Wybory 2011. W Lubuskiem cisza i spokój: zagłosowali w większości osoby starsze
W Lubuskiem mieszkańcy wybierali 12 posłów i 3 senatorów. Swoich kandydatów zgłosiło 8 wyborczych komitetów, zaś o 3 miejsca w senacie ubiegało się 13 osób. Do głosowania uprawnionych było 807.146 osób. W regionie odnotowano jednak jedną z najniższych wyborczych frekwencji w kraju. Do urn poszło
Państwowa Komisja Wyborcza w porannym komunikacie podała, że m.in. w Lubuskiem odnotowano najniższą w kraju frekwencje – 2,09 proc. Do urn wyborczych najmniej w tym czasie poszło wyborców w Niegosławicach – 0,74 proc. Najwięcej w Bojadłach i Bobrownicach -4 proc. W samorządowej stolicy województwa w Zielonej Górze wrzuciło swoje głosy do urn – 2, 5 proc. ludności. Podobnie jak w Gorzowie Wlkp., gdzie zanotowano w jednej z komisji wyborczych podłożenie w reklamówce atrapy bomby. Opóźniło to głosowanie o 1,5 godziny. Nie przewiduje się jednak tutaj przedłużenia czasu głosowania.
W mojej miejscowości, w Książu Śląskim, po mszy św. w miejscowym kościołku, mało kto rozmawiał o chęci zagłosowania w parlamentarnych wyborach, a tym bardziej udania się do urny wyborczej.
Mieszkańcy Książa, podobnie jak kilkunastu miejscowości w gminie, muszą własnym środkiem transportu udać się do lokalu wyborczego oddalonego od własnej siedziby 3 do 4 km. Mimo, że w tej chwili w pogodzie następuje przejaśnienie, zachmurzenie zanika, pojawia się słońce, nie widać entuzjazmu do udania się na głosowanie.
W Gorzowie Wlkp. odnotowano kolejny incydent wyborczy. Wcześniej pod jednym z lokali wyborczych podrzucono atrapę bomby, teraz z kolei przy innej wyborczej siedzibie – wywieszono na prześcieradłach wymalowane hasła: „9 października wrzuć Platformę Obywatelską do śmietnika” oraz „Wolność słowa dla kiboli – anty PO”.
Na godzinę 19. w Lubuskiem frekwencja wyborcza wynosiła 35,43 proc. i zdecydowanie podniosła się o kilkanaście oczek w górę. Telefony w Państwowej Komisji Wyborczej w Zielonej Górze grzały się do czerwoności. - Wyborcy dzwonili do nas przeróżnymi sprawami – mówi jeden z członków PKW. - Wielu nie podobały się wystroje lokali wyborczych, dlatego odstąpili od głosowania – dodaje.
- Mało kto przychodzi – mówi nam nieoficjalnie kolejny z członków wyborczej komisji. - Jeżeli ktoś pod wieczór przyjdzie, to jest to osoba starsza wiekiem.
W miejscowości w której mieszkam, w Książu Śląskim został otwarty miejscowy sklep spożywczy, który w niedziele rzadko jest czynny. Sporo osób kupuje tu piwo. Nikt z nich nie był w lokalu wyborczym, chociaż dysponują własnym transportem, aby udać się o 3 km stąd do siedziby wyborczej komisji. - Bo po co? - odpowiadają.- Nic a nic na lepsze się nie zmieni.
- Nie pojechałem, bo mam zakaz jeżdżenia rowerem – mówi z kolei inny. Takich jak on jest we wsi kilkudziesięciu. Policja w praktyce wyłapała wszystkich rowerzystów jadących pod wpływem alkoholu w okolicy.
Ryszard oznajmia: - Nie byłem, ale podwiozłem żonę. Akurat naprawiałem samochód i robiłem rundę sprawdzającą, żona chciała zagłosować, więc podjechałem pod lokal wyborczy. Ja nie wszedłem, bo bylem w ciuchach roboczych!
Moi sąsiedzi na głosowaniu jednak byli. Najpierw udali się samochodem do siedziby wyborczej młodzi: nauczycielka i jej mąż, pracujący jako ochroniarz. Kilka godzin później gospodarze: emeryci. - Głosowałem za komuny, to i teraz też głosuję – oznajmił sąsiad.
Kożuchowska gmina liczy 16.387 mieszkańców, uprawnionych do głosowania jest 12.211. Lokali wyborczych jest 11, aż 5 z nich skupia w swoim okręgu kilka ościennych miejscowości. W mojej komisji wyborczej, umiejscowionej w Studzieńcu uprawnionych jest 800 osób. W ubiegłorocznych samorządowych wyborach frekwencja tu wynosiła 34,88 proc. - głos oddało 300 wyborców, z czego aż 201 pozyskał debiutujący na radnego miejskiego z tego okręgu kandydat z Książa.
W Kożuchowie w wyborczym lokalu umiejscowionym w Szkole Państwowej nr 1 uprawnionych do głosowania jest 1,5 mieszkańców. W chwili obecnej zagłosowało 32.
W całym natomiast powiecie nowosolskim, do którego należy gmina Kożuchów, frekwencja wynosi obecnie 1,9 proc., czyli głos do urn wrzuciło 1,3 tys. mieszkańców.
Potem były inne wyniki: frekwencja wyborcza wynosiła 35,43 proc. i zdecydowanie podniosła się o kilkanaście oczek w górę. Telefony w Państwowej Komisji Wyborczej w Zielonej Górze grzały się do czerwoności. - Wyborcy dzwonili do nas przeróżnymi sprawami – mówi jeden z członków PKW.
- Wielu nie podobały się wystroje lokali wyborczych, dlatego odstąpili od głosowania – dodaje członek Komisji.
Mimo to, wstępne wyniki w regionie mogą szokować.
Platforma Obywatelska zagarnęła aż 5 mandatów w regionie, Prawo i Sprawiedliwość – 3, a potem są niespodzianki: Polskie Stronnictwo Ludowe tylko wyłapało jeden mandat, Sojusz Lewicy Demokratycznej jeden ewentualnie dwa, i Ruch Poparcia Palikota – to samo, 2 lub 1.
- Kurde! Paliokot w Sejmie?! - niedowierzająco mówi radna Eleonora Szymkowiak w zielonogórskiej siedzibie w PiS. Potem triumfująco dodaje: - Co, jak co, ale lewicy się dostało, jak cholera!
- Liczyliśmy na lepszy wynik – nie ukrywa swojego zdenerwowania dotychczasowy poseł PiS, Jerzy Materna. Lider listy w Lubuskiem, poseł Marek Ast jeszcze do działaczy nie dotarł.
Wynik miał być o wiele pogodniejszy. Materna jeszcze nie wie, czy będzie posłem.
W knajpie Lemoniada, gdzie zagościli się działacze Sojuszu Lewicy Demokratycznej – wielkie zgrzytanie zębami. Są wściekli. Nie dość, że przegrali z kretesem, to w tej chwili nikt z czołówki listy tu się nie pojawił! Jak jeden mąż, wszyscy za tragiczny wynik wyborczy obwiniają szefa partii – Napieralskiego. Suchej nitki na nim nie zostawiają. - W partii będzie wielka zawierucha bolszewicka - oceniają.
- Główna przyczyna porażki to brak wyrazistości przywódców - zakomunikował w telefonicznej rozmowie z W24, dotychczasowy poseł Jan Kochanowski (numer jeden na liście).
Natomiast w knajpie Zajazd Poczta jest euforia pośród działaczy Platformy Obywatelskiej. - Obroniliśmy Polskę! - krzyczy Stefan Niesiołowski, kandydujący z Lubuskiego. - Jest jednak jedyny przykry incydent, to dobry wynik Palikota – oświadcza.
W Polskim Stronnictwie Ludowym nieco refleksyjnie. Słowa minister Jolanty Fedak o trwaniu koalicji i wyborczym zwycięstwie nie buzują ludowców. Dostali kopa.- Jestem dobrej myśli, Wszystko się ułoży – mów dla W24 w kursalach jeden z działaczy. - Zobaczysz, że jeszcze będziemy grać pierwsze skrzypce!
Ruch Poparcia Palikota zwycięstwo wyborcze w Zielonej Górze świętuje skromnie. Aklimatyzowali się w knajpie „Retro”. Jest tu zaledwie kilka osób. - To mega! - ekscytuje się Krystyna Biebnias. - Polacy pokazali, że są zmienić dotychczasowy beton.
Komentarze
zaloguj się aby komentować


