Według Radia Swoboda Anna Walentynowicz była Ukrainką
![]()
Redakcja Wschodnia już po raz drugi odkryła publikowane w zagranicznych mediach informacje dotyczące ofiar tragicznej katastrofy lotniczej w Smoleńsku. W zeszłym tygodniu pisaliśmy o rumuńskim wątku w historii rodziny Kaczyńskich. Jak podała rumuńska telewizja, i co potwierdza Ambasada Rzeczpospolitej Polskiej w Rumunii, pradziadek prezydenta Lecha Kaczyńskiego był przyjacielem króla Rumunii Karola II. Bywał zapraszamy przez monarchę na polowania i przez krótki czas był burmistrzem Bukaresztu.
Tym razem trafiliśmy na artykuł opublikowany przez Sekcję Ukraińską Radia Wolna Europa - Radio Swoboda pt. W katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem zginęła Ukrainka, której los zmienił kiedyś losy Polski. (opublikowany 14.04.2010, http://www.radiosvoboda.org/articleprintview/2012550.html ). Autorka, Walentyna Odarczenko napisała: Polacy nazywali Annę „Matką Solidarności”, jednak ani wtedy na początku ani później nie domyślali się, że walczyli o prawa socjalne a z czasem o niezależność Polski, ramię w ramię z Ukrainką.
Jak donosi Radio Swoboda, w Równem na Wołyniu mieszka rodzona siostra Anny Walentynowicz, 84-letnia Olga Lubczyk. Opłakuje teraz gorzko stratę siostry, którą spotkała po raz pierwszy w 1996 roku po niemalże 60-letniej rozłące. Od tamtej pory Anna Walentynowicz co roku odwiedzała Równe i rodzinną, wołyńską wieś. Jak napisała Walentyna Odarczenko: Radio Swoboda zdobyło informacje, których nie zna cała Polska o swojej bohaterce. Anna Walentynowicz wyjechała ze swojej wsi jako 9-letnia dziewczynka, razem z polska rodziną, w której pracowała. Polska rodzina Pruszyńskich „wystraszona wojennymi wydarzeniami” uciekła do wołyńskiego miasteczka Hoszcza. Później wyjechali do Polski i zabrali ją ze sobą, mówiąc jej, że jej wieś zniszczyli Niemcy. Wedle Olgi Lubczyk, Anna Walentynowicz pracowała u rodziny pod Gdańskiem. Jej gospodarze mieli ją straszyć: „ jak będziesz mówiła, żeś Ukrainka, to ciebie zamordują”. Narracje wołyńskiej siostry kilkukrotnie sugerują ukraińskie pochodzenie naszej bohaterki, jak np. Wyszła za Polaka, została rzymską katoliczką.
Ojciec Anny Walentynowicz cały czas wierzył, że jego córka żyje. Był przekonany, że mieszka w Polsce, tylko nie miał pojęcia jak jej szukać. Szukał córki przez biuro do spraw zaginionych osób w Kijowie. Przeczytany w radio list ojca zainteresował tarnopolskiego historyka, który dołożył starań, żeby córka odnalazła się w Polsce. Ojciec nie dożył jednak spotkania z córką, gdy przyjechała na Ukrainę w 1996 roku, było już za późno.
Walentyna Odarczenko kończy swój artykuł słowami: Annę Walentynowicz straciły dwa państwa - Polska i Ukraina, której tak łaknęła przez ostanie lata. Na Ukrainie i w jej małej ojczyźnie, Ziemi Rówieńskiej dopiero teraz ludzie odkryli, że była ich rodaczką. Jak do tej pory niczego o niej nie wiedzieli.
Artykuł jest oparty jedynie na, prawdopodobnie chaotycznych, relacjach 84-letniej Olgi Lubczyk. O ile są one rzetelne, należałoby uznać sensacyjny ton materiału Radia Swoboda za uprawniony. Wynika z niego, że legendarna postać polskiej opozycji urodziła się w ukraińskiej rodzinie i, do momentu konwersji na katolicyzm, była prawosławna. Wiadomości te nie pokrywają się jednak z tym, co możemy przeczytać w Polsce, np. z artykułu Małgorzaty Subotić w Rzeczpospolitej z września 2009 roku, wiemy, że ojciec Anny Walentynowicz zginął w trakcie wojny. Miejsce urodzenia z pewnością się zgadza, był to Wołyń. Czy są to prawdziwe informacje, czy jedynie próba „dorobienia” ukraińskiej narodowości, urodzonej na Wołyniu, polskiej bohaterce? To pytanie na razie pozostaje otwarte.
Źródło: Radio Swoboda http://www.radiosvoboda.org/
Wojciech Jankowski
Komentarze
zaloguj się aby komentować


