMO aż czterech innych profesorów (jednego genetyka i trzech ekologów, z piszącym te słowa włącznie). Za to upubliczniła pełną inwektyw wypowiedź pewnego profesora-zwolennika GMO. Zwolennicy i stronnicze media ukrywają przed społeczeństwem to, że już dysponujemy:
• dowodami na ekologiczną i zdrowotną szkodliwość niektórych form GMO dla ssaków hodowlanych, a przypuszczalnie i dla dzikich. Są to wyniki doświadczeń na zwierzętach laboratoryjnych przeprowadzonych przez: zaszczutego przez lobby prokoncernowe doktora A. Pusztai (patrz: Smith 2007), a teraz wyróżnionego nagrodą przez Stowarzyszenie Uczonych Niemieckich (patrz: Pusztai to receive [...] 2009), ponadto doktorów: I. Chapeli, D. Quista, R. Mazza, G. E. Séraliniego, I. Ermakovą, M. Konovalovą, oraz prof. J. Cumminsa; podobne wyniki już uzyskano niezależnie w 8 krajach; potwierdziły to badania francuskie pokazujące jak trzy odmiany GM kukurydzy powodują uszkodzenia wątroby, nerek i innych organów wewnętrznych u karmionych nimi szczurów (de Vendomois et al. 2009);
• przemilczanymi u nas książkami znanej badaczki, biologa-genetyka molekularnego, dr Mae-Wan Ho (1999, 2003);
• książkami podsumowującymi wiedzę o innych, w tym ekonomiczno-społecznych,ujemnych stronach upraw roślin GM: Lappé, Bailey (1999), Smith (2007) oraz Wiąckowski
(2008);
• stroną internetową od sześciu lat zestawiającą bieżące wyniki ujawniające m.in. słabe strony niektórych GMO oraz wykryte w tej domenie nieścisłości lub oszustwa (strona www. gmwatch.org, gdzie ukazało się już 88 miesięcznych raportów o postępach wiedzy o negatywnych skutkach pewnych odmian GMO).
Dla czytelników podajemy adres pod którym jest umieszczony cały plik PDF: http://www.energieodnawialne.pl/ftp/KOP_Tomiałojc.pdf (specjalnie dla kawiarenki naukowej Radia Wnet umieścił Romuald Bartkowicz )
tagi:
Komentarze
-
-
A mnie jest wstyd, że młody naukowiec pisze: "Mi jako naukowcowi"... Po przeczytaniu rewelacji wyrzuconych jednym tchem przez tego ambitnego młodego naukowca zamieściłem ciekawostkę: http://www.radiownet.pl/publikacje/o-lobbingu-pro-gmo
Romuald Bartkowicz 10.01.2012, 16:26 -
@Panie Romualdzie Jaki związek ma Pana informacja, z oświadczeniami instytucji naukowych, które wymieniłem?
Gene Peace 11.01.2012, 08:18 -
@Panie Romualdzie. Odnośnie Pana "ciekawostki". Czyżby Pan nie wiedział, iż w Polsce lobbing jest legalny?
Gene Peace 11.01.2012, 09:56
zaloguj się aby komentować



@Panie Ludwiku. Sam jestem naukowcem, choć jeszcze młodym co prawda. Jak Pan, jako naukowiec może powoływać się na publikacje Pana Jeffreya M Smitha? Dobrze Pan wie, iż jego książki nie są opracowaniami naukowymi, a człowiek ten nigdy nie odebrał wykształcenia przyrodniczego (był instruktorem tańca towarzyskiego oraz joginem). Jak Pan może powoływać się na badania Pana Arpada Pusztai, skoro nawet The Royal Society (najbardziej prestiżowe gremium naukowe w Anglii) skrytykowało te badania! Jak Pan jako naukowiec, może powoływać się na badania Pani Ermakovej, która nigdy swoich wyników nie opublikowała w żadnym czasopiśmie naukowym! Jak Pan jako naukowiec, może podawać jako źródło wiedzy strony typu www.gmwatch.org, która jest skrajnie negatywnie nastawiona do kwestii GMO? Gdzie Pana naukowy "obiektywizm"??? A jeśli powołuje się Pan na badania grupy Pana Seraliniego, to zapewne również Pan przeczytał, że sam autor pisze w nich, iż jego wyniki nie pozwalają jednoznacznie stwierdzić ze GMO szkodzi! Widocznie Pan nie doczytał. Jak Pan skomentuje fakt, iż Komitet Biotechnologii PAN, Komitet Ochrony Roślin PAN, Wydział Nauk Biologicznych PAN, mówią o braku badań wskazujących na szkodliwość GMO? Co z panelami zwoływanymi przez Papieską Akademię Nauk. W 2000, 2004 oraz ostatnio w 2009, każdy z tych Paneli naukowych kończył się stwierdzeniem, iż należy wykorzystywać GMO. Co z decyzją Amerykańskiej Akademii Nauk? Najbardziej prestiżowa akademia naukowa na naszej planecie popiera uprawy GMO! Kolejne Akademie naukowe aprobujące GMO, to np. Royal Society of Medicine, French Academy of Science, Australian Academy of Science (do wszystkich mogę przesłać odpowiednie linki). A to tylko niektóre instytucje naukowe, wybrane przeze mnie na szybko. Pewnie przeczytam, że są przekupione? Nieprawdaż? A co z raportem Unii Europejskiej z 2010 roku: http://ec.europa.eu/research/biosociety/pdf/a_decade_of_eu-funded_gmo_research.pdf Gdzie na stronie nr. 16 czytamy: "The main conclusion to be drawn from the efforts of more than 130 research projects, covering a period of more than 25 years of research, and involving more than 500 independent research groups, is that biotechnology, and in particular GMOs, are not per se more risky than e.g. conventional plant breeding technologies". Mogę jeszcze tak długo. A to tylko naukowe instytucje. Nie wspomnę o EFSA, FDA, USDA, WHO, które również nie widzą zagrożeń ze strony GMO. Mi jako naukowcowi, młodemu naukowcowi, jest po prostu wstyd za Pana. Dziękuję.