Wielki bazar kolejowy
![]()
...w pociągu jak pisał Theroux „może się wydarzyć wszystko, może się nawet zdarzyć, że zapragnie Pani z niego wysiąść”.
„Wielki bazar kolejowy”
Pani mnie pyta, kim jestem? Skąd jestem? Co ja tu robię? Siedzę Szanowna Pani. Siedzę. Rozmyślam. Wspominam. Patrzę. Na ten pusty peron. Raz na jakiś coś tam się ruszy. Przejedzie. Zawyje. Zadudni. Pewnego dnia po prostu spakowałem plecak i tutaj się znalazłem. Nudy? Powiada Pani, że nudy? Bo na co patrzeć? Nie ma na co? To może zrobimy tak. Ja zacznę opowieść a jeśli się Pani znudzi to proszę powiedzieć i wtedy się zamknę i tak sobie posiedzimy , pomilczymy.
Ooo, teraz to pewnie minie ze czterdzieści lat od dnia w którym spotkałem tego człowieka. Od kilku lat mieszkał w Stanach Zjednoczonych . Wykładał na uniwersytecie stanowym w Wirginii na dodatek pisał książki. Jego żona z dwójką dzieci mieszkała w Londynie i dobrze sobie radziła. Mimo to Paul, tak miał na imię, uważał, że to do niego należy utrzymanie domu. Potrzebował większej gotówki. Pewnego dnia przedstawił pomysł napisania książki z podróży swojej amerykańskiej redaktorce. Zachwyciła się pomysłem a on otrzymał pokaźną zaliczkę. Jako środek lokomocji wybrał pociąg. Wrócił do Londynu, tam 19 września 1973 roku wsiadł do pociągu i ruszył w czteromiesięczną podróż.
Co było dalej? Mam mówić? No dobrze. Wyruszył na kontynent. W Paryżu wsiadł w „Orient Express”, by nim dotrzeć przez Szwajcarię, Mediolan, Wenecję, Triest, Belgrad, Sofię, Edirne do Stambułu. Przez pierwsze dni podróży cierpiał na brak słońca. Kiedy przekroczył linię Alp w końcu wyszło i nie opuszczało go przez następne dwa miesiące. Dworzec w Belgradzie jawił mu się jak miejsce, gdzie pasażerowie czekają na pociągi, które nigdy nie przyjadą. Cały czas pisał, czytał, rozmawiał, jadł i pił wino kraju przez który przejeżdżał. Tuż przed Stambułem „Orient Express” przygasł i dalej jechał jak zwykły osobowy pociąg, zatrzymując się na każdej stacji.
W Iranie dziwił się temu, że Irańczycy jedzą dżem z marchwi. Jadła Pani dżem z marchwi? Ja niestety nie. I co dobry? Mam nie pytać? Nie przerywać znaczy się? Ok, jadę dalej. W Kabulu odwiedził szpital dla umysłowo chorych w którym spotkał gościa wsadzonego tam przez pomyłkę. Tak, z wariatami to tak zawsze. Każdy Pani powie, że jest tu przez pomyłkę.
No a potem jechał dalej przez Pakistan, Indie, Birmę, Tajlandię, Malezję, Kambodżę do Sajgonu. W Indiach wsiadł do pociągu, który jechał na Cejlon i niech Pani zgadnie ile razy ten pociąg w drodze się zatrzymywał. No ile? No dobra, powiem, powiem. Prawie 100 razy. Jechała Pani kiedyś takim pociągiem co się sto razy zatrzymuje po drodze? Ja nie! A w Birmie, niech sobie Pani wyobrazi. Konduktor zamiast sprawdzać bilety, siedział sobie w budce obok kibla. Wszystko i wszystkich miał w dupie i tylko zmieniał kasety w magnetofonie.
W Wietnamie Theroux w każdej knajpie trafiał na to samo piwo ale za to na kelnerki , które za każdym razem proponowały mu inny rodzaj perwersji. Z Sajgonu wyruszył do Japonii. Kioto, Tokio, Osaka, Jokohama. Pociągi w Japonii były zupełnie inne. Ciche , szybkie, mało tego superszybkie. Tam dopadła go zima. To, co widział za oknem porównywał z krajobrazem wyłaniającym się z lektury „Krainy śniegu” Kawabaty.
Opuścił Japonię i wsiadł do Kolej Transsyberyjskiej. Jechał przez Władywostok, Irkuck, Omsk, Perm, Moskwę. Podczas podróży do Moskwy o mało nie zwiodło go przeświadczenie, że domy , które widzi za oknem są morskimi latarniami. A mieszkańcy pobliskich wiosek są zbłąkanymi wędrowcami, którzy zbliżają się do niebezpiecznych lądów.
Z Moskwy szybko dostać się przez Warszawę, Berlin, Amsterdam do żony. Do Londynu. Zbliżały się przecież święta Bożego Narodzenia.
Czy wrócił do domu? Czy zdążył na święta? Tak ale z małym poślizgiem.
A tak swoją drogą lubi Pani pociągi? Te żelazne potwory budzące niegdyś strach wśród Indian. Żelazne diabły, które gwizdem, parą, miały powodować nieurodzajność pól oraz ściągać wszelakie nieszczęścia na pasące się w pobliżu zwierzęta.
Zdaje sobie Pani z tego sprawę, że pociąg w pierwszej połowie XX wieku stał się przekleństwem tej części Europy. Te ruszające z Umschlagplatzu, te jadące w kierunku Auschwitz oraz te mające swój ostatni przystanek na stacji Gniezdowo i nie tylko. Trzeba było Paula Therouxa aby podróż tym środkiem lokomocji odczarował.
Przyznam się Pani do czegoś. To pierwsza książka Therouxa, którą przeczytałem na wdechu, z rozdziawioną gębę i zachwytem.
A i jeszcze jedno, w dzieciństwie zazdrościłem wszystkim tym, których odprowadzałem wzrokiem na tej starej stacyjce kolejowej pamiętającej świetność kolei warszawsko - wileńskiej. Podobno na tej trasie ma swój początek jedna z historii bohaterów dzieł Fiodora Dostojewskiego. Kto tędy jeździł? O czym myślał? Dokąd jechał? Za kim tęsknił? Co jadł? Co pił? Lampy karbidowe jak stały tak stoją. Jak milczały tak milczą. Czy jechał tędy kiedyś jakiś Theroux? Niewiadomo. A szkoda.
Pani już idzie? No to do widzenia . Do zobaczenia. Niech Pani nie zapomni, że w pociągu jak pisał czy też mawiał Paul „może się wydarzyć wszystko, może się nawet zdarzyć, że zapragnie Pani z niego wysiąść”.
Proszę zapamiętać „Wielki bazar kolejowy. Pociągiem przez Azję”. To prawdziwa podróż, to prawdziwe życie,
Komentarze
zaloguj się aby komentować


