Wietrzny Poranek w Bochni
autor:
Andrzej Famielec
![]()
Dzień zaczyna się od budzika. Nie wiem, czy istnieje bardziej znienawidzony przedmiot. Zło wcielone, pogromca marzeń i przyjemności. Macham ręką aby uciszyć tego wyjca, trafiam na plik papierów co leżą na półce, tak jak u grafika przystało, bez składu i ładu. Z szelestem opadają na ziemię. To najprzyjemniejszy dźwięk do tej pory. Jak szelest liści. I to ciepło, ciepło słonecznego jesiennego poranka. Ciepło rozpływające się po ciele, tak, to kaloryfer. Szurając wędruję do kuchni po kawę. Poranek i kawa, kawa i poranek - do syjamskie bliźnięta. szok zapalone światła wyrywa jednak resztki zadowolenia ze wspomnienia pięknej jesieni. Wracam do ciemnego pokoju i zatrzymuję się zachwycony. Za oknem wyjący wicher targa tabuny chmur po niebie. Granat, błękit i żółć świtu... to nieziemski widok - szczególnie piękny, że ja zostaje w domu... z ciepłą kawą i kaloryferem.
Komentarze
zaloguj się aby komentować


